Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Co widać i czego nie widać

16.07.2015

Klasyczna broszurka Fryderyka Bastiata, z którą ten wpis dzieli tytuł, ma już grubo ponad 150 lat. Niestety jej główna obserwacja pozostaje nadal aktualna – ludzie mają tendencję do przeceniania tego co naocznie widać, a zupełnego pomijania tego co nie widać (a istnieje).

Ostatnie lata w samorządach to – wspomagany pieniędzmi unijnymi – swoisty festiwal wątpliwych inwestycji. Chodzi tu o te sławne już aquaparki, fontanny, hale widowiskowe, centra konferencyjne i na co tam jeszcze fantazja lokalnych włodarzy pozwala. Obiekty ładne, duże, kosztowne i niczemu konkretnemu nie służące (przynajmniej z katalogu obowiązków ustawowych jednostek samorządu terytorialnego, tudzież z katalogu podstawowych potrzeb mieszkańców).

Sam krytykuję tego rodzaju „pomniki rozwoju” w moim mieście i sam doświadczam co i raz jak opinia publiczna wpada w pułapkę tego, co widać i tego, co nie widać.

Jeżeli bowiem każdą inwestycję będziemy rozpatrywali w kontekście "Lepiej żeby była, czy żeby nie było", to: 1. Niemal zawsze lepiej, żeby była; 2. Pomijamy zupełnie kluczowy do analizy aspekt kosztów alternatywnych (których „nie widać”).

Nie jest przecież tak, że bez tego czy innego aquparku czy sali widowiskowej pieniądze na nie przeznaczone by wyparowały i "nic by się w mieście nie działo" i nie jest tak, że każda inna potrzeba w mieście będzie bez względu na te wydatki zrealizowana. Nie - wydatki budżetowe to gra o sumie zerowej i po prostu jak jest na jedne inwestycje, to nie ma na inne. Każdy wydatek należy oceniać nie na zasadzie fajny-niefajny, tylko na zasadzie - tu mamy z grubsza listę potrzeb mieszkańców naszego samorządu - którą uważamy za najpilniejszą, najpotrzebniejszą, najważniejszą dla zaspokojenia potrzeb mieszkańców?

Dlatego na poziomie "fajne-niefajne" to aquaparki fajne i fontanny fajne i hale widowiskowe fajne i w ogóle wszystko fajne. Tymczasem, gdy przejdziemy do analizy na poziomie priorytetów i kosztów alternatywnych, to się okaże, że w dość krótkim czasie niejeden samorząd wykonał wysiłek inwestycyjny idący w miliony złotych i co? Okazuje się że pomimo takiego wysiłku żaden istotny problem mieszkańców nie został rozwiązany i żadna istotna potrzeba nie została zaspokojona.

Jeżeli w którymś momencie nie będzie woli politycznej by powiedzieć - w tym roku (czy raczej - w tej kadencji) hamujemy inwestycje wizerunkowe a priorytetem czynimy utwardzenie dróg gruntowych, albo wymazanie białych plam w infrastrukturze, albo realnie odczuwalną politykę prorodzinną, albo rewitalizacja osiedli substandardowych itp. - to te działania nie zostaną przeprowadzone nigdy (się co roku coś tam dłubało na małą skalę, tak wolno, że nowe problemy narosną nim się rozwiąże stare). Odwaga, by zająć się rzeczami ważnymi ale mało widowiskowymi i mądrość, by dostrzegać to, czego nie widać – tego powinniśmy wymagać od naszych samorządowców.

Facebook