Jedynie prawda jest ciekawa

„Smoleńsk”, film na który warto pójść

18.09.2016

Byłem na filmie „Smoleńsk” Antoniego Krauzego. Czy to odwaga, czy obowiązek? Dla mnie na pewno to drugie, staram się bowiem chodzić na filmy, które nawiązują do polskiej historii, patriotyzmu i jego różnych wcieleń (zaprzeczeń też).

I powiem w pełni przekonania: „Warto pójść na ten film”. On broni się i od strony artystycznej (niezłe aktorstwo, kadrowanie, montaż, dialogi, muzyka), i od strony, nazwijmy to, ideowej. Nie stawia tez końcowych, raczej gromadzi różne hipotezy. Ten aspekt przywołania wielu faktów, zachowania ich w pamięci, jest pewnym mankamentem. Ale to wina raczej monotematycznego lub milczącego otoczenia medialnego po katastrofie, niż samego filmu (film stawia pytania, np.: dlaczego od razu przeszukiwali mieszkania ofiar katastrofy oficerowie ABW, dlaczego wybrano wersję lotu cywilnego, która oddawała śledztwo Rosji – mimo że prowadzili piloci wojskowi, leciała generalicja i zwierzchnik Sił Zbrojnych, jakie były powody śmierci różnych osób – w tym technika samolotu, który lądował w Smoleńsku wcześniej, czy rzeczywiście dokonał jakiegoś zrzutu samolot rosyjski przelatujący nad lotniskiem przed katastrofą?). Tych wątpliwości nie przedstawia się w filmie łopatologicznie, ciekawym zabiegiem jest np. stawianie pytań przez dziennikarzy amerykańskich. To inna kultura dziennikarskiego dochodzenia do prawdy.  

A film powstawał przecież w skrajnie trudnych warunkach. Bez dotacji z Instytutu Sztuki Filmowej, bez przychylnego podejścia ze strony różnych władz. Nie mówię tu o rosyjskich, także naszych. A to współdziałanie było potrzebne chociażby dla wykorzystania lotnisk, samolotów. To wtedy zdecydowałem się na prywatne wsparcie filmu, starałem się upowszechniać apel o zbiórkę funduszy wśród znajomych, w kręgu NSZZ „Solidarność”. Bo to właśnie ten związek upomniał się w 1980 roku (i później), o prawdę, o pluralizm życia, poglądów. Mottem tych działań, także moich, mogły być słowa Woltera: „Nie zgadzam się z twymi poglądami, ale oddam życie, abyś mógł je wygłosić”. Myślę, że w tym zawiera się istota postaw, które coraz bardziej zanikają w tak spolaryzowanym świecie.

Stąd z takim dystansem patrzyłem na zachowania przeciwników modlitw na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, nakazywanie wynoszenia zniczy przez Straż Miejską. Można powiedzieć, że dzisiejszy regres władz stolicy miał źródła także w tamtych postawach. Jak nie ma zasad, to pozostaje gra. I cynizm. Co się da, zamieść pod dywan (a co się da sprywatyzować – dla siebie, dla bliskich). Taki program dla Polski, dumnego kraju nad Wisłą, nie mógł trwać wiecznie.

Niech ten film będzie przestrogą dla różnych cenzorów prawdy. Ona wypłynie. Pytania powrócą. A odpowiedzi? W przypadku katastrofy smoleńskiej pewnie nie tak prędko. Ale przynajmniej są pytania.

I wielki szacunek za wytrwałość dla twórców, realizatorów filmu. Także aktorów. Nie odcinajcie się w internecie od zagranych ról. Aktor ma do zagrania różne role. Taka jest wasza rola, wybór.  

Kiedy kilka lat temu pisałem swe uwagi do filmu „Czarny czwartek”, też A. Krauzego, o zabiciu 44 osób na Wybrzeżu w 1970 roku, zwracałem uwagę, że to film ukazujący marną kondycję władzy, ale też pokazujący los „wygnańców we własnej ojczyźnie”, jak czuły się rodziny zabitych, rannych. Trochę podobnie mogło się czuć wiele osób w różny sposób urażonych zmianą linii przekazu w sprawie katastrofy smoleńskiej. Z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. Owego siania zwątpienia, upubliczniania różnych wersji wydarzeń (pijany generał w kokpicie, brawura pilotów-amatorów, sprzeczka jeszcze na lotnisku Okęcie, itd).

W filmie jest sporo o technikach manipulowania społeczeństwem, szczególnie odbiorcami telewizyjnymi. Oj, przypomina, że warto skorzystać z pilota. Albo zmienić kanały, albo… w ogóle wyłączyć. Odetchnąć od tych różnych pożytecznych idiotów („polieznych idiotow”). W części po prostu cwanych dorobkiewiczów.

A co się tam wydarzyło naprawdę? Co, może już wcześniej, zaplanowano podczas remontu Tupolewa w Samarze? Ten film raczej przypomina pytania, niż znajduje odpowiedzi. Czy to tak denerwuje jego krytyków? Dać jedną na sześć gwiazdek temu filmowi, to wpisywać się dalej w narrację konfrontacji, która trwa. Po co? Czy wśród takich politycznych podziałów będziemy już żyć bez końca?

Obejrzenie tego filmu uzmysławia potrzebę uczciwego, wielostronnego dochodzenia do PRAWDY, ale też potrzebę równie uczciwego, wielostronnego szacunku dla pluralizmu życia społecznego. Po pierwsze więc, nie tylko gospodarka, a pluralizm, rodaku. Oby.

Wojciech Książek

Ps. A na zarzut, że to za szybko na taki film, warto przywołać kino amerykańskie, gdzie nakręcono już kilka filmów o katastrofie 11 września 2001 roku.

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook