Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Nie matura a chęć szczera… (cz. I)

14.08.2014

To tytułowe powiedzenie, nawiązujące do znanych z początków PRL-u słów: „nie matura a chęć szczera, zrobi z ciebie oficera”, przypomina się, gdy myślimy choćby o tegorocznych wynikach egzaminu maturalnego.

Przyczynkiem do tej refleksji są ważne uwagi, które przedstawił prof. Aleksander Nalaskowski w artykule pt. „Ułamki wiedzy” („W Sieci” – 29/2014). Cenię wypowiedzi Profesora, mimo różnicy zdań w niektórych kwestiach, za ich niebanalność, połączenie rozważań teoretycznych z praktycznymi (oprócz pracy wykładowcy na Uniwersytecie w Toruniu, zajmuje się także prowadzeniem szkoły niepublicznej). A egzamin maturalny jest swoistym zwieńczeniem dwunastoletniego  - lub o rok dłuższego w przypadku techników - pobierania przez młodych ludzi nauk w szkołach.

A. Nalaskowski analizuje głównie wyniki egzaminu maturalnego z matematyki. Obowiązek jego zdawania to, jak wiadomo, nowa sytuacja. Miał początkowo wejść w 2002 roku – po 24 latach przerwy. Niestety, wówczas w bezprecedensowy sposób rząd SLD-PSL zahamował bieg reformy edukacyjnej, w tym tego egzaminu. Po raz kolejny został przywrócony w trakcie rządów Prawa i Sprawiedliwości, co podtrzymała minister edukacji Katarzyna Hall – matematyk.  W tym roku nie zdało 29% abiturientów przystępujących do matury. W dużej mierze z matematyki, która, zdaniem Profesora, była i tak egzaminem łatwym, z minimum wiedzy na poziomie szóstej klasy szkoły podstawowej.

Matura na 30%

Profesor Nalaskowski analizuje także problem progu zdał/nie zdał, na poziomie 30%, postulując podniesienie go nawet do 70%. Pisze: „Wyniki poniżej ok. 70% są z punktu widzenia pożytku, dalszej edukacji i rozwoju społecznego nic nie warte”. Takie ustawienie odpowiada w jakiejś mierze skali ocen od 1 do 6, aczkolwiek minimum 2 (mierny), to ok. 35%. Gdyby natomiast wrócić do dawniejszej skali ocen od 2 do 5, to ocena dostateczna (3) wynosiłaby 60%. Ten niski próg był ustawiony na początku wdrażania systemu egzaminów zewnętrznych, aby nie odbywało się to kosztem uczniów. Ewentualne jego podniesienie, do czego bym się skłaniał, jest jakimś wyzwaniem, które wymagałoby szerszej decyzji-dyskusji społecznej. I odwagi politycznej. A jest zazwyczaj regułą, że większe wymagania – także jeżeli chodzi o dyscyplinę szkolną – pojawiają się, gdy do władzy dochodzą ugrupowania umownie nazywane prawicowo-konserwatywnymi, zaś bardziej egalitarnie ugrupowania liberalno-lewicowe. Być może ten duch zmian i wokół edukacji powoli nadciąga? Zaś przykładem takiego działania jest dużo wyższy próg w przypadku egzaminu zawodowego (trudno zaliczyć w części praktycznej egzaminu dokręcenie przysłowiowej śrubki na 30%...).

Odtwarza się więc stary spór o jakość czy ilość w edukacji, wybór między elitaryzmem a egalitaryzmem. Zarzucano autorom zmian z przełomu wieków, że na ołtarzu liczby osób z cenzusem maturalnym poświęcamy jakość. Próbowano różnych zmian, w tym pisania prac jako elementu egzaminów wewnętrznych. Czy te modyfikacje są udane w dobie tak rozpowszechnionego internetu, możliwości ściągania prac, bryków? Warto pamiętać, że kiedyś zdawało maturę 20-30% młodych ludzi, obecnie prawie dwa razy tyle, stąd i odsetek niezdających może być większy.

Młoda Polska geografią stoi

Prof. Nalaskowski zwraca uwagę, mimo znanego krytycyzmu wobec niektórych fragmentów zmian w edukacji z przełomu wieków, na pewien pozytyw egzaminów zewnętrznych. Ich możliwości porównawcze w ramach jednego roku, wpływ na system kształcenia przyszłych nauczycieli przez uczelnie wyższe.

Jeżeli chodzi o maturalną mapę Polski, nie robiłbym z tego sensacji, nie używał pojęć w rodzaju „katastrofalna, żenująca różnica” między województwami najlepszymi: lubuskim (74% zdających), małopolskim (73% zdających), a zachodniopomorskim (67%), czy warmińsko-mazurskim (68%). Te kilka punktów procentowych, to nie jest jeszcze różnica aż tak drastyczna.     Zwracam też uwagę, aby mieć dystans wobec tzw. map edukacyjnych. Występuje zjawisko migracji uczniów z większymi aspiracjami (i najczęściej możliwościami rodziców) do dużych miast – zazwyczaj akurat oni nie mają problemów z przekroczeniem owych 30%. W powiatach ziemskich jest też więcej szkół technicznych, gdzie zdawalność matur jest mniejsza (w ostatnich latach: 86% - LO, 63% - technika, 20% - szkoły uzupełniające dla dorosłych). Także w nich jest większa liczba abiturientów w ogóle nie przystępująca do egzaminu maturalnego.

I jeszcze jeden z problemów, na które wskazuje Prof. Nalaskowski – dobór obowiązkowego przedmiotu dodatkowego z tak wielkim prymatem geografii (11,5%). Polacy lubią podróżować, pielgrzymami, od czasu romantyzmu, też jesteśmy niezgorszymi, ale tu potrzebne byłyby pewne decyzje systemowe. Tymczasem historię na maturze wybrało tylko 2,9% maturzystów. To jest jakiś powód do głębszej refleksji.  Nie powinno być tak, iż punkty z geografii mogą tak mocno ważyć przy ubieganiu się o indeksy kierunków najróżniejszych uczelni (w tym na prawo). Ba, nawet na historię.

Cdn.

Wojciech Książek


Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebooku!

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook