Jedynie prawda jest ciekawa

Czy warto zostać członkiem KORWiNa?

22.01.2015

Taką możliwość będziemy mieli wkrótce dzięki powstałej dzisiaj partii. Zwie się ona Koalicja Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja. W kategorii partii o śmiesznym akronimie Chrześcijańska Unia Jedności nie została zdetronizowana, ale było naprawdę blisko.

Jako znany korwinolog-amator zyskałem ostatnio nową, bogatą, pożywkę do moich naukowych dywagacji. A więc, drodzy studenci, życie partyjne Korwina możemy podzielić na dwa okresy – wczesnokorwinowy i późnokorwinowy.

W okresie wczesnokorwinowym Korwin wraz z grupą zwolenników zawsze obsadzał się w roli strażnika świętego ognia, a raczej sztandaru Unii Polityki Realnej. Tylko pod św. Jerzego krzyżem, tylko pod tym znakiem Korwin jest Korwinem…. i tak dalej. Logo, marka UPR miała być wielkim zasobem, którego nie wolno zaprzepaścić.

Kolejne walki wewnętrzne przebiegały zazwyczaj w schemacie młodzi (choćby duchem) chcący spróbować realnej polityki, może jakiejś koalicji czy innego manewru politycznego kontra Korwin i jego strażnicy sztandaru. Zdarzało się Korwinowi takie starcia przegrywać, ale zawsze było to tylko czasowe i prędzej czy później następował come back.

Kiedy rozpoczął się okres późnokorwinowy doktryna jeszcze nie uzgodniła. Niektórzy twierdzą, że w 2005, inni, że w 2009, jeszcze inni chcą lata 2005-2009 wyodrębnić jako okres przejściowy, średniokorwinowy. Nie rozstrzygając tu tego sporu powiedzmy, że okres późnokorwinowy charakteryzował się przegraniem przez Korwina walki o utrzymanie władzy w UPR. Wówczas okazało się że te lata gadek o świętym sztandarze to tylko tak dla jaj i jak najbardziej można a wręcz należy tworzyć inne marki i inne formacje. PJKM, WiP, UPR-WiP i wreszcie ostatnio znany Kongres Nowej Prawicy. A mówiąc ściśle Kongres Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikke. I w tejże formacji Korwin stracił jednak władzę i właśnie zakłada KORWiN-a.

To zresztą wyjątkowa ironia losu – w partii celowo projektowanej od podstaw jako partia wodzowska Korwina, tworzonej przez najtwardszych, zagorzałych w bojach i licznych rozłamach korwinistów, partii z Korwinem w nazwie -  stracić władze będąc Korwinem. Mówiąc językiem elektoratu Korwina: samozaoranie level master.

Albowiem Korwin został usunięty z funkcji prezesa za odchylenie od linii czystego korwinizmu i popadnięcie w błędy wiplerowskie. Co ciekawe obalający go korwiniści chyba wierzyli na serio, że Prezesowi (byłemu) chodzi o rzekomą Ideę i skoro latami głosił jedyną słuszność konwentyklu jako strażnika linii partii to jak tenże konwentykl go legalnie odwoła z funkcji prezesa  to on to po prostu uzna i będzie działał w partii w innej roli. Oczywiście Korwinowi pewnie o jakąś tam korwinistyczną ideę chodzi, ale jej rdzeniem jest znana zasada że Korwin krul. To jest kamień węgielny wszystkich kolejnych ugrupowań korwinistycznych, że mają one pracować na Korwina a nie na odwrót. Więc Korwin się spakował i tworzy KORWiN-a, gdzie tym razem już bezapelacyjnie Korwin będzie krul (i nawet zdaje się wstawił sobie koronę w logo).

Na szczególną uwagę zasługuje tu sytuacja KNPowych korwinistów właściwych, których ich idol właśnie koncertowo zrobił w bambuko wyraźnie demonstrując ile warte były ich wysiłki i nadzieje z ostatnich lat. Wykorzystani i porzuceni chyba aktualnie jeszcze znajdują się na poziomie wyparcia i nie przyjmowania do wiadomości beznadziejności prób robienia polityki korwinistycznej w kontrze do Korwina. Z kolej korwiniści-wipleryści zabierają się do tworzenia od zera kolejnej korwinistycznej formacji. Entuzjazm powinna im ostudzić świadomość, że albo będą powolnymi wykonawcami Korwinowej woli bez oglądania się na siebie – albo im za jakiś czas Korwin założy partię JANUSZ KRUL i zabawa zacznie się od nowa. Pewnie wierzą, że Korwina da się jakoś omotać, otorbić, suflować mu do ucha swoje koncepcje. Czego na dłuższą metę skutecznie robić się nie da, ale widać każdy musi przekonać się sam.

Jeżeli ktoś chciałby zadać w tym momencie jaki to wszystko ma związek z realnymi problemami Polski? Otóż żaden. Za to ma duży związek z budowaniem popularności pewnego celebryty oraz rozwijaniem wolumenu sprzedaży jego publicystyki.

To jest moment kiedy być może wielu, skądinąd wartościowych młodych ludzi, dopadnie refleksja – czy dbanie o celebrycką karierę Korwina to jest naprawdę to, co chciałbym w życiu robić, na co chciałbym poświęcać swoją pracę i pieniądze? I to właściwie główny pożytek z ostatnich wydarzeń (poza, oczywiście, dostarczaniem LOL-kontentu oraz odświeżaniem nostalgicznego sznytu prawicy lat 90-tych.)

Marcin Horała

 

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook