Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Młodzież i bunt stadionów

18.05.2013

W mijającym tygodniu miałem okazję obejrzeć film dokumentalny „Bunt stadionów” w reżyserii Mariusza Pilisa i to w scenerii historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej. Film wart nie tylko poznania, ale i szerszej dyskusji.

Reżyser stara się dotrzeć do środowisk kibicowskich między innymi w Gdańsku, Krakowie, Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu. Poznajemy ich zachowania, wypowiedzi. Ich aktywność nie tylko na stadionach, ale też np. na polu charytatywnym (pomoc niepełnosprawnym, zapomnianym cmentarzom, jak te we Lwowie, oddawanie krwi, gdy doszło do tragicznego wypadku kibiców Lechii Gdańsk). A jak podkreślał w trakcie dyskusji jeden z przywódców Sierpnia 1980 – Andrzej Gwiazda, to są najczęściej ludzie młodzi, czasami jeszcze uczniowie, studenci, więc ich możliwości finansowe nie są też zbyt duże.

Ale A. Gwiazda zwracał także uwagę, że tzw. doły społeczne mają wyczucie kłamstwa. Także w meczu oczekują uczciwej walki. Stąd taką niezwykłą formą ich działalności jest pamięć o czasami zapomnianych bohaterach naszej historii. Ile treści zawiera w sobie chociażby napis rozpostarty na trybunach: „Partyzancko Armio Wyklęta, Śląsk Wrocław o was pamięta”. Te działania są częścią dyskursu o nauczaniu historii Polski, co owocowało strajkami głodowymi w ub. roku. Widać, że chcą się wpisywać w tradycję istoty polskości, czego symbolem jest napis transparentu „Chcemy być wierni Bogu i Ojczyźnie”. Stąd ich spotkania z okazji kolejnych rocznic Powstania Warszawskiego, stąd pielgrzymki na Jasną Górę (wielką tu rolę formacyjną odgrywa o. salezjanin Jarosław Wąsowicz – zapalony kibic Lechii Gdańsk). Tej grupy kibiców, która w 1988 roku, w trakcie strajków majowych, potrafiła wyjść ze stadionu, przebić się przez kordony milicji i dojść, pozdrowić strajkujących w Stoczni Gdańskiej. Dzisiaj odwaga staniała. W filmie jest mowa o niezwykłej roli tych często zapomnianych dzisiaj ludzi, jak Dariusz Krawczyk z Federacji Młodzieży Walczącej, jeden z założycieli podziemnego Radia Solidarność w Gdańsku.

Oczywiście trzeba mieć świadomość, że kibice to nie jest grupa zamknięta, jednorodna. Tam też zdarza się korzystanie z używek, itd. Jak ktoś w dyskusji o filmie zwrócił uwagę, widać wiele ciekawych twarzy, ludzi, ale chyba jednak podlega też sterowaniu. Sterowaniu – dodajmy, od wewnątrz grupy, ale też z zewnątrz. Film pokazuje działania władz, które mają wywoływać takie a nie inne reakcje. Przykładem jest brak odpowiedniego zabezpieczenia meczu finału Pucharu Polski w 2011 roku w Bydgoszczy, czy odwołanie meczu o superpuchar w Warszawie, gdy już dojechali kibice z Krakowa. To tworzy – jak podczas Marszu Niepodległości w 2011 roku – sytuacje zwarcia, konfliktu. Czy chodzi o obrazki bójek do pokazania w mediach, wykorzystywania ich w ramach tzw. pp – przemysłu przykrywającego inne tematy, czy wytworzenia obrazu tzw. kiboli i rozprawy prawno-medialnej z nimi, bo nie sprzyjają władzy, ba, ją wygwizdują na stadionach?  

W moim nauczycielsko-obywatelskim sumieniu strasznym szalbierstwem jest świadome manipulowanie emocjami młodych ludzi. A film pokazuje takie sytuacje, szczególnie w trakcie przebitek wypowiedzi premiera przy okazji meczu w Bydgoszczy. Sam miałem okazję współpracować z kibicami m. in. skupionymi w stowarzyszeniu Lwy Północy przy okazji uczczenia śmierci Antoniego Browarczyka, młodego Gdańszczanina, który został śmiertelnie postrzelony w grudniu 1981 roku. Mówienie o tych ludziach per „kibole”, to hańba. Napis na stadionie: „Nie trzeba być faszystą, żeby kochać ziemię ojczystą” jest jakimś podsumowaniem tego dyskursu.

Bo tego dyskursu nie ma, co podkreśla w filmie m. in. dr Barbara Fedyszak-Radziejowska. To film bardziej o Polsce, mniej o kibicach. Ludzie chcą rozmowy, chcą być traktowani poważnie. Jak poważnym jest problem pracy, bezrobocia, tzw. umów śmieciowych obejmujących głównie ludzi młodych. Stadion staje się miejscem, gdzie można wykrzyczeć swój ból, odreagować stres. Ale to droga donikąd – objawy choroby są poza „buntem stadionów”!

W tym filmie wyczuwa się potrzebę zmiany, owego przestawienia wajchy. Tak naprawdę traktowania Polaków nie jako potencjalny elektorat, ale poważnych i ważnych współobywateli Rzeczpospolitej. Młodzi ludzie chyba bardziej od innych wyczuwają fasadowość wartości takich jak prawda, uczciwość, sprawiedliwość.

O tym trzeba rozmawiać, zapraszać do studia telewizji publicznej, jak na początku lat dziewięćdziesiątych ub. wieku w tzw. otwartym studio. To powinno być normą, a jest… łaską, jak pokazanie filmu o Smoleńsku. Ten film powinien tam też być emitowany i to w czasie dobrej oglądalności. Od tego jest telewizja zwana publiczną. Monopol na prawdę nie jest tylko po jednej stronie. Ludziom, w tym osobom młodym, nie chodzi tylko o ową ciepłą wodę w kranach. Dobrze, żeby była, ale to nie wszystko. Chcą być pełnoprawnymi obywatelami wolnej Rzeczpospolitej. A czy są?

Wojciech Książek

Ps. 1. Skoro nie ma widoków na pokazanie tego ciekawego dokumentu w telewizji publicznej, tym bardziej musimy zwracać uwagę na dobrą informację, wykorzystywanie mediów elektronicznych, zapraszanie ludzi na pokazy, zakup kopii filmu. Tego trochę zabrakło w Gdańsku.

Ps. 2. W filmie pojawia się młody człowiek z koszulką, na której widnieje napis: „Nie chodzę na wybory”, coś tam jeszcze „olewam”. Potrzebna jest kampania – także wśród kibiców – odwrotna. Jeżeli nie chcemy, a nie powinniśmy chcieć, aby o sprawach polskich decydowały kryteria uliczne, a grupy kibiców to jest siła, debata – także na ten temat – powinna się odbyć jak najszybciej. No tak, ale czy rządzącym na tym zależy?

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook