Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Matematyka – podstawowy język świata (cz. II)

11.09.2015

Kontynuując rozważania na temat matematyki w szkole, w naszym życiu, warto mieć świadomość jej znaczenia dla ludzi, uczniów i ich rodziców.

Pamiętam wypowiedziane kiedyś uwagi dyrektora liceum o profilu humanistycznym, który proponował, aby w ogóle odejść od ustalania progów zdał/nie zdał, a jedynie podawać na świadectwie maturalnym ilość zdobytych punktów. Jako argument przytaczał problemy, lęki uczniów, czasami o dużych uzdolnieniach humanistycznych, artystycznych. I szukanie np. korepetycji, jako rozwiązania tej sytuacji.

Trzeba pamiętać, że dyskusja na ten temat toczyła się od początku wprowadzania programu tzw. nowej matury. Rozważany był wariant, szczególnie przy obowiązkowej maturze z matematyki, aby przejściowo zdjąć próg zdawalności na poziomie 30%.

Ten problem jest ważny także obecnie, gdy widać tendencję zaniżenia wymagań egzaminacyjnych na maturze z matematyki na poziomie podstawowym (inaczej jest na rozszerzonym). Robi się tak pewnie dlatego, aby więcej osób zdało matematykę, ale jakiś poziom wymagań musi zostać zachowany. Żeby też nie było tak, iż maturzystom, którzy chcą wybrać kierunki ścisłe, bardziej się „opłacało” (to też przez progi punktowe ustalane przez wyższe uczelnie) zdawać na 100% matematykę na poziomie podstawowym, niż na ok. 70% - rozszerzoną.

Już sprawa progu zdał/nie na poziomie 30% wzbudza kontrowersje. Warto pamiętać, że przy zdawaniu egzaminów zawodowych, ustawiono go wyżej, na poziomie 50% z części pisemnej i 75% z praktycznej.

Na początku wdrażania tzw. egzaminów zewnętrznych chodziło o to, aby nie był nazbyt selekcyjny. Minęło 10 lat i warto podjąć debatę, czy próg zdał/nie zdał nie powinien być ustawiony wyżej. W skali ocen: 1-6, ocena „mierna”, czyli „2” – to więcej niż 30%. Analizując wyniki matury z wiosny 2014 roku prof. Aleksander Nalaskowski w tygodniku „W Sieci” (29/2014) proponował podniesienie owego progu pisząc: „Wyniki poniżej ok. 70% są z punktu widzenia pożytku, dalszej edukacji i rozwoju społecznego nic nie warte”.

Tu jest pewna możliwość zmiany tym bardziej, że są kraje, gdzie jest ustawiony wyżej. Ewentualne jego podniesienie, do czego bym się skłaniał, jest jakimś wyzwaniem, które wymagałoby szerszej decyzji-dyskusji społecznej. I odwagi politycznej. A jest zazwyczaj regułą, że większe wymagania – także jeżeli chodzi o dyscyplinę szkolną – pojawiają się, gdy do władzy dochodzą ugrupowania umownie nazywane prawicowo-konserwatywnymi, zaś bardziej egalitarnie ugrupowania liberalno-lewicowe. Być może ten duch zmian i wokół edukacji powoli nadciąga?

Odtwarza się więc stary spór o jakość czy ilość w edukacji, wybór między elitaryzmem a egalitaryzmem. Zarzucano autorom zmian z przełomu wieków, że na ołtarzu liczby osób z cenzusem maturalnym poświęcaliśmy jakość. Próbowano różnych zmian, w tym pisania prac jako elementu egzaminów wewnętrznych. Od 2015 roku już ich nie ma. Warto pamiętać, że kiedyś maturę zdawało 20-30% ogółu młodych ludzi, obecnie prawie dwa razy tyle, stąd i odsetek niezdających jest większy.

            Trzeba mieć świadomość, że edukacja to proces ciągły, którego skutki widać dopiero po pewnym czasie. Ale trzeba umieć je przewidywać. Stąd znaczenie pierwszych kontaktów dziecka ze światem liczb, myślenia matematycznego już od edukacji przedszkolnej. Tu też działa zasada, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.  

Stąd warto serio traktować uwagi specjalistów już do elementarza dla klas pierwszych szkół podstawowych. Nie chodzi tylko o jego taniość, bo jest bezpłatny, ale i o jakość. A że nie jest on wolny od braków, świadczy chociażby wypowiedź prof. Bogusława Śliwerskiego, przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, zamieszczona w tygodniku „Do Rzeczy” (28/2014). Wskazuje na znaczenie zindywidualizowanego podejścia do ucznia rozpoczynającego edukację elementarną, uwzględnienie w nim różnych możliwości odbioru dzieci. Oznacza to także potrzebą zapewnienia maksymalnej wolności nauczania, doboru treści, pomocy dydaktycznych przez nauczycieli, czego elementarz nie zapewnia. Powołuje się także na opinię prof. Edyty Gruszczyk-Kolczyńskiej, według której edukacja matematyczna jest w nim zawarta na niskim poziomie. Jeżeli w opinii Profesora elementarz jest infantylny i nieestetyczny, zawiera braki metodologiczne, nie opiera się na jakiejś spójnej psychologicznej koncepcji rozwoju dziecka, to rodzą się pytania zasadnicze i są powody do niepokoju. Porządna edukacja kosztuje. To jednak warunek niezbędny dla dobrego kształcenia młodych ludzi. Ta inwestycja zwróci się w dobrym rozwoju cywilizacyjnym. Być może podręcznik dla klas drugich szkół podstawowych będzie już oceniany mniej krytycznie. Będzie zawierał już wydzieloną część matematyczną, co może być rozwiązaniem idącym w dobrym kierunku.

Wyzwań jest więc sporo. Cóż, matematyka to nie tylko dyscyplina umysłu, ale i wyobraźni. Być może stąd szacunek matematyków dla poetów, muzyków. I wzajemnie. Wiersz to też liczba strof, zgłosek. Podobnie plany malarskie. Nuty muzyczne. Ciekawy może być też program włączenia studentów promujących matematykę wśród uczniów. Może potrafią łatwiej dotrzeć do umysłów, wyobraźni swych młodszych kolegów? Precyzyjne, logiczne myślenie jest zaś potrzebne każdemu i w każdej sytuacji.

A czy matematyka jest podstawowym językiem świata, które to pytanie postawiłem w tytule? Zdania są pewnie podzielone. I dobrze.

Wojciech Książek

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook