Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Szkoła naszych wspomnień – Technikum w Wejherowie

28.02.2016

Szczególne miejsce w moim już prawie sześćdziesięcioletnim życiu zajmuje czas edukacji w szkole średniej. W moim przypadku było to Technikum Elektryczne w Wejherowie, gdzie po pięciu latach nauki, w 1976 zdałem maturę i uzyskałem tytuł technika – automatyka urządzeń przemysłowych.

Bardzo czule wspominam też czas edukacji elementarnej w klasach łączonych I-II, III-IV w Świecinie k. Krokowej. Być może dlatego, że uczył mnie mój ojciec, nauczyciel-pasjonat, człowiek z charyzmą. Ale tu jest też trochę inna, rodzinna perspektywa.

A technikum?  Trafiłem tam z pewnej tradycji rodzinnej, gdyż wcześniej uczyli się w szkole moja siostra Michalina i brat Piotr. Sporo i zazwyczaj dobrze, opowiadali o technikum, o internacie, gdzie przebywali w tygodniu – z uwagi na odległość od domu. Szkoła miała też, nie ma co ukrywać, pewną markę w regionie, która zapewne częściowo wywodziła się z czasu, gdy było tam studium nauczycielskie. Myślę też, że pewnym wyróżnikiem były mundury szkolne z charakterystycznymi emblematami, nawiązującymi graficznie i do elektryczności, ale i do patrona szkoły: ORP „Orzeł” (stąd zapewne pozostałem zwolennikiem powrotu mundurków do szkół, żeby skończyć z konkursami piękności, a bardziej w szkole skupiać się na wiedzy, wnętrzu, od tego, jaki modny „ciuch” ma się na sobie).

Wydaje się, że nie bez znaczenia był fakt, iż duże wrażenie sprawiały, i to po dziś dzień, budynki szkoły, jej otoczenie. To nie jest typowa tysiąclatka. Mury z początku XX wieku, wysokie okna, drzwi, różne zakola, poddasza, okienka w strychu, piwnice. Wszystko w otoczeniu zieleni tym bardziej, że szkoła usytuowana jest na obrzeżu Wejherowa (aczkolwiek wszędzie z niej było stosunkowo blisko – i na dworzec, i do centrum). Często później, nawet w snach, krążyłem po tym swoistym labiryncie.

Ale szkoła to przede wszystkim ludzie. I kadra nauczająca, i my – młodzież szkolna. To Technikum nie tylko kształciło, przekazywało wiedzę, ale też wychowywało. Czyli realizowana była owa podstawowa triada edukacyjna: kształcenie - wychowanie - opieka. Realizowana w sposób, który znamionował klasę pedagogiczną. Nie czuło się w tym nachalności, takiej swoistej łopatologii (może poza jednym momentem, gdy kazano mi schować krzyżyk, który powiesiłem sobie koło poduszki piętrowego łóżka w internacie.). I myślę, że właśnie to umiejętne połączenie owej triady, a także nasz szczególny wiek, kiedy przechodziliśmy od dzieciństwa w 15. roku życia do jakiejś tam dojrzałości  w wieku 20 lat (czyli absolwenci są rok starsi niż po LO), stanowił o znaczeniu tego etapu edukacyjnego chyba nie tylko w moim życiu. 

To była szkoła jasnych wymagań. Pamiętam, gdy po dwóch pierwszych klasach, w których realizowaliśmy się mocno w harcerstwie, obozach, sporcie, w różnych inicjatywach niekoniecznie związanych z nauką, matematykiem w naszej klasie został pan Zbigniew Kruszyński. Przeżywaliśmy jakiś szok poznawczy, na półrocze była prawie połowa ocen niedostatecznych. Ale i to było dobre. Kto chciał, nadrobił materiał i wielu potem kończyło także studia techniczne. Sam zacząłem gdzieś od trzeciej klasy bardziej interesować się językiem polskim, historią. Być może także z uwagi na pierwsze porywy uczuciowe tak ważne dla tego etapu życia. Sam starałem się pomagać „ścisłowcom” na lekcjach języka polskiego pani Jadwiga Wrosz, czy historii pani Helena Ditrich. Oczywiście licząc na wzajemność na innych przedmiotach. W tym trudnym czasie dobrym wsparciem był dla nas nieżyjący już wicedyrektor szkoły – pan Piotr Lenz. Podobnie dyrektorzy – Roman Łosiński i Jan Steffek. 

Nasza klasa była dosyć zintegrowana, na co wpływ mieli i dobrzy nauczyciele, wychowawcy, ale i gospodarz klasy. Andrzej Krauze, bo o nim mowa, do dzisiaj, mimo że minęło już ileś tam lat, stara się utrzymywać z nami kontakt, organizować spotkania klasy. Wielki mu za to szacunek.

Kiedy już studiowałem polonistykę na UG, zauważyłem, że mam taki trochę inny stosunek do dziewcząt-kobiet. Edukacja w technikum jest inna niż w liceach, gdzie jest przewaga dziewcząt. U nas było ich pięć na około trzydziestu młodzieńców. Szanowaliśmy je, były takimi perełkami, hamowały nasz język, zachowania. Taka koedukacja potrafi być korzystna, wychowująca.

To też ciekawe, że nasz rocznik, urodzonych w 1956 roku, był bardzo dynamiczny. W późniejszym życiu jedna osoba została reżyserem, inna zakonnikiem, są absolwenci Politechniki Gdańskiej, ekonomiści po UG (w tym Krzysztof Jankowski represjonowany w stanie wojennym), jest absolwentka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Ktoś został funkcjonariuszem SB (całkiem dobry kolega, chociaż w stanie wojennym kontakty były już złe), są wojskowi. Niestety, około jedna piąta absolwentów wyjechała za granicę, w tym do Kanady i USA. Piszę, niestety, bo to zazwyczaj były wyprawy za chlebem, lepszym życiem. Polska dla zbyt wielu, co obserwujemy także obecnie, staje się krajem bez większych perspektyw na godną pracę i takie też życie. To są niepowetowane straty, także dla przyszłości Rzeczpospolitej.

Jest takie powiedzenie, czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. To była szkoła szlifująca nasze charaktery. Pamiętam, jak tuż po maturze wybraliśmy się na biwak nad Jezioro Dobre. Akurat miałem wesele w rodzinie, ale obiecałem Andrzejowi Krauze i Krzysztofowi Antoniewiczowi, że do nich dojadę. I jechałem nocą w dużym deszczu ponad 10 km. Dlaczego? Bo obiecałem. Bo dane słowo, szacunek dla kolegów było w tym momencie najważniejsze. Tego też uczyła ta szkoła, która pozostaje dla mnie niezwykła.

I cieszę się, że mogłem, szczególnie jako wiceminister edukacji narodowej, wręczyć wyróżnienia chociażby części z kadry nauczającej, osobom takim jak Stanisław Żuralski, czy Kazimiera Berger. W pełni zasłużone. Płynące z poczucia wdzięczności i szacunku. Oby też ten ich wzorzec, postawy, były zobowiązaniem dla obecnej szkoły.

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook