Jedynie prawda jest ciekawa

Paroksyzmy władzy

27.02.2014

Ostatnie decyzje dotyczące oświaty pokazują stan niepewności, zawieszenia różnych struktur władzy. Szkoda, bo uderza to rykoszetem w tak ważne, systemowe sprawy edukacji narodowej.

Kiedy obserwuję, co robi Rząd wokół podręczników dla pierwszych klas szkół podstawowych, co robią posłowie PO przygotowujący projekt zmian w ustawie oświatowej, co Prezydent Gdańska w sprawie budowanej szkoły w Kokoszkach, przypomina mi się schyłek rządów AWS w 2001 roku. Wtedy też pojawiały się różne projekty, brak było posiadającego autorytet ośrodka decyzyjnego. Takie działania od Sasa do lasa.

To wspomnienie wraca, gdy widzę działania Rządu wokół sprawy podręcznika dla pierwszaków. Idea słuszna, ale wykonanie… Kilka lat rządów, a tu jakieś radosne pomysły na kilka miesięcy przed nowym rokiem szkolnym, o czym pisałem już w poprzednim odcinku blogu. Jaka będzie jakość merytoryczna takiego podręcznika? Jak to się ma do rozwiązań obowiązujących w oświacie, do podmiotowości decyzji nauczycieli-wychowawców? Trudno oprzeć się wrażeniu, że są to działania skierowane pod tak zwaną publikę, żeby przykryć złe wrażenie stanem przygotowań do obniżenia wieku szkolnego (szkoda, że dalej nikt nie podejmuje wątku, aby objął on tylko urodzonych do 30 czerwca danego roku, jak w pobliskich Niemczech). Wszystko dobrze, tylko dlaczego kolejna prowizorka zastępuje zadania systemowe? Ile zmarnowano czasu?

Innym kwiatkiem jest projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty autorstwa grupy posłów Platformy Obywatelskiej, który m. in. zakłada możliwość zatrudniania osób wspierających nauczycieli, szczególnie w klasach pierwszych szkół podstawowych. Idea słuszna, ale znowu rodzi się zasadnicze pytanie, jakie to wykonanie, jaki system? Te osoby mają mieć kwalifikacje pedagogiczne (czyli podobnie jak nauczyciele), natomiast ich wymiar etatów, zarobki będą ustalały organy prowadzące. Przecież jest to działanie ewidentnie skłócające osoby tak zatrudnione z nauczycielami prowadzącymi daną klasę. Jak będą się czuli jedni, drudzy? Czemu nie przyjąć rozwiązań, jak dla nauczycieli wspomagających w klasach integracyjnych? Takie kołysanie edukacyjną nawą, przedmiotowe traktowanie ludzi.

I ten przykład metody działania: róbta co chceta, schodzi niżej. Oto Prezydent Gdańska, autor niektórych ciekawych decyzji, tu przechodzi sam siebie i szkołę, która jest budowana na rozwojowym osiedlu Kokoszki (ma do niej uczęszczać ponad 600 uczniów), przekazuje w dzierżawę podmiotowi niepublicznemu, jeszcze przed jej otwarciem. Człowiek patrzy na to, jak na kabaret, gdyby nie chodziło o ludzi.  Zgodnie z zapowiedzią nauczyciele, jak wyżej, nie będą tam zatrudnieni na podstawie Karty Nauczyciela. Kolejne obejście obowiązującego prawa oświatowego, które zezwala na uproszczony tryb przekazywania szkoły podmiotowi niepublicznemu jedynie liczącej mniej niż 70 uczniów. Podobnie sam proces decyzyjny. Powinna je podejmować rada, nie zaś sam organ wykonawczy – zarządzeniem prezydenta miasta. Może to być precedens wykorzystywany przez inne JST, prowadzący do prywatyzacji szkolnictwa.

Jest to balansowanie na pograniczu prawa, ponieważ JST są odpowiedzialne za prowadzenie szkół, zatrudnianie nauczycieli na podstawie Karty Nauczyciela, a w ten sposób samorząd pozbywa się tego zadania. Bulwersujące są też fakty związane z samą pracą komisji konkursowej, która miała wyłonić najlepszego oferenta. Podczas analizy formalnej okazało się, że jeden z nich nie załączył jednego z wymaganych dokumentów. Mimo braków formalnych, a jakże, komisja konkursowa, przegłosowała przejście oferenta do następnego etapu postępowania konkursowego.

Jak u Fiodora Dostojewskiego, wszystko można. Ale autor „Biesów” zaznaczał, że można wtedy, gdy nie ma Boga. Czyli jakiegoś punktu etyczno-prawnego odniesienia. Tu można, gdy nie działa prawo, falandyzuje się przepisy, lekceważy ludzi, ośmiesza racje urzędu.

Taki oportunizm władzy, który wynika z faktu, że elektorat – rodzice zachowają dystans, bo z ich punktu widzenia najważniejsze, by nie płacić dodatkowego czesnego. A i to się omija – szkoła, mimo że niepubliczna, dostanie subwencję na ucznia nie rządową, ale z dodanym wkładem samorządowym. A co tam… Wszak tyle można…

Tylko dokąd prowadzi ta prowizorka, brak systemu, te forpoczty prywatyzacji oświaty. Co ma to jeszcze wspólnego z jej narodowym charakterem? W tym sensie owe paroksyzmy są niebezpieczne, bo nieprzewidywalne. Ale skoro już w tradycyjnym, hanzeatyckiem mieście Gdańsku tak się próbuje… Quo vadis Polsko?

Wojciech Książek

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook