Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Jak powstaje budżet miasta? (cz. II - ujęcie realistyczne)

28.09.2012

W poprzednim wpisie opisałem wymarzony sposób tworzenia budżetu miasta (gminy, powiatu itp.). Pora opisać jak to wygląda w praktyce.

Oczywiście zdarzają się chwalebne wyjątki (by wspomnieć chociażby budżet obywatelski w Sopocie), ale w przytłaczającej większości polskich samorządów sytuacja wygląd tak jak opisuję poniżej.
    
Od razu powiem: zapomnijcie Państwo o jakichś konsultacjach społecznych, spotkaniach z lokalnymi liderami opinii czy roboczych spotkań komisji rady miasta. Ani na poziomie generalnych założeń, ani na poziomie szczegółowych rozwiązań organ przedstawicielski tudzież zorganizowane społeczeństwo obywatelskie nie ma wpływu na tworzenie wstępnego kształtu budżetu.

Ta rola przejęta jest całkowicie przez urząd i to zazwyczaj w najgorszy możliwy sposób czyli „od szczegółu do ogółu”. To znaczy nie jest tak, że centralny ośrodek lokalnej dyspozycji politycznej – zazwyczaj będzie nim wójt/burmistrz/prezydent – podejmuje decyzję o strategicznych kierunkach polityki miejskiej i podstawowych parametrach budżetu, które to decyzje są następnie rozpisywane na szczegółowe działania przez poszczególne wydziały. To wydziały same sobie zakreślają zadania i określają własne żądania odnośnie przeznaczanych na nie środków – a rola centralnego ośrodka sprowadza się do wzajemnego uzgodnienia i w miarę proporcjonalnego przycięcia tych „resortowych” aspiracji, tak aby nie rozsadziły budżetu (oczywiście świadome tego etapu resorty mają zwyczaj rozdymać swoje pierwotne roszczenia tak, aby po ich nieuchronnym obcięciu osiągnęły poziom pierwotnie pożądany). Zewnętrzne sugestie (np. ze strony radnych, a więc przedstawicieli organu teoretycznie decydującego o kształcie budżetu) są traktowane jako nie merytoryczne. Ze definicji szkodliwe, bo inne od optymalnego planu działań wymyślonego we własnym zakresie przez samą biurokrację (a więc w jej narracji – „fachowców”).

Po owym uzgodnieniu gotowy, napisany już od a do z, projekt budżetu trafia pod obrady rady miasta. Czasami od razu jako sformalizowany projekt uchwały, czasami następuje etap nieformalnej konsultacji. Jeżeli taki występuje to merytoryczne komisje rady mają możliwość zapoznania się z kształtem budżetu i mogą zgłaszać… prośby do organu wykonawczego aby takie czy inne postulaty uwzględnił w ostatecznie sformalizowanym projekcie. Zdecydowana większość tych próśb zostaje oczywiście odrzucona (nieraz – wszystkie). Uwzględnione zostaną albo prośby stanowiące w istocie sprostowanie oczywistych błędów czy pomyłek albo takie, które są forsowane przez wyjątkowo dobrze ustosunkowanych radnych, mających polityczny lub towarzyski lewar do nieformalnego wpływania na władzę wykonawczą.

Następny etap to już projekt uchwały budżetowej procedowany jak każda uchwała przez radę miasta. Teoretycznie na tym etapie komisje, czy poszczególni radni mogą proponować poprawki do budżetu. W praktyce, jeżeli układ polityczny władzy wykonawczej dysponuje większością w radzie to wszystkie takie poprawki są odrzucane. Mając na uwadze tą okoliczność oraz techniczną trudność konstruowania poprawek do gotowego dokumentu (trzeba sprawnie poruszać się oznaczeniu działów, klasyfikacji itp.), często opozycja w ogóle odpuszcza sobie składanie z góry skazanych na porażkę poprawek.

Wisienką na torcie jest debata budżetowa. Teoretycznie kluczowa w roku debata o najważniejszych kierunkach, jak i istotnych szczegółach lokalnej polityki we wszystkich jej akceptach. W praktyce w większości samorządów regulaminy organów uchwałodawczych nie przewidują specjalnego trybu dyskusji budżetowej, podlegają one takim samym (zazwyczaj restrykcyjnym) rygorom dyskusji jak wszystkie inne projekty uchwał. Ja sam swego czasu przeprowadziłem eksperyment, który wykazał iż w moim mieście (Gdyni) czas wystąpienia radnego w debacie budżetowej nie wystarczy nawet na… odczytanie na głos tytułów rozdziałów i podrozdziałów uchwały budżetowej – a co tu dopiero mówić o ich omówieniu i refleksji nad ich treścią.

W rezultacie bez poprawek i po szczątkowej dyskusji rada miasta uchwala budżet w kształcie takim, jakim zaproponował go prezydent (a de facto – w kształcie jaki urząd napisał sam sobie). W praktyce więc wybrany w demokratycznych wyborach i podlegający społecznej kontroli radny ma mniejszy wpływ np. na to, które ulice zostaną wyremontowane, niż starszy referent w wydziale inwestycji i remontów, który na zlecenie naczelnika wydziału napisał odpowiedni podrozdział budżetu.

Marcin Horała

Facebook