Jedynie prawda jest ciekawa

Lustracja a nauczanie historii w szkołach

06.03.2016

Rzeczywiście mamy zawikłaną Historię… Ale też niezwykłą.

Niedawno nauczycielka historii pytała się, co ma mówić na temat lustracji, obecnych rewelacji z szafy Czesława Kiszczaka. I to wcale nie są takie błahe pytania, kiedy młody człowiek dla przykładu zapyta, czy donoszenie, i to za pieniądze, ma stać się cnotą?

Żyjemy w takim dosyć rozedrganym czasie. Te ostatnie dni to głównie obchody dni Żołnierzy Wyklętych i sprawa tzw. teczek i szafy generała. 1 marca oglądałem w telewizji materiały o Żołnierzach Wyklętych na TVP – najpierw z uroczystości na placu k. Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie (pokazywała tylko TVP i TVP INFO, nie TVN24, nie Polsat NEWS), potem na TVP Historia.

Poruszał szczególnie dokument o Danucie Siedzikównej „INCE”. Jak człowiek pomyśli, że dziewczynkę, bo zginęła w więzieniu w Gdańsku w sierpniu 1946 r., na kilka dni przed ukończeniem 18. roku życia, zabijali żołnierze, którzy ponoć zgłosili się do wykonania wyroku na ochotnika, jak usłyszała słowa dowodzącego: „Po zdrajcach narodu polskiego, ognia”, to po prostu hańba. Jak u Mickiewicza w wielkim wierszu „Do przyjaciół Moskali”: „Hańba ludom co swoje mordują proroki”.

Rzeczywiście mamy zawikłaną Historię… Ale też niezwykłą. Myślę, że dlatego tym bardziej warto cieszyć się, że urodziliśmy się Polakami. Jak ktoś mówił o Polsce, że jak tu przyjeżdża, to czuje, że jest to „omodlony kraj, ziemia…” Jakie to ważne, żeby identyfikować groby, stawiać krzyże, zapalić znicze, odprawić modlitwę. Jak Antygona. 

Draństwo komunistów polegało i na tym, że na tzw. warszawskiej „Łączce”, na zbiorowych mogiłach Żołnierzy Wyklętych, nawieziono ziemię i jeszcze w latach osiemdziesiątych XX wieku chowano rodziny dygnitarzy partyjnych. Żeby ukryć, zatrzeć ślady. Jak skrupulatni Niemcy, którzy w Piaśnicy na Kaszubach, po czterech latach odkopali zbiorowe mogiły w 1944 roku i rękami więźniów ze Stutthofu, jeszcze raz popalili ciała. Stąd zachowały się tylko dwie z ogółu około 14 tysięcy zabitych w Lasach Piaśnickich na początku II wojny światowej. 

Gdy obecnie próbuje się przerzucić winę na żołnierzy, którzy po wojnie nie złożyli broni, to ręce opadają. Tak, przemoc rodzi przemoc, ale trzeba pamiętać o proporcjach, o wiarołomności sowietów, jak ich list żelazny dla tzw. szesnastu podstępnie zwabionych i wywiezionych do Moskwy. Jak wielu z żołnierzy AK, który złożyli broń, by potem być zesłanych do syberyjskich łagrów (pokazuje to choćby znakomity film „Róża” Wojciecha Smarzowskiego). Chwała żołnierzom, ich rodzinom, lekarzom, leśnikom, rolnikom, którzy z narażeniem życia im pomagali. I tak ważna jest pamięć, jak działania grupy prof. K. Szwagrzyka. Sam mniej wierzę politykom, bardziej polskości, naszemu pięknemu miejscu na ziemi nad Wisłą, Tatrami i Bałtykiem, Wielkim Polskim Zmarłym. A pielęgnowanie grobów może tworzyć metafizyczną więź ze Zmarłymi, pomagać nam, żywym. Czasami może to być najważniejszy wymiar indywidulanej religijności. I ostoja. Jak kiedyś powiedziała prof. Maria Janion – „Do Europy? Tak, ale z wielkimi naszymi zmarłymi”.

W tym kontekście inaczej widzi się tzw. szafę Czesława Kiszczaka. Haniebne gierki małych etycznie gości. Wydaje mi się, że trzeba te różne zaniechania, haki, próbować po prostu przeciąć. A czas po wyborach w 2015 roku jest ku temu.  Ustawa o IPN (przyjęta 18 grudnia 1998 r. – ten czas AWS-u, szczególnie początkowy, był w mojej ocenie bardzo efektywny. Nam chodziło o Polskę. Potem już było gorzej) daje możliwość dokonania rewizji, grozi do 5 lat za ukrywanie dokumentów. Trzeba było jednym cieciem, jak przyszła żona Cz. Kiszczaka, wytypować kilka osób (także związanych z zabójstwem ks. Jerzego Popiełuszki) i tego samego dnia, o tej samej godzinie wkroczyć z nakazami prokuratorskimi do ich domów, w celu przeszukania. Fakt, że tego nie zrobił dotąd pion śledczy IPN, że dwa tygodnie upłynęło od pierwszej wizyty zony Cz. Kiszczaka do spotkania z prezesem IPN rodzi niepotrzebne spekulacje. A byli funkcjonariusze to nie byli frajerzy. Dano im kolejny czas na zacieranie śladów, chowanie polis ubezpieczeniowo-biznesowych gdzieś po skrytkach, szałasach, jak w filmie „Kret” w reżyserii R. Lewandowskiego.

A TW „Bolek” i pytania ucznia? 

Niezbyt odpowiadał mi styl działania byłego przewodniczącego „S”, Prezydenta RP, niejednoznaczność używanego języka, owo czasami zbyt nachalne „ja…,ja…”.  Ale doceniam fakt, iż był liderem wielkiego ruchu, który stał się i moją osobistą nadzieją. I na swój sposób wspólnym zwycięstwem. Nie wpiszę się jednak do chóru tych, którzy broniąc L. Wałęsy, nie czekając na wyniki ekspertyz grafologicznych, jakby bronili własnej przeszłości, biografii. Zło musi pozostać złem, jak dobro, dobrem. Inaczej się pogubimy, pomieszają się nam języki. Szkoła też się pogubi w uczciwym przekazie uczniom. Ona musi być oparta na skale wartości. Na kluczeniu, półprawdach buduje się co najwyżej zamki z piasku na plaży. A prawda wyzwala. Daje też ten moment katharsis, który oczyszcza przedpole, wnętrze, pozwala ruszyć do przodu. Tego nam potrzeba w szukaniu podstaw WSPÓLNOTY. 

Ps. Przy okazji uwag na temat filmu „Wałęsa, człowiek z nadziei” w reżyserii Andrzeja Wajdy pisałem jakiś czas temu na tym blogu: (…) Cieniem, z którym zmagają się także autor scenariusza i reżyser, jest problem współpracy Lecha Wałęsy ze służbami specjalnymi PRL. Próbują to w filmie relatywizować twierdzeniem, że po grudniu 1970 podpisał jakąś „lojalkę”, czy grepsami w rodzaju „Chcecie mnie zrobić za psa?”. Z różnych tekstów wyłania się trochę inny obraz tamtych zdarzeń. Tekstów niepełnych, bo jak pisze część historyków, w trakcie prezydentury Lecha Wałęsy nastąpiły ubytki w dokumentacji tajnych współpracowników.  Osobiście staram się pamiętać, żeby nie oceniać zbyt negatywnie tych, których w różny sposób zwerbowano przed 1980 rokiem (niechlubna triada: „worek – korek – rozporek”). Oczywiście nie dotyczy osób, które donosiły na kolegów z pracy i to za pieniądze, owe wirtualne wygrane w totolotka. Bo kto wcześniej mógł przewidzieć, że nastąpi taki przełom. Dla mnie konformistami, ludźmi małego ducha byli ci, którzy podjęli współpracę po 1980 roku, w stanie wojennym. Bądź robili tzw. kariery w partii czy przybudówkach młodzieżowo-studenckich, jak następca Lecha Wałęsy w Belwederze. Szkoda, że pierwszy przywódca „S” nie wyjaśnił do końca tych faktów, o których wspominał zresztą w książce biograficznej „Droga nadziei”. W polskiej kulturze znamy momenty przemiany, ale i wybaczenia, jak w przypadku Konrada Wallenroda, czy Kmicica w „Potopie”. Można odkupić dobrymi czynami jakieś naganne postępki z przeszłości. Ale trzeba umieć to powiedzieć, pokazać. Prawda czasami nawet bardzo boli, ale i oczyszcza. Polacy potrafią wybaczać, ba, może czasami aż za mocno wbrew zasadzie: „Wiele wybaczam, ale nie zapominam”.

A przez te niejasności, groźby procesów, zablokowany został swobodny obieg idei. Tworzy się mity, legendy, gdzieś tam w głębi podszyte strachem. Że prawda wyjdzie na jaw. Wielka szkoda, że tak się stało. Że część z polskich cokołów ma niezbyt solidne podstawy…(…) Czy młodzież przyjmie ten typ bohaterstwa, a raczej legendy, mitu? Mam wątpliwości. Nie mam, gdy chciałbym zaakcentować słowa z filmu, iż „wolność jest prawem człowieka”. Bo jest. Oraz na PRAWDZIE, zgodnie ze znanym powiedzeniem, że: „Tylko prawda jest ciekawa”. Przypominając, że wolność to także rozumne prawo do własnego zdania, nie na kolanach, nie w myśl słynnej uwagi Stańczyka z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego: „ale świętości nie szargać, bo trza, żeby święte były, ale świętości nie szargać: to boli”. Czasami lepiej niech poboli.”

I może słowa ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którymi kończyłem tamten tekst, najpełniej oddają tę wieloznaczność: „Wałęsa był i zarazem nie był żartem historii”.

Wojciech Książek

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook