Jedynie prawda jest ciekawa

Ciszej nad tym Holocherem

06.09.2013

Przemysław Holocher, jako polityk konkurencyjnego ugrupowania, nie jest mi bratem ani swatem. Prywatnie go nie znam, a jako osoby publicznej – przyznam – raczej nie lubię.

Raz, że przypomina aparycją i stylem bycia kolesi, którzy uprzykrzali mi życie w podstawówce (jako typowemu ciamajdowatemu okularnikowi). Dwa, że chcąc wiedzieć, co w różnych organizacjach politycznych piszczy, czytywać muszę czasem publicystykę p. Holochera, a nie sprawia mi to przyjemności. Wydaje mi się ona niestety pasować do herbertowskich słów: „łańcuchy tautologii, pojęcia jak cepy”.

Wydaje mi się, że w swoich odczuciach nie jestem odosobniony. Znam trochę sympatyków Ruchu Narodowego i nawet wśród nich trudno znaleźć miłośników akurat tego lidera RN. Wielu uwielbia intelektualizm Krzystofa Boska, inni szelmowski urok i polityczną sprawność Artura Zawiszy, znajdą się i zwolennicy Roberta Winnickiego – a Holochera to raczej się nie lubi. A co dopiero mówić o ludziach darzących cały Ruch Narodowy, a więc i jego wszystkich liderów, wrogością.

Gdy więc na lewackich stronach internetowych pojawiły się  materiały z profilu Facebookowego Holochera, włącznie z prywatną korespondencją i dyskusjami na zamkniętych listach – polityczny Internet aż zakwiczał z radości. Śmiechu z co smaczniejszych cytatów i dialogów jest co niemiara. I ja, muszę przyznać ze wstydem, pozwoliłem sobie na kilka podśmiechujek.

Tyle się rozpisuję powyżej ponieważ antypatia do głównego poszkodowanego przesłonić może sedno sprawy, a sedno jest następujące:

Ochrona tajemnicy prywatnej korespondencji to fundamentalna zasada naszej kultury, zabezpieczona również sankcją prawną. Czytanie cudzych listów zawsze uznawane było jako czyn skrajnie niehonorowy, chamski i zasadniczo skreślający osobę czytającą z grona osób przyzwoitych. Mówienie o nich również jest zachowaniem co najmniej mocno niekulturalnym To raz.

Dwa, że włamywanie się na cudzy profil porównać można do podsłuchiwania czy robienia zdjęć z ukrycia w sytuacjach prywatnych. Powinien być traktowany jako absolutnie niedopuszczalna metoda walki politycznej. Co więcej stosowany jako taka jest manipulacją i to skrajnie niebezpieczną, bo zwiększającą wpływ na życie publiczne czynników zakulisowych mających tego rodzaju możliwości. Służb specjalnych, mafii i innych aktorów, którzy im dalej od mieszania w polityce tym lepiej.

A trzy, że, zupełnie po ludzku, Przemysław Holocher jest tu ofiarą, z której przesadnie się nabijać po prostu nie przystoi. Jakbyśmy powiedzmy mieli w pracy wyjątkowo zołzowatą szefową, to jednak nie powinniśmy się nabijać z tego, że ją zgwałcili, albo porwali jej dziecko. Upublicznienie prywatnych rozmów to świństwo, ale prywatnych rozmów nie-politycznych np. z żoną to świństwo wyjątkowe.

Oczywiście co się zobaczyło nie da się od-zobaczyć, a nie sposób było nie zobaczyć będąc aktywnym w polskim politycznym Internecie. Mając jednak chcąc-niechcąc wiedzę, nie trzeba o niej ciągle nadawać. Kto tam czuje schadefreude, to jego prywatna sprawa (jak nie przymierzając rozmowy Holochera), ale wypadałoby nią nie śmierdzieć przy każdej okazji. No i dwa razy się zastanowić zanim nasze prywatne, intymne sprawy (jak i, jak jesteśmy działaczami, naszą polityczną kuchnię) powierzymy SMSowi czy komunikatorowi internetowemu. Myślę, że z korespondencji każdego z nas można by wybrać sporo cytatów, z których nie byliby dumni.


Marcin Horała

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook