Jedynie prawda jest ciekawa

Świetlice szkolne i sześciolatki

21.06.2015

Niedawno zorganizowana w Gdańsku konferencja na temat sytuacji świetlic szkolnych jak w soczewce pokazała problem złych decyzji związanych z wdrażaniem od września 2014 roku obowiązku szkolnego dla sześciolatków.

„Solidarność” oświatowa, organizator konferencji, niejednokrotnie wskazywała, że jest to działanie niefortunne i od strony psychologicznej i od strony organizacyjnej.

Jeszcze w tym roku szkolnym postulowaliśmy, aby wzorem Niemiec ograniczyć obowiązek do dzieci sześcioletnich urodzonych do końca czerwca danego roku. Dzieci urodzone w drugiej połowie mogłyby, jak do tej pory, korzystać z zasady dobrowolności wyboru pierwszej klasy, „zerówki” czy przedszkola. To od decyzji ich rodziców, w porozumieniu z poradniami psychologiczno-pedagogicznymi, zależałoby, czy dziecko znajdzie się już w rzeczywistości szkolnej. Tak było od lat. Tym samym należało głównie doinwestować poradnie - owe PPP, gdzie często tworzą się kolejki (jak w służbie zdrowia), a nie wydawać pieniądze chociażby na średniej jakości reklamy w telewizji.

I trzeba powiedzieć jasno, że w każdej chwili, także po jesiennej zmianie parlamentu, można dokonać stosownych zmian w ustawie o systemie oświaty. To strukturalnie niczego nie naruszy (zadania z zakresu oferty przedszkolnej, „zerówkowej” w szkołach podstawowych koordynuje ten sam podmiot – gmina, więc łatwiej jest o stosowne decyzje i ochronę miejsc pracy). A przywróci podmiotowość wyboru rodzicom, o co tak apelowała, chociażby zbierając podpisy pod referendum, inicjatywa „Ratuj Maluchy”.

Dzisiaj taka furtka istnieje, ale tak naprawdę na „nie”. Można pozostawić dziecko sześcioletnie w przedszkolu, ale ono jest już stygmatyzowane. Ruch powinien iść w drugą stronę – wybór na „tak”, nie na „nie”.

Dosyć papugowania zachodu Europy. W Finlandii, o podobnym do nas klimacie, dzieci chodzą od siedmiu lat i uzyskują najlepsze wyniki w Europie. Dosyć czarowania, jak kiedyś o tym mówił ówczesny minister Michał Boni, że potrzeba jak najszybciej młodych ludzi na rynku pracy. Żeby zarabiali na emerytów. I gdzie jest ten rynek pracy, gdy największe bezrobocie lub emigracja jest wśród owych absolwentów… Czary…mary… dla maluczkich… Dobrze, że te próby ogłupiania ludzi już się przynajmniej częściowo kończą.

Problem sześciolatków w szkołach, różnego przygotowania szkół do tego zadania, pokazał specjalny raport, który został przygotowany na tę konferencję (jego autorką jest Anna Kocik – wiceprzewodniczaca Sekcji Gdańskiej, a znajduje się – oraz inne materiały pokonferencyjne - na str. www.solidarnosc,gda.pl/oswiata ).

Trudno się pogodzić, gdy ewidentnie łamie się prawo (art. 67 ustawy o systemie oświaty mówi, że grupa świetlicowa nie może liczyć więcej niż 25 uczniów, a średnia zapisana w dziennikach świetlicowych to… 41 uczniów w grupie). Srednio 65 uczniów przebywa w jednym pomieszczeniu świetlicowym. W 76 proc. świetlic odbywają się doraźne zastępstwa (niepłatne). W 59 proc. zajęcia świetlicowe prowadza także nauczyciele przedmiotowi, w ramach dwóch dodatkowych godzin niepłatnych (to taki potworek – kuriozum w europejskim prawie pracy), które wprowadzono do art. 42 ustawy Karta Nauczyciela kilka lat temu.

Miał to być czas na prowadzenie jakichś zadań dodatkowych, autorskich, rozwijających talenty uczniów, a stają się sposobem na obniżenie kosztów funkcjonowania świetlic-szkoły. Bo właśnie brak pieniędzy jest kluczem problemów. Ale o tym się nie mówi. Samorządy, często spowinowacone, by nie rzec: „zblatowane” politycznie z rządzącymi, od lat zaciskają pasa kosztem nauczycieli, nie wskazując głównego adresata roszczeń, którym powinien być rząd i wymyślane przezeń  nowe zadania.

Gdy w 2000 roku wystąpił pewien niedobór finansów na podwyżki nauczycieli, rezygnację złożył minister Mirosław Handke. Czy dzisiaj kogoś stać na taką odpowiedzialność?

Dzisiaj, jak winny, to głównie nauczyciel. I nie buntują się, bo byliby pierwsi do zwolnień. A gdzie znajdą pracę? Na zmywaku? Stworzył się układ zamknięty. Realizuje więc nauczyciel świetlicy zastępstwa doraźne, siedzi po czasie otwarcia świetlicy, bo spóźnia się z odbiorem dzieci ok. 26% rodziców (opiekunów). Może pomarzyć o zapłacie za ten ponadwymiarowy czas…

Szkoda, że odpowiedź na tytuł konferencji: „Swietlice szkolne – miejsce opieki i wychowania czy przechowania dzieci?” przesuwa się na koniec pytania. W miejsce realizacji rocznych planów pracy świetlicy szkolnej, staje się ona coraz częściej zadaniem realizowanym z doskoku, czy zostaje sprawdzona do roli przysłowiowej poczekalni.

Prowizorka, rzeczywistość w potrzasku, gdzie zderzają się realne możliwości szkół z oczekiwaniami rodziców sześciolatków, którzy przyzwyczajeni są (i mają do tego konstytucyjne prawo), do zapewnienia pełnej opieki – także świetlicowej – ich pociechom. Uderza to w potrzebę podmiotowego traktowania ludzi – i pracowników szkół, i uczniów, często małych dzieci, i ich rodziców. Warto to przerwać przynajmniej w tym obszarze.

Wojciech Książek

Ps. Przytoczę, żeby się nie powtarzać, to co już pisałem na tym blogu. Szkoda, że tak mocno pozostaje aktualne:

„Trzeba mieć świadomość, że świetlice szkolne spełniają ważną rolę w zapewnieniu odpowiedniej opieki, ale też rozwoju psychofizycznego uczniów. Zadania te wzrastają w sytuacji kryzysu gospodarczego, poszukiwania pracy przez rodziców oraz ich często dłuższych dojazdów do pracy, czy emigracji zarobkowej.  Obecnie coraz częściej opieką świetlicy szkoła obejmuje nawet 2/3 uczniów klas I-III szkół podstawowych, którym dom, ze względu na wydłużającą się pracę zawodową rodziców, nie może zapewnić w pełnym wymiarze czasu. Ponadto świetlica powinna spełniać funkcje opiekuńcze wobec dzieci z rodzin niewydolnych wychowawczo, wspomagać pracę szkoły w zakresie wyrównywania braków i opóźnień w rozwoju fizycznym i psychicznym poszczególnych uczniów. Powinna być też polem dla zaspakajania potrzeb dziecka w dziedzinie działalności twórczej, polegającej na kształtowaniu i rozwijaniu zainteresowań i zamiłowań, wykrywaniu uzdolnień u dzieci oraz stwarzaniu warunków dla ich rozwoju, rozbudzania aktywności społecznej i postawy twórczej. Świetlica może kształtować nawyk czynnego wypoczynku, uczyć racjonalnego spędzania czasu wolnego.

Stąd tak ważna jest stabilizacja kadry wychowawczej w świetlicach, aby zapewniać dzieciom poczucie bezpieczeństwa, zapewnienia ciekawych zajęć, co nie zawsze bywa należycie doceniane przez władze szkół, organów prowadzących.
Stąd taka potrzeba, aby wprowadzić pewne porównywalne standardy, jeżeli chodzi o świetlice szkolne w poszczególnych typach szkół (konkretne warunki wyposażeniowe, liczba pomieszczeń, ilość uczniów pod opieką jednego nauczyciela, zielone ogródki, place zabaw, miejsce do gier i zabaw ruchowych, gry planszowe, kąciki komputerowe). Mniejsze limity uczniów przypadających na jednego wychowawcę są tym bardziej potrzebne w związku z coraz większymi problemami z dyscypliną wśród dzieci (obecnością w świetlicach szkolnych dzieci nadpobudliwych z ADHD), ale też potrzebą większej personalizacji kontaktu na linii uczeń – wychowawca”.

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook