Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Przysposobienie wojskowe w szkołach i w życiu

23.02.2013

Przyznam się, że z dużym niepokojem obserwuję to, co dzieje się wokół spraw wojska, obronności Polski. Problemy z tym związane dotyczą także nauczania podstaw wojskowości w szkołach i na uczelniach.

Kiedy byłem w wojsku, a było to tuż po studiach od maja 1981 roku do maja 1982 roku, obok kantyny poligonowej wyryto taki napis: „Chroń ty Polski Panie Boże, bo rezerwa już nie może”. Napis może i dowcipny, ale jednak zawierający głębszą prawdę. Bo kto, w chwili najwyższego zagrożenia stanie do obrony kraju? Te około 80 tys. żołnierzy z armii, które od kilku lat zrezygnowała z poboru? W tym jest iluś tam sztabowców, którym życie bardziej się kojarzy z biurkiem i awansami, niż potem poligonowym (vide artykuł w „Do Reczy” – 4/2013. To niesamowite, że w ciągu ostatnich dwóch lat z armii odeszło 13 tys. wojskowych specjalistów – 15% ogółu). Policzmy, co to za suma w stosunku do wojsk naszych sąsiadów – szczególnie Rosji i Niemiec.

Zbyt ciężko doświadczyła nas historia, aby nie myśleć o odpowiednim zabezpieczeniu granic i obywateli naszego kraju. Ta historia, która pokazała, że nawet najlepsze pakty – które zawierano z Francja czy Anglią – pozostawiały chociażby obrońców Westerplatte kompletnie samymi sobie. Czy tak na pewno nie byłoby w przypadku wojsk Sojuszu Atlantyckiego szczególnie w chwili zmasowanego zagrożenia Europy (albo konfliktu punktowego - z nami)? Oby przyszłość nie zmuszała do realnej weryfikacji tego pytania, ale zadawać je musimy.  

To historia również uczy, jak ważna jest sfera ducha, jak potrzebne jest rozumne wychowanie obywatelsko-patriotyczne. Bo tak naprawdę wszystko zaczyna się od krzepy wewnętrznej, oparcia myśli i działań właśnie na wartościach. Jak jest to ważne, pokazało pokolenie młodych Polaków w trakcie drugiej wojny światowej, ale realizujących w szkołach (w ramach tzw. reformy Jędrzejewicza) obowiązkowe wychowanie patriotyczno-propaństwowe.  

To historia również uczy, że w sytuacjach zagrożenia, okupacji, najbardziej sprawdzającym się modelem obronności w dłuższym wymiarze – oprócz sił szybkiego reagowania – jest przygotowanie społeczeństwa do pracy konspiracyjnej, partyzanckiej, mieszczącej się w filozofii, iż każdy dom jest twierdzą, jest redutą polskości. Tak zresztą dzieje się w Szwajcarii, podobnie w niektórych krajach skandynawskich. Warto z tych rozwiązań korzystać.

Wydaje się, że niezwykle potrzebna jest dzisiaj debata na temat modelu reakcji państwa – w tym obywateli – w sytuacjach zagrożenia, bo demontaż dotychczasowych rozwiązań chyba idzie za daleko. Obyśmy nie obudzili się za późno! I ta dyskusja – może pod patronatem Prezydenta RP – powinna dotyczyć całości przygotowania społeczeństwa do takich sytuacji. Ważny w niej głos powinien należeć do dowództwa obrony cywilnej kraju. Jak ma wyglądać ten system?

Na pewno jednym z ważnych jego fragmentów powinna być refleksja nad tym, czego się uczy w polskich szkołach. Kiedyś było to „Przysposobienie obronne”, zaś na studiach – cotygodniowy dzień zajęć podczas jednego roku studiów. Po szkołach był pobór na dwa (lub trzy lata – marynarka wojenna) do odbycia służby zasadniczej lub na rok – po studiach.

A obecnie? Zlikwidowano wszystko, co dotyczy obowiązkowych szkoleń wojskowych po szkole ponadgimnazjalnej. W jej trakcie są natomiast zajęcia z „Edukacji dla bezpieczeństwa”. Jeszcze kilka tygodni temu, m. in. na prośbę Piotra Gwita (Gdańsk), stawialiśmy pytania władzom oświatowym o zasady podziału oddziałów liczących więcej niż 30 uczniów na grupy podczas wykonywania ćwiczeń w zakresie udzielania pierwszej pomocy. Jaki jest system kontroli wypełniania podstawy programowej w gimnazjach, bo były sygnały, że nie zawsze w pełni są realizowane? Problemy dotyczą też zasad (w tym ich finansowania) szkolenia i egzaminu nadających nauczycielom te kwalifikacje.

To są pewne szczegóły. Trzeba mieć świadomość, że obecne zajęcia w szkołach są nastawione głównie na niesienie pierwszej pomocy. Ale komu nieść ową pomoc? Kto ma walczyć? Te garstki, w skali kraju, żołnierzy zawodowych? Ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, czy jako naród godzimy się, aby gros młodych Polaków nie miało nigdy styczności z bronią, nie przechodziło podstawowych kursów strzeleckich. Jak trzymać popularnego „kałasznikowa”, jak ładować i przełączać na ogień pojedynczy lub ciągły, jak uważać na odrzut, co to jest zgranie muszki ze szczerbinką, itd.. Tego typu wiedza, szkolenia nie mają nic wspólnego z pacyfizmem, który może być zjawiskiem sterowanym propagandowo z zewnątrz.

Podnoszenia rąk do góry (jak ostatnio aktor Gerard Depardieu, gdy w świetle kamer, a jakże, zakładał rosyjska rubaszonkę przy odbieraniu paszportu), pójścia na układy w miejsce walki, dużo łatwiej się nauczyć.
Wydaje się niezbędny taki plan ogólnospołecznego przygotowania kolejnych młodych roczników – osiągających pełnoletniość – z podstaw wojskowości. To mogą być krótkie moduły: dwu-czterotygodniowe Może być oferta skoszarowanych obozów, ale też zajęć, gdzie się dochodzi po pracy, czy w czasie weekendów (jak ktoś nie chce tracić dni pracy, studiów). Ważne, aby zajęcia podczas owych kursów strzeleckich były merytoryczne, intensywne, żeby to nie był czas kawiarniano-libacyjny. Tu można też wykorzystać doświadczenia Związku Strzeleckiego – organizacji nawiązującej do tradycji piłsudczykowskiej. Opowiadał zaś jeden z komendantów, że właśnie szkolenia strzeleckie cieszą się największym zainteresowaniem młodych ludzi. Tylko – mówiąc Wyspiańskim - trzeba chcieć. A owa „rezerwa” z poligonowego napisu ma… móc, tylko musimy jej po…-móc.

Wojciech Książek

Ps. Film „Tajemnica Westerplatte” Pawła Chochlewa jest całkiem niezły. Konflikt majora Henryka Sucharskiego i kapitana Franciszka Dąbrowskiego odzwierciedla dwie podstawowe polskie racje: bić się, czy iść na układy (kapitulować). Dramat majora, który zobowiązany tajemnicą milczenia wiedział, że nie będzie pomocy – odsieczy ze strony wojsk polskich. Warto zapamiętać parę cytatów (spisuję z notatek): „Flaga biała – nie znamy takiego koloru, to nie polska flaga”, „Gdzie jest granica? Granica jest na Westerplatte”. I jego słowa w chwili odprawy kapitulacyjnej: „Jeszcze się Polsce przydacie”.

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook