Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Chora służba zdrowia

16.08.2012

Z wieloma absurdami państwowej służby zdrowia żyjemy tak długo, że zdążyliśmy się przyzwyczaić a niektóre nawet uznać za stan normalny.

Od lat korzystam z dobrodziejstw prywatnego pakietu medycznego opłacanego przez pracodawcę (to zresztą obecnie jedna z najrozsądniejszych inwestycji dla firmy – już sam fakt że pracownik pójdzie do lekarza zaraz jak poczuje się źle, zanim choroba się rozwinie, oraz że będzie to mógł załatwić w dogodnych dla siebie godzinach, po pracy – przynosi bardzo wymierne korzyści). Zdążyłem więc się odzwyczaić od realiów tzw. publicznej służby zdrowia. Niestety zaistniała konieczność wykonania zabiegu nie objętego pakietem, co dało mi szansę odświeżenia wspomnień.

Już jakiś czas minął od poprzedniej wizyty w szpitalu, wspomnienia te były więc bardziej zbiorem luźnych impresji. Ot leżenie na korytarzu, czy odpowiedź pielęgniarki na prośbę o przyniesienie zapasowych opatrunków „sam sobie przyniesie, miał operacje na głowę nie na nogi”.

Czy przez te lata coś się zmieniło? Jak już to na gorsze. Na razie jeszcze nie wiem jak to jest w szpitalu, na razie jestem na etapie dostawanie się do niego. Zdecydowanie łatwiej się chyba dostać w dzisiejszych czasach do więzienia niż do szpitala. I już nawet mniejsza o kolejki oczekujących bo to można zrzucić na brak środków na dodatkowy sprzęt i etaty lekarskie. Chodzi o takie najdrobniejsze sprawy jak obsługa rejestracji przez telefon, wymuszanie przyjęć tylko w godzinach kiedy większość ludzi jest w pracy. O racjonalizacje tak proste, że widać je gołym okiem, a jednak nikt ich nie wprowadza. Żeby np. wymyślić, że zamiast trzech pań w rejestracji w godzinach 7-15 pracują dwie a jedna w godzinach 12-20 - to naprawdę nie trzeba być geniuszem.

To nie jest kwestia braku pieniędzy. Pieniędzy w systemie jednak w miarę systematycznie przybywa i jest już ich teraz zdecydowanie więcej niż np. 10 lat temu, leczona populacja raczej się nie zmieniła (jak już to zmniejszyła), a istotnej poprawy nie widać. System zawodzi właściwie w każdej kwestii od (śmiertelnie) poważnej do drobnej (acz przykrej). Gdyby to był biznesowy case study powiedziałbym – tu są chore korzenie, ta organizacja jest oparta na złym paradygmacie. Tu nie ma co naklejać plastrów, a tym bardziej dorzucać kasy na zmarnowanie w dysfunkcjonalnej strukturze. Najpierw trzeba popracować nad fundamentalnymi zasadami. Jakimi? Nie będę udawał że wiem, ale nie powinniśmy z góry wykluczać żadnej opcji, również takimi wywracającymi logikę systemu (np. dlaczego dorosły, zdrowy na umyśle człowiek nie może sam sobie kupić pełnopłatnego antybiotyku? dlaczego jedyną poradą lekarską dostępną zdalnie służy pogotowie ratunkowe? Dlaczego ludzie odciążający system leczeniem się całkowicie poza nim są do takiej praktyki zniechęcani poprzez obowiązek pełnego płacenia składki de facto za nic? itd.).

Jest czymś po prostu nienormalnym, że jak człowiek chce zjeść kotleta, który kosztuje kilkanaście złotych, to może to zrobić we wszystkie dni tygodnia w dogodnych dla siebie godzinach, będąc uprzejmie obsłużonym a nawet jak będzie chciał to mu kotleta za darmo dowiozą do domu. Natomiast jak chce poratować swoje zdrowie, rzecz znacznie ważniejszą od kupna kotleta, zabawki czy piwa, rzecz za którą już zapłacił w składkach grube tysiące złotych - to musi to robić na warunkach znacznie gorszych od nabywania tysięcy tańszych i mniej ważnych usług i produktów.

Z wieloma absurdami państwowej służby zdrowia żyjemy tak długo, że zdążyliśmy się przyzwyczaić a niektóre nawet uznać za stan normalny. A mamy do czynienia z systemem głęboko, do samego korzenia chorym i dysfunkcjonalnym. Nie ma co kombinować – trzeba go obalić. Albo organizować wycieczki tematyczne „Pozycja petenta w głębokim PRLu – poczuj to na własnej skórze”.

Facebook