Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kasa Misiu, kasa!

11.06.2012

Dlaczego, rodzi się pytanie, to milczenie wójtów, burmistrzów, starostów, prezydentów wobec władzy centralnej?

Za komentarz obecnej sytuacji w edukacji niech wystarczy przytoczenie fragmentu z felietonu redaktora Piotra Zaremby z „Uważam Rze” (22/2012), w którym stwierdza m. in.: „Ten rząd ani razu nie wyłożył edukacyjnej strategii. Z tego punktu widzenia minister Krystyna Szumilas jest figurantką pokrywającą nieśmiałym milczeniem cele, które ukryto. (…) PO edukację traktuje głównie jako źródło oszczędności”.

Osobiście sądzę, że właśnie w tych drastycznych niedoborach finansowych tkwi źródło obecnych problemów oświatowych. Tego faktu nie zmienią różne socjotechniczne zabiegi, jak wystąpienie premiera Donalda Tuska w obronie minister Krystyny Szumilas (w czasie debaty nad wnioskiem Klubu Parlamentarnego PiS o jej odwołanie). Mówienie, że jest to rząd, który naprawia wieloletnie zaniedbania w dziedzinie edukacji jest swoistym kuriozum. Takie jednak mamy czasy, że wmawiać ludziom próbuje się wszystko. A im mocniej przyłoży się opozycji, tym wyraźniej mogą wzrosnąć słupki sondażowe. Dzisiaj nie dążenie do prawdy, idea dobra publicznego, a konflikt (często w ordynarnej formie) napędza scenę polityczną.

Tymczasem nie ma pieniędzy na podstawowe zadania oświatowe. Zmagają się z tym samorządy terytorialne, dyrektorzy szkół, nauczyciele. W ubiegłej kadencji, co trzeba uczciwie oddać, zwracano uwagę na realny wzrost płac. Ba, tylko oprócz płac jest także rzeczowe utrzymanie szkół, wydatki na tzw. media, niezbędne remonty, koszty wprowadzania zmian takich jak planowana obecność dzieci sześcioletnich w szkołach. Rządowa subwencja tego nie zapewnia, organy prowadzące często nie mają dodatkowych dochodów, nie mają skąd pokrywać tych niedoborów.

Stąd tak drastyczne decyzje o zwolnieniach nauczycieli (problem szczególnie nasila się pod koniec maja – gdy zamyka się ruch służbowy na dany rok). Podobnie podejmowanie decyzji o likwidacjach szkół, o prywatyzacji, np. większości przedszkoli.

To absurd w czasie, gdy od 2014 roku planuje się wprowadzenie obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Wtedy w jednym roczniku spotkają się dwa. I będzie się ta podwójna grupa przesuwała do ukończenia liceum, szkół zawodowych, czyli przez 12-13 lat. Zamiast poczekać, nie narażać tego rocznika na przeładowanie klas, prace szkół na dwie, a nawet trzy zmiany, podejmuje się inne decyzje.

Dlaczego, rodzi się pytanie, to milczenie wójtów, burmistrzów, starostów, prezydentów wobec władzy centralnej? Czy to koneksje partyjne (wielu jest związanych z PO i PSL), czy wyrachowanie, żeby z władzą lepiej nie zadzierać (a są też inne potrzeby – np. wystąpienia o dostęp do środków unijnych), czy swoisty handel innymi kompetencjami (np. uzyskaniem prawa większości w konkursach na dyrektorów szkół, większym prawem do zwalniania nauczycieli czy likwidacji szkół, odejściem od społecznego opiniowania planów pracy szkół). Niezależnie od motywów, ta postawa nie poprawia stanu finansów w oświacie. Hasło: nauczycielu, chroń się sam, można rozszerzyć także na dyrektorów. Ich możliwości manewru dla poprawy kształcenia, wychowania, opieki bywają często mocno iluzoryczne.

Wojciech Książek

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook