Jedynie prawda jest ciekawa

Karta Nauczyciela – dziecko „Solidarności” oświatowej

26.04.2015

Z zaskoczeniem odebrałem niedawną wypowiedź minister Joanny Kluzik Rostkowskiej, mówiącej, że Karta Nauczyciela to relikt „głębokiej komuny”.

Jest to prawda tylko częściowa, formalna, stąd mój komentarz w tej sprawie.

Rzeczywiście sama ustawa została przegłosowana w Sejmie 26 stycznia 1982 roku. Ale, tak naprawdę przegłosowano projekt, który trafił do parlamentu przed ogłoszeniem stanu wojennego i który był ewidentnym dzieckiem środowisk solidarnościowych. Powstanie takiej ustawy był jednym z podstawowych postulatów strajku ludzi oświaty – głównie nauczycieli, który jesienią 1980 roku miał miejsce w Urzędzie Wojewódzkim w Gdańsku. Wówczas sformułowano kilkadziesiąt postulatów, z których te dotyczące uregulowania statusu zawodowego nauczycieli należały do najważniejszych. Zmiany dotyczyły m. in. ograniczenia liczby uczniów w zespole klasowym, obniżenia pensum dydaktycznego, wprowadzenia dodatku za wysługę lat (żeby był naliczany za każdy rok pracy), zwiększenia uprawnień Rady Pedagogicznej i rodziców. 
Nasuwa się pytanie, dlaczego władze stanu wojennego zdecydowały się na tak szybkie przegłosowanie tej ustawy? Odpowiedź jest oczywista i warto, aby przyjęła ją także minister J. Kluzik-Rostkowska. Uchwalając ją chciano uspokoić często negatywne reakcje nauczycieli na delegalizację NSZZ „Solidarność”, internowania. Paradoksalnie, w czasie PRL-u wobec nauczycieli, podobnie np. jak wobec środowiska twórców, postępowano bardzo elastycznie. Władze, chcąc stworzyć „nowego człowieka”, zdawały sobie sprawę, ile w tym zakresie zależy od szkoły, ile od literatury, teatru, kina. A metody stosowano różne, zazwyczaj kija i marchewki. Pierwsze miesiące, a właściwie lata stanu wojennego, to także czas weryfikacji nauczycieli. Zaczęto wiosną 1982 roku od liceów, potem techników i szkół zawodowych, następnie szkół podstawowych, na końcu, już w 1984 roku, weryfikowano kadrę szkół specjalnych (o zjawisku weryfikacji pisałem kilkakrotnie, także na tym blogu). 
Trzeba też wiedzieć, że w wielu krajach, także w Polsce, obowiązywały, oprócz Kodeksu Pracy, także szczególne regulacje dotyczące zawodu nauczycielskiego. W Polsce była to:
Ustawa o stosunkach służbowych nauczycieli z 1 lipca 1926 roku, która była ważnym fragmentem ówczesnej reformy szkolnictwa polskiego wprowadzonej przez Ministerstwo Wyznań i Oświecenie Publicznego kierowane przez Janusza Jędrzejewicza.
Karta praw i obowiązków nauczycieli z 27 kwietnia 1972 r., która między innymi obniżała pensum nauczycieli.

Rodzi się też pytanie, dlaczego środowisko nauczycieli z takim uporem broni ustawy Karta Nauczyciela. I znowu odpowiedź jest dosyć oczywista. Z jednej strony wynika to z poczucia pewnej specyfiki tego zawodu, które to zdanie podzielam. Gdy więc mają swe odrębne regulacje górnicy, wojskowi, policjanci, trudno się dziwić, że ludzie oświaty chcą podobnego dokumentu. A dlaczego taki opór wobec zmian nawet w tym dokumencie? Po pierwsze, one zachodzą. I, jak często zauważają nauczyciele, zazwyczaj na ich niekorzyść. Lista potrzebnych zmian jest długa. Np.:
a. Wykreślenie tzw. godzin karcianych, czyli 1-2 godzin tygodniowo, które nieodpłatnie musi odpracowywać nauczyciel.
b. Brak określenia w KN pensum także dla nauczycieli-pedagogów, psychologów, logopedów.
c. Przyjęcie korzystniejszych dla nauczycieli rozwiązań emerytalnych. 
d. Określenie standardu stanowiska pracy nauczyciela, który umożliwi realizację dydaktyczno wychowawczego programu nauczania, niezależnie od zamożności organu prowadzącego, 

I jest jeszcze drugi powód. Środowisko ludzi oświaty ma poczucie braku DIALOGU w sprawach edukacyjnych, a to z kolei wpływa na brak tak ważnego ZAUFANIA. Nawet ukuło się stwierdzenie, że: ”MEN jak nawet słucha, to nie słyszy”. Trudno zasiadać do stołu rozmów z partnerami, którym się niedowierza (pewnie druga strona myśli podobnie…). Trudno rozmawiać tym bardziej, gdy ma się poczucie, że w razie wygranej tej koalicji w wyborach parlamentarnych jesienią 2015 roku, zmiany statusu polskiego nauczyciela mogą być jeszcze bardziej drastyczne. „Taki dzisiaj mamy klimat”…, by skorzystać z powiedzenia przedstawicielki tej formacji, która już się przeniosła do Brukseli. I co zrobić, gdy ludzie przyjmują i takie argumenty? 
Tak więc Karta Nauczyciela to nie jest relikt stanu wojennego, ale dokument, który już wtedy starał się przekazać, że nauczyciel jest urzędnikiem państwa polskiego, któremu należy się szczególna pomoc i ochrona, bo zajmuje się skarbem największym – dziećmi i młodzieżą. Czyli tak naprawdę naszą przyszłością. Tylko kto dzisiaj o takiej perspektywie Rzeczpospolitej chce jeszcze pamiętać? I to jest problem ludzi władzy i to różnych szczebli, dla których szkoła, nauczyciel to głównie pozycja kosztowa.
I wreszcie warto pamiętać o prostym, ale dosyć prawdziwym powiedzeniu, że „Kto z Kartą wojuje, prędzej czy później z MEN-u wylatuje”. Nauczyciele są teoretycznie siłą dosyć bezbronną, mimo że grupą półmilionową, ale stają za nimi pewne racje. Racje moralne, cywilizacyjne, z którymi trudno skutecznie walczyć, a które mogą dotknąć zbyt pewnych siebie ministrów, czy ten, czy inny rząd. Samorząd zresztą też.

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook