Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Ksiądz profesor Janusz Pasierb i edukacja regionalna

07.01.2014

Niedawno miałem okazję uczestniczyć w prezentacji bardzo ciekawego programu poświęconego osobie księdza profesora Janusza Pasierba.

Był przedświąteczny niedzielny wieczór, zamieć i wichura, neogotycki kościół w Żarnowcu na Pomorzu i występ grupy osób w różnym wieku przybliżających postać niezwyczajnego Profesora, który był związany z tym zakątkiem Kaszub. Przyjeżdżał tu na letni wypoczynek z Pelplina, gdzie był pedagogiem w seminarium duchownym, tu też malował, pisał wiersze, tomy esejów, odprawiał Msze.

W 20 lat od jego śmierci grupa osób związanych z Oddziałem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z siedzibą w Krokowej, przygotowała ten występ. Dużo w tym inspiracji prezes Ewy Kur z mężem, wspierających ich Jadwigi Kirszling, Marianny Styn, Elżbiety Trela, zespołu „Cztery Razy w Roku”, grupy młodzieży szkolnej. Wszystkiego dyskretnie doglądał ksiądz proboszcz Krzysztof Stachowski. On sam, parafia, zresztą nie po raz pierwszy, scalają społeczność lokalną. Płynęły tony muzyczne, słowa o życiu, o matkach i ich czekaniu, o pięknie takich miejsc jak Żarnowiec. O znaczeniu mądrego dystansu i pokory. 

Ten piękny występ, złożenie róży pod fotografią zmarłego po raz kolejny uświadamiały, jak wielkie znaczenie ma kultywowanie PAMIĘCI, okazywania szacunku dla osób, które coś dodatkowego dały z siebie dla budowania mniejszej-większej wspólnoty. A to szczególna cecha Kaszubów i ZK-P. W rzeczywistości codziennej bywa, jak to w życiu, różnie, ale ów watek powrotu do swych wielkich poprzedników jest tu bardzo ważny, jak do Antoniego Abrahama, Jana Drzeżdżona, Lecha Bądkowskiego, Róży Ostrowskiej (myślę, że tak będzie się też widziało niedawno zmarłego prof. Brunona Synaka). Podobne starania dotyczyły ocalenia języka kaszubskiego. To, że młodzież ma nie tylko okazję nauki, ale nawet zdawania matury z języka kaszubskiego, jest jakimś tego zwieńczeniem.

Ten szacunek dla małych ojczyzn był i pozostaje także dla mnie bardzo ważny. Jest, powinien być, jedną z podstaw nauczania szkolnego. Bo nauczanie, wychowanie są jak kręgi na wodzie, które poznaje dziecko, od sukni mamy i domu rodzinnego zaczynając. Zgadzam się ze sławami wspomnianego na początku prof. Janusza Pasierba, iż „nie można tak naprawdę kochać dużej ojczyzny bez miłości do małej”. Poznawanie-miłość do małej ojczyzny ma być uzupełnieniem, a nie opozycją do tej dużej. Równie bliska i przekonująca jest lapidarna definicja edukacji regionalnej sformułowana przez prof. Kazimierza Kossak-Główczewskiego, iż jest to „powrót do domu”.

Szczególnie w czasie pełnienia funkcji ministerialnej, wspierając rozwój edukacji regionalnej, starałem się kierować prostym i jasnym wskazaniem, w myśl którego tylko człowiek, który wie, kim jest, tak naprawdę znajdzie busolę, aby wiedzieć, dokąd pójść. A tu świadomość korzeni jest kluczowa. Staraliśmy się też akcentować, że edukacja regionalna to nie tylko folklor i sztuka ludowa. Z tej optyki wynikała też konstrukcja podstaw programowych. Widzieliśmy je jako postępujący proces poznawania, jak rozchodzące się kręgi na wodzie, poczynając od nauczania początkowego. 

Zaczynem edukacji regionalnej jest rodzina. To miejsce najbliższe dla młodego człowieka, pierwszy krąg poznania. Wraz z rozwojem dochodzą kolejne. Mówimy o wychowaniu do życia w społeczności lokalnej, w oddziale klasowym, społeczności gminnej, powiatowej, o poznawaniu świata poprzez „małe ojczyzny”, o umiejętności oswajania tej przestrzeni, która nasycona jest tradycją przodków, przekazem pokoleń. Kolejne wielkie wtajemniczenie to już wtajemniczenie w polskość, w „dużą” ojczyznę, w to, co jest może trochę staroświeckie, ale przecież wciąż aktualne – w patriotyzm. Proces kształtowania miłości, szacunku do Polski rozwija się i w krąg poznania Europy, świata, kultury śródziemnomorskiej, systemu wartości, jaki zrodziło chrześcijaństwo.

Akcentując znaczenie edukacji regionalnej danego terenu, staraliśmy się łączyć ją z szeroko rozumianą edukacją ekologiczną. Chcieliśmy, aby szkoła potrafiła zaszczepić w młodych ludziach miłość i szacunek do przyrody, zabytków, całego dziedzictwa kulturowego. Jak ta edukacja jest ważna, świadczą chociażby zaśmiecone lasy, co jest przygnębiające tym bardziej dla tak zapalonych zbieraczy grzybów, jak ja. Ba, tych stert puszek, różnego śmiecia, worków foliowych nie wywożą tam dzieci. Piękno przyrody ojczystej trzeba ocalać także dla następnych pokoleń. Podstawową szansą jest tu solidarna edukacja ze strony rodziny i szkoły. Miarą społeczeństwa obywatelskiego nie jest tylko stosunek do osób niepełnosprawnych, ale także do otaczającej nas przyrody. I tak naprawdę ogłaszany corocznie „dzień sprzątania świata”, powinien obowiązywać każdego dnia. Idea dbania o naszą planetę powinna tkwić głęboko w naszej świadomości..
I znowu tak wiele zależy tu od nauczycieli, ich pasji, „czucia” regionu, w którym żyją i uczą. Będąc kiedyś w Nowym Sączu na konferencji na temat edukacji regionalnej, usłyszałem, że górale dzielą swoich współmieszkańców na „pnioków”, czyli mieszkających na danym terenie od wielu pokoleń, na „krzoków”, czyli mieszkających tam na stałe ale od niedawna i „ptoków”, czyli osoby, które nie planują tam w ogóle stałego zasiedlenia. I co ciekawe, z ich analiz wynikało, że największymi entuzjastami edukacji regionalnej były nie „pnioki”, a „krzoki”, czyli ci, którzy stosunkowo niedawno podjęli decyzję, że tam zostaną na stałe.

Chyba świeżość bilansu zysków daje im energię  do promowania swej nowej „małej ojczyzny” z wyboru. A rola nauczyciela z pasją jest decydująca w dobrym prowadzeniu zajęć związanych z edukacją regionalną.
Stąd tak ważna jest realizacja programu przygotowania nauczycieli do prowadzenia tego typu zajęć (na przełomie wieków starliśmy się wspierać system studiów podyplomowych, czy publikacje). Co ciekawe, wielu wspaniałych nauczycieli mówiło, iż zadania wychowawcze łatwiej realizować w wymiarze lokalnym. Mimo wszystko szybciej znaleźć wzór postępowania, zachować wiarę w wartości, obserwując rzeczywistych i bliskich bohaterów dnia codziennego, niż wzlatujące i często równie szybko spadające gwiazdy życia publicznego. Stąd i znaczenie nauczycieli-pasjonatów – nie tylko dla szkoły, ale i dla danej wspólnoty. 
Stąd też znaczenie takich osób, jak wymieniona na wstępie Ewa Kur z Dębek, jak młodzi członkowie zespołu „Cztery razy w Roku”, dzięki którym to, co wartościowe z przeszłości - może współtworzyć to, co nowe. Inaczej grozi dalsza atomizacja społeczeństwa, akcentowana często jako tzw. inwestycja w samorozwój. 

Wojciech Książek

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku.

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook