Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Ocenianie i egzaminowanie

30.09.2012

Kiedy zapoznaję się z kolejnymi zmianami w edukacji, zastanawiam się, co z nich wyniknie dla polskiej szkoły, dla uczniów, dla nauczycieli? Jednym z takich często zmienionych obszarów, jest ocenianie i egzaminowanie.

Należy zachowywać większy dystans wobec wyników sprawdzianu i egzaminów zewnętrznych, aby szkoły, broniąc się, nie rezygnowały dla przykładu z klas integracyjnych (a takie zjawisko jest już obserwowane), czy nauczaniem „pod testy”. To nie może być jedyne kryterium oceny szkoły, nauczyciela, a tak zaczyna bywać.

Należy upowszechniać system EWD – edukacyjnej wartości dodanej, co wymaga zapewnienia środków finansowych na analizę porównawczą wiedzy oraz umiejętności ucznia na początku i końcu danego cyklu kształcenia, a także przeprowadzić analizę kontekstową wyników.

Godnym podkreślenia jest niedawno zgłoszony wniosek dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Gdańsku – pana Tadeusza Ademajtisa, aby w przypadku szkół ponadgimnazjalnych kryterium była także zdolność znalezienia się absolwentów na rynku pracy. A bywa z tym różnie (oczywiście pamiętając, jak o to obecnie trudno).

Bo o to przecież chodzi. Jak młody człowiek po doświadczeniu szkolnym – czasami też studiach, znajdzie się w życiu, na rynku pracy, w rodzinie? Z jednej strony czytamy coraz więcej o niedalekiej (i klimatycznie podobnej) Finlandii, że tam się nie papuguje Zachodniej Europy z obowiązkiem szkolnym dla sześciolatków (przecież można było upowszechniać dobrowolność, pomóc rodzicom w uzyskaniu odpowiednich orzeczeń poradni psychologiczno-pedagogicznych), że zachowuje się spokój w ocenianiu, wierzy w nauczyciela, przesuwając ten poważny test na czas wieku maturalnego. A u nas?

Co się stało dla przykładu z zewnętrznym egzaminem gimnazjalnym? Toż to mała matura. Pisze się aż trzy dni, do tego możliwe wersje podstawowe i rozszerzone? Po co aż tyle? A co z ocenianiem wewnątrzszkolnym? Spycha się je coraz bardziej na dalszy plan. To niedobrze, bo też staje się elementem wybijania dyscypliny szkolnej? Kim staje się nauczyciel, jego cenzurki?

Do tego jeszcze w czasie ministrowania Katarzyny Hall (kiedyś bodajże członkini Partii Konserwatywnej, która to ideowo zawsze wymagania stawiała ponad zasadę „róbta w szkole co chceta”) wprowadzono możliwość promocji raz w cyklu kształcenia z oceną ndst. Jaka to furtka dla lekceważenia przedmiotów dodatkowych w liceach, technikach, typu „Historia i Społeczeństwo” (wszak mam być fizykiem, biologiem, reszta, byle się prześlizgnąć…) ?

A miało być tak dobrze. W książce „Rzecz o reformie edukacji, czyli… a to Polska właśnie…”, wydanej w 2005 roku, pisałem:

Projekt zmian zakładał te same egzaminy i pytania w skali całego kraju, obecność obserwatorów z zewnątrz w trakcie ich przebiegu (w tym z wyższych uczelni), kodowanie prac, sprawdzanie – według jednolitych kryteriów i kluczy odpowiedzi – przez niezależnych egzaminatorów. Niezwykły był sam cel: móc ocenić, porównać, poziom wiedzy uczniów z różnych miejsc i środowisk Polski. Zakładaliśmy, że zewnętrzne egzaminy ujawnią najbardziej zapalne punkty polskiej edukacji. Zarazem, oprócz diagnozy, dadzą możliwość zastosowania odpowiednich metod poprawy poziomu nauczania i uaktywniania ludzi tak, by podejmowali jak najtrudniejsze wyzwania. To tak naprawdę może być dopiero podstawą do tworzenia programów wyrównujących (wzwyż) szanse edukacyjne uczniów w różnych regionach kraju. (…)

Skazą dotychczasowych egzaminów dojrzałości przeprowadzanych na podstawie pytań opracowywanych w poszczególnych kuratoriach była ich mała porównywalność i, mimo wszystko, spory subiektywizm oceniania. Zachodził też pewien konflikt: trudno było oceniać nauczycielowi samego siebie, trudno być sędzią we własnej sprawie. Dochodził jeszcze jeden problem – podpowiadanie i ściąganie. Powszechne już, także w mediach, stało się wypytywanie uczniów, jakie ściągi przygotowali na egzamin? Normą więc stała się nie uczciwość, wiedza, a pochwała cwaniactwa. (…) Kiedyś musi skończyć się traktowanie egzaminów jak nieuczciwej gry, ze ściągami w kanapkach, które czasami trafiały nie na ten stół co trzeba, czy z wprowadzaniem elektronicznych technik podpowiadania. Było coś budującego w sprzeciwie młodzieży z Poznania, która w 2002 roku protestowała przeciw przesunięciu wdrożenia „nowej matury” na 2005 rok. Oni domagali się obiektywizmu, buntowali się przeciw podpowiadaniu i zawyżaniu ocen. Już wiedzieli, tym bardziej w pracowitej Wielkopolsce, że dorosłe życie boleśnie weryfikuje różnych naciągaczy. (…)

To co jest, zachwytu nie wzbudza. Dobrze przynajmniej, że po anulowaniu obowiązkowego zdawania matury z matematyki (w 2002 roku przez rząd SLD-PSL), minister Roman Giertych przywrócił ten nasz projekt. A jak jest to ważne, pokazują chociażby wybory wyższych uczelni przez młodych ludzi. Już dużo więcej wybiera kierunki politechniczno-techniczne. Nie taki diabeł – matematyka straszna… 

Wojciech Książek

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook