Jedynie prawda jest ciekawa

Powoli zbliża się ostatni dzwonek… w szkole

01.06.2017

Przed nami ostatnie tygodnie roku szkolnego 2016/2017. Roku przede wszystkim oczekiwania na zapowiadane zmiany, ale też dużej pracy organizacyjnej, prawnej.

Zaczęło się jeszcze pod koniec czerwca 2016 roku, kiedy Minister Edukacji Narodowej Anna Zalewska ogłosiła plan zmian w oświacie. Kilka miesięcy później Sejm przyjął dwie kluczowe ustawy dla odejścia od obecnego ustroju szkolnego 6 + 4 + 2 na rzecz 8 + 4. Początek tych zmian ma nastąpić 1 września 2017 roku, czyli po nadchodzących wakacjach. Uczniowie kończący obecnie klasę szóstą szkół podstawowych nie pójdą do gimnazjum, a do siódmej klasy szkoły podstawowej.

Jak niejednokrotnie podkreślałem, mam mieszane odczucia jeżeli chodzi o zasadność CELU tej zmiany, jak i dużego pośpiechu ich wprowadzania. Dla jasności – uznaję jednak prawo rządzących, którzy zdobyli mandat w demokratycznych wyborach, a tym bardziej, gdy nie ukrywali swego programu, do wprowadzania zmian. Jestem o tyle spokojniejszy, iż w 1999 roku, kiedy wprowadzaliśmy trójstopniowy ustrój szkolny, a w nim gimnazja, w systemie szkolnym było o prawie 40% więcej uczniów, roczników wyżu demograficznego. Dramatyczne były wskaźniki jeżeli chodzi o możliwość znalezienia pracy przez absolwentów szkół i uczelni (bez pracy pozostawało ponad 30% młodych ludzi do 30 roku życia). Fatalne były dane, jeżeli chodzi o proporcje osób z wykształceniem średnim, wyższym w relacji miasto/wieś. Obecnie i sytuacja jeżeli chodzi o pracę, i jeżeli chodzi o liczbę uczniów w szkołach, jest inna. Rynek pracy, przy bezrobociu ok. 6-8% wręcz prosi o różnego rodzaju specjalistów. Już nie trzeba tak zdecydowanie akcentować znaczenia głównie jak najwyższego kształcenia ogólnego oraz tzw. umiejętności miękkich, jak obsługa komputera, języki obce, przedsiębiorczość, wartości wychowawcze.

To co pozostaje moją obawą, to sytuacja młodzieży z tzw. Polski „B”, czyli z terenów defaworyzowanych, mieszkających „daleko od szosy”. Tak zwane silne gimnazja w każdej gminie wiejskiej były pewną szansą, bodźcem do szukania jak najwyższego wykształcenia. Na ten aspekt warto zwracać uwagę, wspierać mądrymi programami stypendialnymi, doradztwem zawodowym (także z udziałem rodziców uczniów). To jest wyzwaniem także dla obecnych reformatorów.

A mijający rok szkolny? Do końca marca organy prowadzące były zobligowane prawnie do ustalenia nowej sieci szkół. W większości wykonały to zadanie (w województwie pomorskim na 140 samorządów jedynie dwa nie podjęły stosownych uchwał, przekształcenia nastąpią tam z mocy prawa). Trzeba mieć świadomość, że sieć szkół może podlegać zmianom w kolejnych latach.

Drugim wyzwaniem było przygotowanie i pierwsze korekty projektów organizacji szkół na rok szkolny 2017/2018. Tu sytuacją nową był obowiązek opiniowania ich przez związki zawodowe. Rzecz istotna i ważna, gdyż owe projekty to plan zatrudnienia ludzi w szkołach, czyli etaty, godziny – praca lub nie. Pierwsze wnioski z tego powszechnego oglądu sytuacji kadrowej wywołują mieszane odczucia. Pokazują także różną kondycję polskich dyrektorów, organów prowadzących. Niestety, nie zawsze godną pochwały. Przykład?

Sprawa przydziału tzw. nadgodzin. Są gminy, powiaty, gdzie wyraźnie określa się już w wytycznych dla dyrektorów (np. w Gdyni), że dyrektor wykazuje same etaty, zaś to co powyżej pensum 18 godzin, to podaje w wakatach (mówimy o projektach wiosennych). Są jednak i takie szkoły, gdzie już w projektach planuje się dla poszczególnych nauczycieli nawet do połowy więcej, czyli i 9 nadgodzin. Prawo wprost tego nie zabrania, ale jak wtedy szukać zatrudnienia dla tych, dla których brakuje godzin? Stąd tym bardziej denerwują nauczycieli wypowiedzi urzędników ministerialnych, że będzie więcej etatów, gdy w praktyce wygląda to inaczej. Rzecz wymaga pilnego doprecyzowania, bo trzeba wyraźnie wskazać na znaczenie solidarności w poszukiwaniu zatrudnienia. Warto zauważyć, że Rząd wprowadził obowiązek utworzenia w Kuratoriach baz danych o wakatach. Rodzi się jednak pytanie, czy respektowana będzie zasada pierwszeństwa zatrudniania nauczycieli tracących pracę? A polskie skłonności do swoiście rozumianej polityki prorodzinnej, lokalnego kumoterstwa ujawnił choćby serial „Ranczo”.

Widać wyraźnie, że największe problemy dopiero przed nami, ich kumulacja nastąpi za dwa lata, w roku szkolnym 2019/2020, kiedy to nastąpi ostateczne wygaszenie gimnazjów. Wystąpi z jednej strony problem spotkania owego podwójnego rocznika – uczniów po gimnazjum i kończących ósme klasy szkół podstawowych. Czy będą dla nich miejsca w liceach, technikach, szkołach zawodowych? To już zauważalne zmartwienie ich rodziców. Ale jest i problem pracowniczy – wówczas najpełniej może zaznaczyć się brak pracy dla nauczycieli oraz pracowników administracji i obsługi szkolnej. Nie wszystkich zatrudnionych w gimnazjach przyjmą szkoły podstawowe lub ponadpodstawowe tym bardziej, że te drugie prowadzą – poza tzw. dużymi miastami – powiaty, nie gminy. Są jeszcze dwa lata na wdrożenie porządnego programu przekwalifikowań dla zwalnianych pracowników szkół.

Już dzisiaj widać problemy między innymi dla nauczycieli tzw. przedmiotów laboratoryjnych, typu fizyka, chemia, biologia. Szczególnie w szkołach wiejskich brakuje dla nich godzin. Łączyć będą etat pracą w kilku szkołach i to oddalonych o sporo kilometrów. Dobrze, jak są zmotoryzowani, bo i globus, menzurkę wezmą ze sobą. Może występować problem odpowiednio wyposażonych pracowni laboratoryjnych tym bardziej, że szkoły nie są z gumy, może brakować izb lekcyjnych, pojawia się problem dwuzmianowości (już obecnie jesteśmy obok Rumunii drugim krajem w Europie, gdzie ten wskaźnik jest najwyższy).

Pojawiają się też pytania dotyczące programów nauczania, podręczników. Chodzi o czas, jakość, ale też sygnalizuje się zagrożenie swoistej monopolizacji rynku przez największych wydawców (czasami opartych na kapitale zagranicznym), kosztem specjalistycznych, np. w zakresie przedmiotów ścisłych, humanistycznych. Te drugie nie mają szans na konkurencję cenową. To zachłyśnięcie się ideą bezpłatnych pakietów podręcznikowych ma też swoje trudniejsze strony.

O tych wyzwaniach niejednokrotnie pisałem także na tym blogu. Problemy problemami, innowacje innowacjami, ale tak naprawdę istotą jest codzienny wysiłek nauczycieli-wychowawców. Ministrowie się zmieniają, podobnie jak programy, wytyczne – czasami idące za szybko, za daleko. A nauczyciel? Trwa. Uczy. Wychowuje. Obserwuje, pomaga powierzonym mu dzieciom, młodzieży. Jak lekarz. Tak było i tak pozostaje. Jak zwyczajna nauka pisania, czytania, liczenia. Ważne, żeby nie komplikować rzeczywistości ponad miarę. Żeby, idąc tropem Św. Augustyna, „Nie tworzyć bytów ponad potrzebę”.

Tak było w szkole mojego dzieciństwa, gdzie uczył mój ojciec. Często tamte lekcje zaczynały się od pytania: Co widzimy za OKNEM?. A tam był widok na nieduże boisko, sad, niedaleki las. Tam też często wychodziliśmy, aby poznawać przyrodę w bezpośrednim kontakcie. Tak uczyliśmy się biologii, fizyki, matematyki, wykazywaliśmy się sprawnością fizyczną, uczyliśmy się myślenia, kojarzenia faktów. Trzeba pamiętać w wielości słów, myśli, koncepcji, że szkoła to przede wszystkim UCZEŃ i NAUCZYCIEL. Taki wianuszek uczniów skupiony wokół nauczyciela zawiera w sobie często więcej treści, niż niejeden traktat pedagogiczny.

Dlatego pomagajmy, róbmy wszystko, żeby z chęcią chciało się przychodzić do szkoły i uczniom, i nauczycielom. Tylko w takiej przestrzeni jest możliwe zapewnienie tak ważnego celu, jakim jest zwyczajna, lecz trudna do osiągnięcia radość uczenia się odczuwana przez uczniów, ale też radość uczenia innych, co odnosi się do nauczycieli. Efektywne tworzenie tak ważnej uczniowskiej wartości dodanej, niezależnie od typu szkoły, jest możliwe!

A w zakończeniu chciałbym wykorzystać zdania-motta, które dobrze opisują zadania szkół. Ojciec Święty Jan Paweł II w 1987 roku apelował do młodzieży (na Westerplatte): „Wymagajcie od siebie, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. Jakie to ważne w świecie coraz bardziej obniżających się wymagań, w którym lansuje się dewizę „róbta, co chceta”. Z kolei represjonowany w ZSRR fizyk-noblista Andrej Sacharow powiedział: „Z niewolnikiem można budować piramidy – nie komputery”. Jakie to ważne, jeżeli chodzi o podmiotowe relacje w szkole i wokół szkoły. A są one potem istotą spotkania ucznia i nauczyciela.

A ku przestrodze dodam jeszcze jedną myśl autorstwa Adama Asnyka: „Wiedza daje pokorę wielkiemu, dziwi przeciętnego, nadyma małego”. Nie nadymajmy się. Korzystajmy i z wiedzy, i z życia, i z urody lata.

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook