Jedynie prawda jest ciekawa

Fatalny pomysł prezydenta Komorowskiego

15.06.2012

Prezydencki projekt ustawy o wzmocnieniu społeczeństwa obywatelskiego w samorządach stopniowo przeradza się w projekt ustawy o wzmocnieniu władzy lokalnych oligarchii.

Być może dla powetowania sobie tej porażki kancelaria prezydencka sięgnęła po pomysł tyleż prosty co popularny – wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do rad powiatów i rad miast na prawach powiatu.

Już sam fakt wrzucenie do jednego worka miast na prawach powiatu i powiatów pokazuje, iż inicjatywy nie poprzedziła przesadnie dogłębna refleksja – są to bowiem organizmy o zupełnie różnej wadze i konstrukcji politycznej. W największym skrócie powiaty to jednostki zazwyczaj słabe i ze względną równowagą władz - a miasta na prawach powiatu to z kolej zazwyczaj jednostki silne z całkowitą supremacją wybieranej w wyborach bezpośrednich władzy wykonawczej. Zmiany w ordynacji będą więc w nich prowadziły do różnych skutków – w powiatach do skutków nieprzewidywalnych, w miastach na prawach powiatu do łatwych do przewidzenia skutków fatalnych.

Dlaczego więc wprowadzać takie zmiany? Ano panuje przekonanie, że w wyborach jednomandatowych wyborcy zagłosują na ludzi, a nie na szyldy, co pozwoli na odparcie największego zagrożenia dla samorządów, czyli upartyjnienia. Takiego przekonania nie sposób ocenić inaczej niż jako ludowe podania legendy.

Problemem polskich samorządów, przynajmniej na poziomie miast na prawach powiatu, nie jest bowiem upartyjnienie (w sensie – poddanie dyktatowi partii ogólnopolskich) tylko oligarchizacja. Lokalne układy Ryśka z inwestycji z Mieciem z deweloperki idące w poprzek lub obok podziałów ideowych. Dla takich układów szyldy ogólnopolskich partii są tylko traktowanym instrumentalnie, coraz częściej zbędnym, narzędziem. Wprawdzie w wyborach samorządowych ludzie kierują się niemal wyłącznie szyldami, ale nazwisko lokalnego wójta, burmistrza i prezydenta jest szyldem lepszym niż szyld PO, PiS czy SLD (nie ma tu miejsca na przytaczanie wielostronicowym tabel z wynikami wyborczymi, muszą mi państwo uwierzyć na słowo że ta teza właśnie z nich wynika). Burmistrz dysponując budżetem promocyjnym gminy, będąc często jednocześnie największym w mieście pracodawcą, reklamodawcą i zleceniodawcą dla lokalnego biznesu, jeżeli tylko jest sprawny politycznie, spokojnie zbuduje system lokalnej bezideowej partii władzy opartej na jego osobistej popularności.

Obecnie, dzięki obowiązującej ordynacji proporcjonalnej, mimo wszystko może zaistnieć jakaś opozycja, zapewniająca elementarną kontrolę obywatelską nad takim burmistrzem. Opozycja musi tylko przekroczyć 5% w skali miasta (próg formalny) plus próg faktyczny w jednym z okręgów (zależy od wielkości okręgu i rozkładu głosów, zazwyczaj kilkanaście procent). Nawet przy przytłaczającej przewadze obozu władzy jest to wykonalne, szczególnie gdy oprzeć się na partyjnym sentymencie twardego elektoratu którejś z partii ogólnopolskich.

Jeżeli ten system zmienimy na wybory większościowe jednomandatowe opozycja będzie musiała w okręgu zbliżyć się przynajmniej do 50% poparcia (lub je przekroczyć, jeśli miałyby być dwie tury). Przy takiej systemowej przewadze lokalnego układu władzy – niewykonalne. Otrzymalibyśmy rady miast zupełnie wypłukane z radnych opozycyjnych czy chociażby niezależnych wobec władzy wykonawczej. Jedyna droga do mandatu radnego wiodłaby przez całowanie prezydenckiego pierścienia (start z komitetu prezydenckiego).

Wprowadzając więc w obecnej sytuacji wybory jednomandatowe w miastach nie mielibyśmy systemu jak w krajach anglosaskich. Brakuje nam tamtejszej kultury politycznej, zamożnej niezależnej i aktywnej obywatelsko klasy średniej, tradycji niezależnych i nieprzekupnych mediów lokalnych, silnych i niezależnych finansowo organizacji obywatelskich itp. Raczej zbliżylibyśmy się do Rosji lat 90-tych czy państw Ameryki Łacińskich. Z setkami nieusuwalnych w drodze wyborczej lokalnych kacyków patronujących symbiozom urzędniczo-biznesowym. Czy naprawdę chcielibyśmy żyć w państwie, w którym jedyną drogą do zmiany lokalnego lidera jest podłożenie mu bomby pod samochód?

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook