Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

O ustroju szkolnym – gimnazjach (1)

06.10.2012

Podejmuję wątek gimnazjów, a szerzej, ustroju szkolnego, który obowiązuje w Polsce o 1999 roku. Myśląc o nim, nie sposób omówić go w połączeniu z pytaniem o elitaryzm czy egalitaryzm polskiej szkoły.

To było podstawowe pytanie autorów zmian z przełomu wieków. Co zrobić, żeby zwiększyć odsetek młodych ludzi kończących szkoły z maturami, odsetek kończących studia.

Trzeba mieć świadomość, że osób z maturami było w Polsce ponad dwa razy mniej niż w krajach tzw. starej Unii Europejskiej, USA czy Kanadzie, podobnie osób kończących wyższe studia (także na poziomie licencjatu, co staraliśmy się upowszechnić). Jeszcze gorzej te statystyki przedstawiały się w relacji wieś – miasto. Tam osób z wyższym wykształceniem było pięć razy mniej! Pomimo słynnych punktów za pochodzenie, ludzi wykształconych na wsi było proporcjonalnie w PRL dużo mniej niż… przed II wojną światową. Mitem w ogóle okazywał się slogan, że Socjalistyczna Polska był krajem ludzi uczących się. Zdecydowana większość wybierała szkoły zawodowe (często przyzakładowe) ewentualnie technika. Wyzwanie było tym większe z uwagi na rosnące bezrobocie, upadek wielu firm, brak ofert pracy dla absolwentów szczególnie wąskich tzw. wąskich specjalizacjach.

Drugi powód, to problem narastającej przemocy w szkołach. Zależało nam na tym, aby oddzielić dzieci w wieku 6-13 lat od uczniów, którzy wchodzili w inną fazę rozwojową. Nie jest prawdą, że przypadki przemocy. wymuszeń, haraczy, narkotyków – to dopiero zmora dzisiejszych gimnazjów. W samej gminie Warszawa-Centrum w 1997 roku policja interweniowała w szkołach około 1500 razy w sprawie wymuszeń, picia alkoholu, zażywania narkotyków. Tymczasem przy szkołach podstawowych powstawały tzw. zerówki dla dzieci sześcioletnich, a czasami i oddziały przedszkolne dla młodszych.
Czyli z jednej strony gimnazjum miało być ostatnią okazją wyrównania szans edukacyjnych – szczególnie na wsi i w małych miasteczkach, z drugiej zaś – zwłaszcza w szkołach wielkomiejskich miało realizować ważne zadania wychowawcze.    

Tak w kręgach ludzi „Solidarności” oświatowej, ale też w myśleniu ministra Mirosława Handke znaczącym argumentem za powołaniem gimnazjów była chęć powrotu do polskiej tradycji edukacyjnej. Nie zapominajmy o tym, że do lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku obowiązywał trójstopniowy ustrój szkolny, że tradycja gimnazjum, gdzie często uczyła znakomita kadra (jak znani polscy filozofowie), zdawanie tzw. małej matury, przynosiło szereg dobrych efektów.
Był też powód może mniej upowszechniany, ale który towarzyszył naszym rozważaniom. Nowe treści wymagały nowej formy, która naruszy także stary system, skostniałe przyzwyczajenia i układy (w tym personalne). Istniała obawa, że  serce reformy – czyli zmiany programowe – mogą nie zostać zrealizowane w starym mechanizmie (to zasada znana z praw mechaniki). Że sam zewnętrzny system egzaminacyjny to może być za mało.
To były zasadnicze, systemowe powody, dla których zmienialiśmy ustrój szkolny. Dla nas było ważne, że gimnazjum – pierwszy szczebel szkoły średniej – miało być praktycznie w każdej gminie. We wprowadzeniu gimnazjów chodziło o to, aby pierwszy etap szkoły ponadpodstawowej przybliżyć mieszkańcom wsi, pokazać, że można ogólnokształcąco uczyć się dalej. Łatwiej było doposażyć ok. 4 tysięcy gimnazjów od około 16 tysięcy szkół podstawowych (w tym ich filii).

Stąd też każde z gimnazjów otrzymało pracownię komputerową z oprogramowaniem do nauki języków obcych i innych przedmiotów; stąd kilkaset przekazanych nieodpłatnie autobusów szkolnych i przyjęcie rozwiązań rekompensujących gminom skutki dowożenia; stąd spore dodatkowe środki, jakie przekazywaliśmy na inwestycje i remonty. Zależało nam, aby unikać gimnazjów jednociągowych, nie chcieliśmy też molochów z liczbą gimnazjalistów dochodzącą do tysiąca, o klasach liczniejszych niż 26 uczniów. Gimnazjum miało być takim ambicjonalnym „oczkiem w głowie” każdej gminy, miało stanowić jej ważne centrum kulturowe, edukacyjne – i to nie tylko dla samych gimnazjalistów. Tam miały odbywać się różne imprezy, zawody oraz kursy i szkolenia, także w ramach edukacji ustawicznej dla dorosłych, z wykorzystaniem sprzętu audiowizualnego, prowadzone przez nauczycieli specjalistów. Takich szkół, dobrze wyposażonych i to praktycznie od zaraz, brakowało szczególnie na terenach wiejskich, gdzie mieszka prawie 40 procent ludności. Wyobrażaliśmy sobie, że nic nie  będzie stało na przeszkodzie, aby za parę lat przy gimnazjach powstały także licea. Uważaliśmy za bardzo wskazane tworzenie zespołów: gimnazjum + liceum (lub też szkoła zawodowa). Większą możliwość zdobycia matury miałaby w ten sposób młodzież ze wsi, z rodzin, których często nie stać na przykład na opłacenie pobytu w internacie czy zakup biletów autobusowych.

Zakładaliśmy, że uczeń trafiając do gimnazjum z pełnowykwalifikowaną kadrą, z pracownią komputerową, profesjonalnym nauczaniem języków obcych, szerszą ofertą zajęć dodatkowych i wyrównawczych będzie miał lepszą szansę wyrównać braki, rozwinąć swoją wiedzę i zainteresowania. Często ważna może być sama zmiana środowiska szkolnego, nadająca uczniowi, który wchodzi w czas młodzieńczy, nową dynamikę, nowe szanse. Z kolei uczeń słabszy lub zaniedbany środowiskowo może otrzymać w gimnazjum szybszą pomoc w uzupełnieniu wiedzy i umiejętności. Dlatego tak ważna staje się klasa pierwsza tej szkoły, która może zadecydować o powodzeniu w nauce i przyszłości edukacyjnej licznej rzeszy młodzieży. Rozważaliśmy między innymi przyznanie dyrektorom gimnazjów dodatkowej puli środków finansowych na zajęcia wyrównawcze, szczególnie w pierwszych miesiącach nauki w gimnazjum (chociaż dosyć szybko dopadł Polskę na przełomie wieków, a więc i budżet edukacyjny – poważny kryzys ekonomiczny).

Zdawaliśmy sobie sprawę, że gimnazjum może z czasem stać się trudnym ogniwem reformy. Co by nie mówić, tam skupia się uczniów, którzy czasami ciężko znoszą przejście od wieku dziecięcego w czas młodzieńczy i problemy ujawniające się szczególnie ostro w skomplikowanym czasie dojrzewania. To okres, w którym młody człowiek przechodzi od fazy wychowania ku samowychowaniu, gdy w jego myśleniu pojawiają się pierwsze pytania egzystencjalne: dlaczego istnieję?, jaki sens ma życie?, po co się uczę?  na które nie ma prostych i oczywistych odpowiedzi. Potrzeba wielu różnych oddziaływań, aby czasami także na drodze buntu uczeń ostatecznie zaaprobował cele, które będzie potem realizował (lub nie).

Skoro więc przyświecały takie dosyć poważne, a zarazem szlachetne intencje, skąd po latach pojawia się tyle głosów krytycznych pod adresem gimnazjum?
Spróbuję się do nich odnieść następnym razem.

Wojciech Książek

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook