Jedynie prawda jest ciekawa

Potrzeby i mity wokół szkolnictwa zawodowego (cz. 4)

05.12.2015

Podsumowując uwagi, jakie ostatnio spisywałem na temat szeroko rozumianego kształcenia zawodowego można powiedzieć, że u jego podstaw musi być jak najszersze kształcenie ogólne. To, jakim jesteś człowiekiem, osobowością powinno poprzedzać szczegółowe kwalifikacje zawodowe.

To tak jak z domem-rodziną, jeżeli jest, jeżeli ma się do czego wracać, człowiek potrafi wznosić się na wyżyny. Ma punkt odniesienia, świat wartości, który go niesie.

Warto pamiętać o słowach-przestrodze prof. Jerzego Szackiego, socjologa, historyka idei („Dziennik” - 2. 07. 2009): „Niestety szkoły (…) prześcigają się w tworzeniu kolejnych wyspecjalizowanych kierunków, których nikt inny nie ma i które załapią się na rynku (…) Możliwości przewidywania, jakie kierunki okażą się potrzebne, są ograniczone. Zaspakajanie zapotrzebowania rynku na ludzi o danym wykształceniu, to złudzenie, fałszywy trop. Tak naprawdę, im dalej idzie specjalizacja, tym gorzej przygotowuje się ludzi do rynku pracy. (…) Człowiek, który ma wyćwiczony umysł, nauczy się dobrze każdego zawodu, jest elastyczny. Człowiek obkuty w jakiejś wąskiej dziedzinie jest dużo mniej przydatny na rynku pracy.”

Stąd, kończąc wyliczanie różnych działań w zakresie kształcenia zawodowego, niezwykle ważny pozostaje stały rozwój różnych form edukacji ustawicznej, czyli tworzenie  elastycznej oferty szkół policealnych, wyższych uczelni, zintegrowanej oferty dobrze wyposażonych placówek edukacji ustawicznej (Centrów Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego).

Jak mówiłem wcześniej, służyć temu powinien już system edukacji szkolnej, przygotowanie młodego człowieka do przekwalifikowań, doskonalenia, owego „Kształcenie – nie na całe życie, a przez całe życie”. Szkoła w myśl Martina Heideggera „ma uczyć w istocie tylko tego, jak się uczyć”.

To nastawienie jest ważne tym bardziej, gdyż w Polsce tylko ok. 6% osób w wieku „produkcyjnym” podejmuje kształcenie ustawiczne, gdy np. w Skandynawii 30-40%. Jest to ważne tym bardziej, iż z uwagi na postęp cywilizacyjny wiedzę trzeba odnawiać co około 5 lat, coraz szybciej zmienia się też lista nowych zawodów. Ta oferta musi być poważna, nie przypominać sławetne CKB, czyli Centra Kształcenia… Błyskawicznego. Chociaż tu mogą pojawiać się dyskusje, bo zazwyczaj wójt (starosta) na zagrodzie równy wojewodzie, ale warto podejmować starania, aby owe centra kształcenia ustawicznego uzupełniały, a nie wprost dublowały swą ofertę, szczególnie w dostępie do drogich, nowych technologii np. z zakresu elektroniki, technologii przemysłowych. Oferta kwalifikacyjnych kursów zawodowych na pewno byłaby ważna szczególnie dla osób zagrożonych utratą pracy (mógłby w tym pomóc tzw. bon kształceniowy dla bezrobotnego).

Konieczne jest tworzenie, co powtarzam od lat,  tzw. gimnazjów prozawodowych dla uczniów, którzy mają różne problemy z nauką (z dużą absencją, czy naruszając dyscyplinę szkolną). Teoretycznie młody człowiek, zgodnie z art. 70 Konstytucji RP, ma obowiązek realizacji nauki do 18. roku życia. Obowiązek szkolny do ukończenia gimnazjum gwarantuje z kolei art. 15-17 ustawy o systemie oświaty. Niestety, w praktyce bywa różnie, monitoring realizacji obowiązku szkolnego nie jest idealny, a nie dotyczy to tylko dzieci mniejszości narodowych. Wystarczy przejść się po dworcach kolejowych i zobaczyć wielu młodocianych „bezprizornych”. Jeżeli nie stworzy się im odpowiedniej oferty (często z internatem czy bursą, wyjazdem ze swego środowiska lokalnego) ich życiowy los nie jest do pozazdroszczenia. Takie gimnazja mogłyby np. powstawać przy szkołach zawodowych, dysponujących odpowiednią bazą (i kadrą) do kształcenia praktycznego.

Myśląc o doświadczeniu zawodowym ludzi młodych, konieczna jest stała uwaga - ochrona pracowników młodocianych. Dotyczy to między innymi czasu wakacyjnego, kiedy podejmują pracę sezonową. Bywa wówczas różnie jeżeli chodzi o czas pracy, przepisy BHP i samo wynagrodzenie – albo zaniżane, albo trudne do wyegzekwowania. Szczególna tu jest rola i zadania dla inspektorów z Państwowej Inspekcji Pracy i związków zawodowych („Solidarność” w Regionie Gdańskim oferuje uczniom i studentom bezpłatny dostęp do porad prawnych w tym zakresie). Trzeba pamiętać, że czym skorupka za młodu nasiąknie… A bywa z tym różnie, jak różni są pracodawcy.

Ważna pozostaje stała troska o nauczycieli, w tym przedmiotów zawodowych, ich odpowiednie wykształcenie przed, ale i w trakcie kariery zawodowej. Ważne, aby kontaktowali się z pracodawcami (czyni to ok. 55%), aby odbywali praktyki – np. co 5 lat.

Stałej uwadze powinien podlegać system egzaminów zawodowych. Pojawiają się w nim elementy nowe, standardy egzaminacyjne muszą być dostosowane do podziału zawodów na kwalifikacje. Wyodrębnione kwalifikacje są podstawą egzaminów i opisu zawodu (kwalifikacje cząstkowe – np. elektryk musi osiągną dwie). Dyskusyjne jest np. ich zdobywanie praktycznie przez cały rok szkolny, co czasami mocno dezorganizuje jej rytm pracy.

Warto też mieć na uwadze, o czym już pisałem na wstępie, pewne mity, wmówienia, jak np. to, że reforma z przełomu wieków likwidowała szkolnictwo zawodowe. Po pierwsze nie weszła w życie (odwrócono jej przygotowania w 2002 r.). Po drugie pozostawała bowiem w systemie ścieżka szkoły zawodowej (dwu i trzyletniej, w zależności od złożoności danych kwalifikacji zawodowych).

Propozycje profili liceów uwzględniały także te techniczne, rolnicze, ekonomiczno-usługowe. Planowaliśmy cały system szkół technicznych-policealnych. To tam – lub na studiach – młody człowiek miał zdobywać konkretne kwalifikacje (także w systemie edukacji ustawicznej, wieczorowej). Chociaż już wcześniej (ok. 20% godzin na zajęcia profilowe, uczeń mógł zrobić kurs prawa jazdy, spawalniczy, poznać zasady obsługi kas fiskalnych, itd.). Z kolei licea uzupełniające miały wyeliminować problem tzw. ślepych uliczek, zapewniając drożność systemu.

Warto wiedzieć, że w reformie edukacyjnej z 1928 roku – przeprowadzonej przez ówczesnego ministra Wyznań i Oświecenia Publicznego Janusza Jędrzejewicza – obowiązywały dwie grupy 2 - letnich liceów przygotowujących do matury. Jedne to licea ogólne o profilach: klasycznym, humanistycznym, przyrodniczym, matematyczno-fizycznym. Drugie to licea zawodowe o profilach: technicznym, mechanicznym, handlowym, rolniczym. Jaki ciekawy i uniwersalny pozostaje ten podział.

Tych zadań jest więcej, bo trzeba mieć na uwadze ofertę zawodową dla uczniów niepełnosprawnych, poszerzenie oferty o nowe zadania, które stoją przed poradnictwem zawodowym, w tym przywrócenie roli koordynacyjnej dla wybranej poradni psychologiczno pedagogicznej w województwie, np. w zakresie orientacji zawodowej.

A na pytanie, jakie ma być szkolnictwo zawodowe, można odpowiedzieć: dobre, które z zainteresowaniem wybierze młody człowiek. Warto też pamiętać, że tak wiele edukacja w ogóle, a szkolnictwo zawodowe w szczególności, czerpie z gospodarki.

Jeżeli się rozwija, tworzy się nowe miejsca pracy w klimacie szacunku dla godności wykonywanego zawodu (np. bez tzw. umów śmieciowych), odpowiednio wysokiego wynagrodzenia (co jest coraz większym problemem różnych dziedzin polskiej gospodarki), to jest także szansa dla rozwoju szeroko rozumianego szkolnictwa zawodowego. Ważne, żeby wytwarzać, żeby mieć co dzielić, aby Polska nie była tylko krajem usług, narodem kelnerów i masażystów. Ale to już inny temat. I wspólne zadanie.

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook