Jedynie prawda jest ciekawa

Diety radnych powinny być wyższe!

06.12.2011

Niniejszym wpisem rozpoczynam przygodę z blogowaniem na portalu Stefczyk.info, a nic tak dobrze nie robi na początek jak odrobina kontrowersji. Chciałbym więc przedstawić Państwu postulat, który przy różnych sposobnościach głoszę od dawna – zawsze spotykając się z gwałtownym oporem i protestami słuchającego akurat społeczeństwa. Rzucenie hasła przywołanego w tytule wzbudza często nawet nie tylko opór ale i oburzenie. Natomiast powszechny poklask budzą hasła przeciwne, ba czasem wręcz postulaty zniesienia w ogóle diet dla radnych.

Aby wyjaśnić dlaczego to są fatalne pomysły zacznijmy od spraw podstawowych. Otóż zasadniczo w kręgu cywilizacji zachodniej przyjęło się uważać za najlepszy model rządzenia podział i równowagę władz. Za najlepszy model wyboru i funkcjonowania tych władz – liberalną demokrację. Tymczasem nie wiadomo dlaczego wielu skądinąd światłych ludzi uważa za zasadne wyłączenie spod tych mechanizmów samorządu terytorialnego i promowanie w nich władzy skupionej w jednym ręku, nie poddawanej presji konkurencyjnej – czyli wypisz wymaluj (poza używaniem aparatu przemocy) modelu bliższego bardziej Wenezueli Chaveza czy Rosji Putina niż zachodnim demokracjom.

Takim wynaturzeniom sprzyja obecny stan głębokiej nierównowagi siły formalnej i faktycznej władzy uchwałodawczej i wykonawczej w jednostkach samorządu terytorialnego – szczególnie w gminach i miastach na prawach powiatu. Oto bowiem z jednej strony mamy prezydenta/ wójta/ burmistrza – zawodowego polityka, mającego do pomocy kilku dalszych przez siebie mianowanych zawodowych polityków (członków kolegium prezydenckiego), de facto będącego największym pracodawcą w gminie (a co najmniej jednym z kilku największych), na którego usługi pracuje często kilku-kilkunastu pełnoetatowych PRowców. A z drugiej strony, jego działania ma kontrolować, ma być dla niego przeciwwagą czy konkurencją kilku-kilkunastu radnych opozycji, którzy na swoją działalność mogą czasem poświęcić godzinę-dwie między pracą zawodową a czasem przeznaczanym na obowiązki rodzinne i inne. Mają przez tą godzinę-dwie nie tylko załatwiać indywidualne sprawy z którymi przychodzą mieszkańcy, ale przede wszystkim poznawać proponowane uchwały i badać ich wpływ na funkcjonowanie gminy (w liczbie kilkudziesięciu uchwał na miesiąc) czy też kontrolować prawidłowość inwestycji idących w dziesiątki albo i setki milionów złotych.

W rezultacie najlepiej mają się radni, którzy poprzestają na przecierpieniu tych kilku godzin w miesiącu na sesji i komisjach, starają się nie wychylać i w ciemno popierać wszystkie inicjatywy wójta/burmistrza/prezydenta, który w zamian weźmie na dobre miejsce na swojej liście w następnych wyborach i zapewni reelekcję. Dla takich radnych dieta w wysokości od kilkuset złotych do dwóch tysięcy z hakiem (w zależności od wielkości jednostki samorządu) stanowi przyjemne uzupełnienie domowego budżetu – ot w sam raz na ratę kredytu za mieszkanie albo na wyjazd na narty w zimie i  w tropiki w lecie.

Radni traktujący swoje obowiązki poważnie miotają się biegając od sprawy do sprawy, zaniedbując przy okazji swoje obowiązki zawodowe czy rodzinę a dieta wystarczy im z grubsza na rachunki telefoniczne, koszty przejazdów oraz koszty kampanii wyborczej (przesadnie dociekliwi radni raczej nie mogą liczyć na wysokie miejsce na liście prezydenckiej więc i znacznie więcej muszą wydać na kampanię by zapewnić sobie reelekcję).

Zafundowanie sobie przez lokalną społeczność kilku-kilkunastu osób które będą zawodowo zajmowały się patrzeniem władzy na ręce – a co za tym idzie zwiększaniem jakości rządzenia – moim zdaniem byłoby ze wszech miar rozsądną inwestycją. Na przykład poprzez analogiczną do parlamentarzystów możliwość wzięcia urlopu bezpłatnego na czas sprawowania mandatu i pobierania w takim wypadku dodatkowego, poza dietą, uposażenia. Aby koszty nie były zbyt duże można by taką możliwość ograniczyć np. do radnych jednostek dysponujących budżetem ponad określoną sumę (np. 300 milionów), połączyć z ograniczeniem liczby radnych itp.

Tymczasem powszechny entuzjazm budzi, że radni jakiejś mieściny obcięli sobie diety o 200 zł. Mieścina ma 18 radnych, więc zysk dla budżetu wynosi 3600 złotych miesięcznie. Więcej można by zaoszczędzić likwidując JEDEN etat inspektora w urzędzie.

Brakuje nam świadomości, że jednym z problemów obniżających jakość rządzenia polskimi gminami i miastami jest ich polityczna monopolizacja i oligarchizacja. Jeżeli więc chcemy ową jakość rządzenia polepszyć to musimy wzmacniać a nie osłabiać pozycję radnych. Również pozycję materialną.

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook