Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Język polityków, język dzieci i młodzieży (cz. II)

05.09.2014

Kontynuując rozważania na temat współczesnego języka polityki, ale też polskiej szkoły, warto przypomnieć słowa Cypriana Kamila Norwida, który przedstawił prawie 150 lat temu ważną diagnozę społeczną: „Jesteśmy wielkim narodem, jesteśmy żadnym społeczeństwem”.

Norwid apelował też, co jest dzisiaj niezwykle aktualne, abyśmy „potrafili różnić się pięknie”. 

Ten szemrany język polityków nie zrodził się z niczego. Rządzący wiedzą, jak my sami obniżyliśmy horyzont oczekiwań. Jak często wybieramy pozór, blichtr, życie na kredyt. Ile w nas jest zafałszowań, przyzwolenia na codzienne zło. Jak marny zaczyna być nasz język, tendencja do obmowy bliskich. Akceptacja dla podwójnej rzeczywistości. Jak w PRL-u, co innego oficjalnie, co innego zakulisowo. Co innego w deklaracjach słownych, co innego w czynach, np. przy kartce wyborczej, czy w owym kawiarnianym studio nagrań. Niewielu potrafi postawić sobie lustro, przypomnieć słowa Mikołaja Gogola: „Z kogo się śmiejecie? Z siebie się śmiejecie”. 

Można powiedzieć, że ludzie wierzą w to, w co chcą wierzyć. Do tego ciężko pracują, chcą mieć tzw. święty spokój. Wciąż też dochodzi do głosu trening z czasu PRL-u, ów homo sovieticus w nas, wszczepianie maksymy: „Tisze budujesz, dalszje ujediesz”. Warto pamiętać, że 4 czerwca 1989 roku, które niby było takim świętem wolności, prawie 40% dorosłych Polaków nie poszło na wybory. Że nasza armia zmieści się na stadionie narodowym. Że za siedmioletnich rządów tej koalicji dług publiczny wzrósł o ponad 400 mld zł (ok. 60 mld dolarów), a ludzie wierzą, bo chcą mieć święty sposób, że ta władza, jej premier są niegroźni, że winni są jacyś inni. Co złego to nie oni. Co trzeba załatwić, to może kiedyś. No i jak nie my, to ten straszny PiS czyha u bram władzy. Oj, co to wtedy będzie…
I trwa coraz częściej taki bezmyślny rechot, na którym grają cynicznie rządzący. Żerują tym bardziej, gdy brak jest głosów, jak kiedyś choćby słów Wojciecha Młynarskiego: „Ludzie to lubią, ludzie to kupią, byle na chama, byle głośno, byle głupio”.  Tych wiarygodnych luster brakuje nam coraz bardziej.

Słowa i młodzież

I trwa taki chocholi taniec. Rzadko pojawiają się pytania, jak Panny Młodej do Poety: „A kaz tyz ta Polska, a kaz ta?” . Czy te z „Kwiatów polskich” Juliana Tuwima: „Lecz nade wszystko - słowom naszym, zmienionym chytrze przez krętaczy, jedyność przywróć i prawdziwość: Niech prawo - zawsze prawo znaczy, a sprawiedliwość – sprawiedliwość”. 

Słowa na słowa, słowa przeciw słowu. Zapomnianymi stają się biblijne: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi”. Język marnieje, jak marnieje duchowa jakość naszego życia. Pytanie, czym karmimy własne dusze, jest coraz bardziej spychane w niebyt. Wiele jest tego przyczyn. O jednej mówi Tadeusz Różewicz w wielkim wierszu „Ocalenie”, że po czasie wojny, zagłady, „Słowa stały się tylko wyrazami”. 

I jaki ma wynikać z tego przekaz dla młodzieży, dla polskich szkół? Jaki, gdy jak mówi Robert Gliński, autor filmu „Cześć, Tereska”: „Rośnie nowe pokolenie, które można zdiagnozować, przeanalizować, ale którego nie można zrozumieć. To pokolenie, które żyje chwilą, jest pozbawione celów życiowych, nie uznaje żadnych wartości. Dla nich nie istnieje zło, bo nie znają pojęcia dobra. Nie przejmują się śmiercią, bo nie przejmują się życiem...”  To jest problem. Bo z tego wynika ten zasadniczy: Quo vadis Rzeczpospolito? Ile osób go sobie stawia, przełączając kanały z jednej telewizji informacyjno-kabaretowej na inną?

I co dalej? Co robić?

W tekście wykorzystałem sporo cytatów. Nie chciałem jednak udawać, że odkrywam coś, co już było. Ktoś to już nazwał, opisał. Skutek widzimy. Żyjemy jednak nie tylko dla konstatacji, stawiania diagnoz, ale też dla szukania wyjścia, podstaw do czynu, Owej herbertowskiej wierności drodze. Nie można tylko kołysać się sieroco. Trzeba szukać nadziei, nie wpadać w tzw. czarną dziurę rozpaczy.

Wydaje się, że podstawą jest to, co Jan Paweł II nazwał pracą nad pracą. Język, którym się porozumiewamy, jest jej integralną częścią. Trzeba dążyć do uporządkowania umysłu, świata wartości. Przypomnieć sobie kody dzieciństwa, smak miłości matki, kolegów z podwórka, szkoły. Po raz kolejny odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania: kim jestem?, jak chcę żyć? Umieć oddzielić ziarno od plew, informację od propagandy, wmówień. Od tego, co papież Benedykt XVI nazwał postępującą kulturą relatywizmu, jako metody rządzenia. Drwina, ironia jest bronią obosieczną. Warto hamować reakcje cyniczne, atak na polskie strefy zero. Bo to tak, jakbyśmy podcinali gałąź, na której siedzimy, odcinali drzewo od soków życia.  

To są także zadania polskiej szkoły. Ona musi być zbudowana na wartościach, musi przypominać młodym ludziom znaczenie słów marszałka Józefa Piłsudskiego – „Zwyciężyć i spocząć na laurach – to klęska”. Czy przestrogi zawartej w „Antygonie” Sofoklesa: „Kogo Bóg chce zgubić, temu wpierw rozum odbiera” .

Nie można do tego dopuścić w zmaganiach z życiem. Pal diabli tych od taśm, którzy już ulegli przekonaniu, że słabsi to frajerzy, że prawo jest dla biedaków, że jakie państwo, takie elity. Przyjęcie takiego punktu widzenia może wyglądać na próbę rozmycia odpowiedzialności ludzi nagranych w tej restauracji. Nie, szkoda na nich słów, bo problem jest szerszy. Nie gódźmy się, abyśmy my, aby też szkoły, nasza młodzież żyła w takiej relatywistycznej miazdze.

Tak, to jest apel o etykę heroiczną w naszym życiu i to w duchu najlepszych polskich wzorców zapisanych u Conrada, czy Herberta, której mottem mogą być słowa świętego Jana Pawła II: „kto chce dotrzeć do źródła, musi płynąć pod prąd”. Z kolei też znana jest prawda, że tylko silne ryby potrafią to zrobić. Cała triada człowiecza jest ważna. To zadanie dla domu, ale i dla szkoły. 

Trzeba starać się nie tylko mieć, ale i być. Jak mówił jeden z uczestników strajków z Sierpnia 1980 roku na Wybrzeżu: „Stawialiśmy wartości przed pieniędzmi”. Te wartości muszą być w nas, w naszych wnętrzach. Jak pisała jedna z uczestniczek konspiracji, osadzona w Auschwitz, prof. socjologii Anna Pawełczyńska: „Wierzę, że pełnią życia może żyć tylko człowiek odważny i silny postawą wobec otaczającego świata, człowiek, który potrafi sprawiedliwie ocenić siebie, a potem innych. Fundamentem musi być wiara w istnienie dobrej siły, która rządzi światem, i radość wewnętrzna. Tylko dzięki harmonii wewnętrznej można osiągnąć pełnię życia”.
Tego odnalezienia fundamentów, tej harmonii wewnętrznej, życzmy sobie, życzmy rządzącym, życzmy Polsce. Bo wolność, jak apelował błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko, musi zaczynać się w nas. I przekonanie, że to duch w nas o tym decyduje, nie sama materia…

Wojciech Książek

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook