Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

August III Komorowski

10.08.2012

Dwulecie rządów prezydenta Komorowskiego skłania do podsumowań. Najbliższy prawdy był w nich chyba red. Kurski z „Wyborczej”, pisząc że prezydent jest „arcypolski”. Zapomniał dodać, że jest arcy-usobieniem jednej z najgorszych polskich tradycji politycznych.

To jest linia wywodząca się od czasu królów saskich, szczególnie Augusta III Sasa (to ten od „za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa). Tak, gdyby wówczas przeprowadzano sondaże popularności August III biłby w nich rekordy. Zastanówmy się dlaczego (i dlaczego rekordy bije popularność Bronisława Komorowskiego)?

Jest w Polskiej duszy potężny pierwiastek naiwno-dziecięco-leniwy. Istotą wolnościowego ustroju republikańskiego dawnej Polski było zaangażowanie narodu (co kiedyś równało się szlachcie) w politykę. To obywatele mieli na sejmikach i sejmach podejmować decyzje, to sami obywatele w wielu obszarach (np. administracji czy sądownictwa) wprowadzali je w życie, to sami obywatele mieli się bronić własnymi szablami. I obywatele, najwyraźniej, się tą całą pracą zmęczyli. Jednocześnie jednak nie chcieli przyjąć do wiadomości, że jeżeli chcą oddać odpowiedzialność - to muszą też oddać wolność. Jeżeli nie chcą sami sądzić, sami zarządzać, sami wojować to ten, kto zrobi to za nich, będzie również ściągał z nich wysokie podatki, karał na gardle, będzie miał swoje zawodowe wojsko i tak dalej. Albo rządzimy się sami albo ktoś będzie nami rzadził. Tertrium non datur.

I właśnie August III powiedział: a właśnie że datur. Nie musicie się zajmować rządami – ale nikt inny ich nad wami sprawować nie będzie. Polska nie-rządem stoi. Nie przejmujcie się tym rządzeniem, tą polityką, tymi kłótniami (czyli debatą publiczną niezbędną dla funkcjonowania republiki). Możecie o tym wszystkim zapomnieć, jeść, pić i popuszczać pasa.

Jak to się wszystko skończyło wszyscy wiemy. Ale jednak gdzieś tam na dnie polskiej duszy pozostało marzenie za likwidacją polityki. Żeby już nie musieć się mobilizować, uaktywniać, poznawać punkty widzenia, rozróżniać który polityk ma rację a który nie. Żeby nie musieć się przejmować. Żeby było spokój, cisza i nic się nie działo. I Komorowski wszedł w rolę takiego nieco śmiesznego, rubasznego, nie-polityka, który mówi Polakom – możecie żyć bez polityki. Oczywiście, tak jak za czasów Kwaśniewskiego, to nie znaczy że polityka znika tylko że toczy się bez żadnej kontroli obywateli (a gdy rak nie-polityczności przeżre całe państwo – bez kontroli jakiegokolwiek aktora zabiegającego o interes narodowy). Państwo staje się padliną, którą wszyscy szarpią jak chcą od małych robaczków różnych lobbies i grup interesu po drapieżniki ościennych mocarstw. No tak, ale żeby to zmienić to trzeba by ruszyć tyłek, zacząć coś czytać ze zrozumieniem, pójść na wybory, posłuchać tych paskudnych kłócących się polityków (by odróżnić, którzy z nich mają rację) a może nawet – o zgrozo – zapisać się do jakiejś partii. Czyż nie przyjemnej pójść na festyn gdzie między pieczeniem świniaka a odtańczeniem usia-siusia Pan prezydent strzeli okolicznościową mówkę okraszoną anegdotą znad myśliwskiego ogniska?

Komorowski to taki dziadek co mówi dzieciom: pograjcie jeszcze na komputerze, zjedzcie na kolację cukierki i nie odrabiajcie lekcji. Nie słuchajcie tych zrzędliwych rodziców co każą się uczyć, myć zęby i chodzić spać wcześnie. Do tego jeszcze bywają niemili i się kłócą. No i dzieci swojego dziadka kochają. Zmienią zdanie dopiero gdy dentysta będzie im „na żywca” wyrwał jedne po drugich zepsute zęby. Wtedy jednak - jak niestety w Polskiej historii często - będzie już za późno.

Autor bloga

horała

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook