Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Mądry system obronny i szkolenia strzeleckie

16.04.2016

Ostatnio wróciłem do lektury książki-dziennika, który pisałem w wojsku, w latach 1981-1982 (wydałem tę książkę pt. „Wojsko, Dostojewski i ja, czyli stan wojenny w mundurze” w Wydawnictwie Marszałek w Toruniu). Lata mijają, a jego fragmenty poruszają dalej.

Może jest tak dlatego, że czas mej służby przypadł na okres tuż przed i pierwsze miesiące stanu wojennego. Bycie w tym czasie w wojsku, to szczególna perspektywa i doświadczenie. Chyba tym bardziej dla kogoś, kto mocno przeżył Sierpień 1980, wiew wolności i solidarności, jakiego doświadczyłem. A tu nagle powołanie i rok za bramą koszar. Dosłownie. 

Niejednokrotnie zadaję w dzienniku pytanie, jak to się stało, że wprowadzenie stanu wojennego – od strony wojskowej – było operacją udaną (nie znaliśmy oczywiście exodusu pułkownika Ryszarda Kuklińskiego). Piszę o znaczeniu selekcji kadry oficerskiej,  roli propagandy - indoktrynacji, kształtowaniu prostej wizji świata: MY – ONI, wyrabianiu w kadrze zawodowej poczucia kastowości (bycie ponad prawem, dostęp do dóbr – owe wojskowe „Konsumy”), 
Co ciekawe, gdy czytałem ten tekst obecnie, to bardziej od opisu różnych stanów w okolicach 13 grudnia 1981 roku mocniej przejęły mnie opisy sytuacji, gdy obserwowałem (czasami jako dyżurny na kompanii) znęcanie się żołnierzy starszych służbą nad młodszymi, tzw. kotami. Nie mogłem nad tym przejść obojętnie. I, jak piszę, koszary to była taka swoista szkoła – zakład wychowujący do dorosłego życia w PRL-u. 


Najpierw było się gnębionym, potem samemu się gnębiło. Myślenie zastępowały przekleństwa, tumiwisizm, znieczulica. Do tego alkohol, durne gadki o „zarywaniu d…”. czy o „trepach”, czyli żołnierzach zawodowych. Ten system był na rękę rządzącym. Oduczał indywidulanej odpowiedzialności, pacyfikował poborowych –  odbierał zasady etyczne i zamazywał osobowość, uczył swoistego rozdwojenie jaźni i postaw.

Piszę o tym widząc potrzebę przygotowania wojskowego młodych ludzi. Uważam dalej, że jest ono niezbędne. Mniej mi chodzi o przedmioty w szkole, gdzie „Przysposobienie obronne” zastąpiła „Edukacja dla bezpieczeństwa”. Ważniejszy jest problem treści. Świat jest dzisiaj taki, iż nie wystarczy tylko przyuczać do niesienia pierwszej pomocy. 


Sprawa jest poważna. Polska powinna rozwijać system szkoleń obronnych, mających na celu oswojenie młodych ludzi z obchodzeniem się bronią, czyli przechodzenie kursów strzeleckich. Jak trzymać popularnego „kałasznikowa” czy pistolet, jak ładować i przełączać na ogień pojedynczy lub ciągły, jak uważać na odrzut, co to jest zgranie muszki ze szczerbinką, itd.. Tego typu wiedza, szkolenia nie mają nic wspólnego z pacyfizmem, który może być zjawiskiem sterowanym propagandowo z zewnątrz (a wyczuwa się ową agenturę wpływu choćby w mediach elektronicznych). To najlepszy system obronny tym bardziej, że Polacy mają w genach skłonność do podejmowania działań powstańczo-partyzanckich, insurekcyjnych. Ale muszą wiedzieć, jak mają zabezpieczać WOLNOŚĆ swoją, swego domu, wsi, osiedla. A to przecież ważne skrawki Polski, naszej ojczyzny. Jak w powtarzanej przez nas pieśni: „Twierdzą nam będzie każdy próg…”.
Pisałem już na tym blogu: „Nasza historia również uczy, że w sytuacjach zagrożenia, okupacji, najbardziej sprawdzającym się modelem obronności w dłuższym wymiarze – oprócz sił szybkiego reagowania – jest przygotowanie społeczeństwa do pracy konspiracyjnej, partyzanckiej, mieszczącej się w filozofii, iż każdy dom jest twierdzą, jest redutą polskości. Tak zresztą dzieje się w Szwajcarii, podobnie w niektórych krajach skandynawskich. Warto z tych rozwiązań korzystać”. 
Jest czas i klimat ku temu, aby przygotować i pilnie wdrażać plan ogólnospołecznego przygotowania kolejnych roczników z podstaw wojskowości. To mogą być krótkie moduły: dwu-czterotygodniowe Może to być oferta skoszarowanych obozów, ale też zajęć, gdzie się dochodzi po pracy, czy w czasie weekendów (jak ktoś nie chce tracić dni pracy, studiów). Gdy będą to moduły krótkie, intensywne, nie będzie czasu na owe patologie wymienione wyżej, czy topienie wolnego czasu w alkoholu. To nie ma być przysłowiowa zabawa w wojsko, czy bezmyślne klepanie w daszek. Można wykorzystywać tu organizacje paramilitarne, jak Związek Strzelecki, który nawiązuje do tradycji piłsudczykowskiej. Trochę żenujące jest to ciągłe oczekiwanie, że Amerykanie nam pomogą, zainstalują, postacjonują. Weźmy sprawy przede wszystkim w swoje ręce. Zacznijmy od siebie. 


Warto pamiętać, że 1 września 1939 roku Polskie Radio emitowało informacje o wojnie, powtarzając, że „WSZYSCY JESTEŚMY ŻOŁNIERZAMI”. To niezwykle ważne słowa odwołujące się od naszego osobistego i zbiorowego patriotyzmu. Tylko trzeba dać nam-narodowi szansę. I obyśmy nie obudzili się za późno! A jak uczy historia, nasi sąsiedzi nie zasypiają przysłowiowych gruszek w popiele. 

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook