Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Nauczycielu, zrezygnuj z podwyżki…

28.08.2012

„Nauczyciele, proszę, zrzeknijcie się podwyżek”. Ten dosyć alarmujący tytuł pojawił się w „Gazecie Wyborczej” z 23 sierpnia 2012 r.

Konkretnie chodzi o burmistrza gminy Łapy na Podlasiu, który w liście do nauczycieli zwraca się o ich pisemną rezygnację z podwyżki, która ma być wypłacona od 1 września br. oraz zrzeczenia się roszczeń do odsetek. Miałaby zostać wypłacona w pierwszym kwartale przyszłego roku. Jak dowiadujemy się z artykułu, w tej gminie już zamknięto ostatnio dwie szkoły, zwolniono kilkunastu nauczycieli, części zredukowano etaty.
Nauczyciele dostali tydzień – do 28 sierpnia na podjęcie decyzji. Jak mówi cytowany jeden z dyrektorów tamtejszych szkół, pewnie podpiszą. Bo co mogą innego zrobić? Jaką mają alternatywę w gminach o takim bezrobociu? A zarazem przy takim uzależnieniu prawnym od organów prowadzących, jakie nastąpiło w ostatnich latach. Dyrektor często jest usytuowany w roli petenta, podobnie czują się nauczyciele.

Dlaczego podejmuję ten temat? Otóż jest to kolejny przykład pełzającego demontażu prawnego państwa. Bo przecież sprawa podwyżek wynagrodzeń dla nauczycieli jest regulowana centralnie – w uzgodnieniu rządu ze związkami zawodowymi. Na ten rok wzrost został zaplanowany na poziomie 3.8% od 1 września. W związku z tym musiała zostać mniej więcej o taki procent zwiększona tzw. subwencja oświatowa, którą otrzymują samorządy prowadzące szkoły (piszę „mniej więcej”, bo to kwota przeliczana nie na nauczycieli, ale na liczbę uczniów chodzących do danego typu szkoły). Sprawa była znana wiele miesięcy wcześniej, podwyżka została wpisana do ustawy budżetowej na 2012 rok. Tak więc to nie jest prywatne widzimisię tego czy tamtego włodarza. To jest powierzony prawnie do realizacji obowiązek prowadzenia szkół i przedszkoli, to są publiczne pieniądze, wreszcie, to jest zadanie dla Regionalnych Izb Obrachunkowych, Wydziału Nadzoru Prawnego Wojewodów (żeby nie stało się tak, jak przy dziwnej amnezji służb przy Amber Gold). Muszą być jasne procedury przy nadmiernym zadłużeniu, jest instytucja zarządu komisarycznego. Żyjemy w państwie prawa, nauczyciele – funkcjonariusze publiczni, muszą czuć jego ochronę, a nie być stawiani w moralnym klinczu. W ostateczności trzeba powiedzieć twardo: „płakać i płacić”, albo zrzec się prowadzenia zadań, które kogoś przerastają.

Oczywiście, trzeba widzieć trudną sytuację samorządów. Także w tych zapisach chyba już kilka razy wskazywałem na niedoszacowanie subwencji. Mówiąc wprost, na zbyt małą masę pieniądza w oświacie (szacuję, że gdzieś na ok. 20%, czyli prawie 10 mld zł). To prawda. Tylko dlaczego, o co już pytałem na tym forum, samorządy godzą się na nowe zadania, nowe rozwiązania i to bez należytego zabezpieczenia finansowego? Z trudem rozwiązują sytuację samorządy zasobniejsze, bieda zadłużeniowa pojawia się w gminach, powiatach, gdzie jest większe bezrobocie, rozdrobniona sieć szkolna, postępuje wyludnienie wsi czy małych miasteczek. W tej beznadziei nie rodzą się dzieci, pogłębia się niż demograficzny. To wiadomo, tylko czemu ma na tym cierpieć nauczyciel, a nie prawdziwi autorzy tego stanu?

Sprawę widzę jako poważną tym bardziej w obecnej sytuacji. Gdy na ten temat porozmawiałem z kimś „z produkcji” – od razu zaczął narzekać, że nauczyciele za dużo zarabiają, że mają długie wakacje, urlopy na poratowanie zdrowia, itd. Także, że przedsiębiorstwa przeżywają kryzys, tną wydatki, nie myślą o podwyżkach, a raczej o zwalnianiu pracowników. Taki jest kontekst społeczny, tak została urobiona świadomość. Bo gdy spytałem, czy chciałby, aby nauczyciele, wykładowcy, którzy go wykształcili, zarabiali grosze, nie mieli na prasę fachową, wyjście do teatru, wyjazd na wycieczkę, zaperzył się. I takie mamy obłędne koło…

Sami nauczyciele łapią się za głowy, gdy czytają, ile to ponoć zarabiają (w artykule też pojawia się nieprawdziwa uwaga, że od 2007 roku płace w oświacie wzrosły o… 50%). To jest niemożliwe. Podawane średnie kompletnie nie przystają do rzeczywistości. Nie każdy jest bowiem nauczycielem dyplomowanym, mającym duży staż pracy, sporo nadgodzin, korzystający z dodatków funkcyjnych, motywacyjnych, tzw. trudnościowych, czy wiejskich.

Taki jest kontekst. Takie działania są też możliwe w atmosferze odgórnego przyzwolenia na różne dziwne decyzje. Nikt nikomu nie wierzy, główną zaczyna być idea osobistych korzyści, znalezienia zatrudnienia dla bliskich. Stawia się ludzi przed faktami dokonanymi (jak horrendalne płace w państwowych spółkach powyżej 100 tys. zł miesięcznie). Skoro tak działa „góra”, możemy i my, niżej. Przestaje działań państwo prawa, ale też państwo elementarnych zasad.

To co jest chyba najpoważniejszym zagrożeniem, to odtwarzanie podziału na Polskę A i B. Wiele działań wielu ludzi, w tym niżej podpisanego szczególnie w czasie, gdy byłem wiceministrem edukacji narodowej, zmierzało ku temu, aby przynajmniej w edukacji stworzyć w miarę porównywalną, oczywiście wysoką ofertę edukacyjną. I to wszędzie – nie tylko w dużych miastach czy bogatych regionach, nie tylko w stosunku do dzieci z rodzin zamożnych czy inteligenckich.

Łapy nie powinny stać się symbolem działań nieczytelnych, pogrążających nauczycieli w niezasłużonej przez nich frustracji. Mówiąc populistycznie, czego nie lubię u siebie i innych, pieniądze pobierają też władze gminy, są diety radnych, itd. Nie o to jednak chodzi. Wydaje się, że w reakcjach społecznych na rolę szkoły we wspólnocie lokalnej, na pozycję nauczycieli, ukazuje się jego dojrzałość, wybór cywilizacyjnych priorytetów. Gdy jej zabraknie, spadniemy chyba nawet nie na przysłowiowe cztery „łapy”.

Wojciech Książek


Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook