Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Chwała służbom!

23.11.2012

To chyba najbardziej pamiętne zdanie z pewnej niedawnej konferencji prasowej. Śledząc ja i w ogóle śledząc czym ostatnio żyją media, nie mogłem się oprzeć kilku skojarzeniom.

„Wag the dog” (w polskiej wersji – „Fakty i akty”) to czarna komedia z 1997 roku w gwiazdorskiej obsadzie m. in. Dustina Hoffmana i Roberta DeNiro. Zaczyna się w chwili gdy reelekcja prezydenta na dwa tygodnie przed wyborami wisi na włosku. Lada moment może wyjść na jaw iż utrzymywał stosunki seksualne z nieletnią. Ale od czego są spin-doktorzy? Najlepszy z nich (w tej roli DeNiro) zatrudnia hollywoodzkiego producenta (granego przez Hoffmana) który pod jego kierunkiem „produkuje” fikcyjną wojnę z Albanią. Ma ona wysoko czego potrzeba: odpowiednią symbolikę, przebitki palonych wiosek, bohaterskiego żołnierza wyratowanego z wrogiej niewoli. Co z tego, że wojna w rzeczywistości nie istnieje, media zajęte podbijaniem bębenka napięcia emocjonalnego widzów nie będą zawracać sobie głowy autentycznością dostarczanych im materiałów.

Nieco bardziej na serio: jesienią 1999 roku rosyjską opinią publiczną wstrząsa seria terrorystycznych ataków na bloki mieszkalne. Bomby wybuchają w Bujnaksku, dwukrotnie w Moskwie, w Wołgodyńsku, w ostatniej chwili udaje się zapobiec wybuchowi w Riazaniu. Zabitych i rannych są setki. Świeżo upieczony premier Putin oskarża o zamachy czeczeńskich separatystów. Oburzone społeczeństwo domaga się zdecydowanych kroków. Premier słucha swoich wyborców – wojska rosyjskie wkraczają do Dagestanu rozpoczynając II wojnę czeczeńską. Tymczasem, jak później ujawnią w swojej książce „Wysadzić Rosję” byli agenci Federalnej Służby Bezpieczeństwa Aleksander Litwinienko i Jurij Felsztyński, za zamachami stała… sama FSB. Przy nieudanym zamachu w Riazaniu wezwana przez mieszkańców milicja nawet zatrzymała dwóch funkcjonariuszy wnoszących do piwnicy materiały wybuchowe – wersja oficjalna głosi teraz, iż były to ćwiczenia, sprawdzające czujność lokalnych stróży prawa. Władza potrzebowała uzasadnienia i społecznego poparcia dla podjętej już decyzji inwazji na Czeczenię. Służby po to właśnie są, żeby władzy załatwiać sprawy trudne do załatwienia innymi sposobami (a na marginesie warto też zauważyć że służby mają też dobrą pamięć, o czym świadczy późniejszy los Litwinienki).

Zajrzyjmy też za zachodnią granicę, na obszar nieco wyższych standardów cywilizacyjnych. Działa tam Narodowodemokratyczna Partia Niemiec oskarżana jest o sympatie neonazistowskie. Władze podjęły w 2003 roku  próbę delegalizacji partii. Badający akta sprawy niemiecki Trybunał Konstytucyjny (w Niemczech jest to organ właściwy do spraw delegalizacji partii) oddalił wniosek. Dlaczego? Otóż okazało się, że udział agentów i funkcjonariuszy BfV (Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji -coś w rodzaju niemieckiego ABW) we władzach partii był tak duży, że właściwie trudno rozstrzygnąć czy działalność NPD to była bardziej jej własna działalność czy realizacja zleceń BfV.

Nie będę na koniec twierdził że nic nie sugeruję, jak właśnie sugeruję. Kto ma oczy niechaj patrzy.

Marcin Horała

Facebook