Jedynie prawda jest ciekawa

Język mediów… nie tylko gdańskich

23.05.2017

Podejmuję temat mediów, gdyż zaczyna być niepokojącym fakt, iż człowiek nie poznaje swoich słów, myśli, gdy czyta to co napisano.

Przykładem takiej sytuacji jest jeden z portali internetowych na Pomorzu. Nie będę go wymieniał, żeby nie robić zbędnej reklamy, a i problem jest bardziej powszechny. Ponad rok temu przeprowadzono wywiad ze mną na temat propozycji zmian ustroju szkolnego. Kiedy go potem czytałem, trudno było mieć jakieś większe uwagi do strony merytorycznej. Natomiast wręcz rażąca była ogólna wymowa wywiadu, począwszy od samego tytułu. Trudna do przyjęcia była zbitka słów, w myśl której proponowane zmiany to… powrót do szkoły w komunistycznym wydaniu. Tak, reforma Janusza Jędrzejewicza, z trójstopniowym ustrojem szkolnym i gimnazjum: 6 + 4 + 2, która rozpoczęła się w 1932 roku, została zmieniona w 1952 roku na: 7 + 4, zaś od 1965 roku na: 8 + 4, ale to nie znaczy, że obecne programy np. historii, wychowania obywatelskiego, j. polskiego, będą np. wychwalały czasy PRL-u.

Poza tym staram się unikać języka politycznego w dyskursie o edukacji, raczej szukać porozumienia ponadpartyjnego (mówiłem, że to ważne, aby następcy nie chcieli znowu odwracać zmian, bo nauczyciele-szkoły, organy prowadzące tego nie wytrzymają), tymczasem w wywiadzie ciągle operowano skrótem (PiS) i to najczęściej w negatywnym kontekście. A przecież to „strona rządowa”: Rząd RP, MEN przygotowują zmiany. W ogóle nie wymieniono koalicji PO - PSL, a mówiłem o braku dialogu w 2012 r. przy wprowadzeniu emerytur ’67, braku podwyżek dla nauczycieli od 2012 r., źle odbieranych zmianach programowych od 2009 r. Odpowiedzią redaktorów portalu na pisemną prośbę o naniesienie tych uwag do tekstu, było milczenie. Mówi się, że z mediami nikt nie wygra na dłuższą metę, ale to jednak rażące.

Podobnie niedawno, gdy podczas jednej z debat edukacyjnych w Gdańsku mówiłem o braku dialogu w przestrzeni publicznej, za co obarczałem wszystkie strony sporu, w tym „totalną opozycję”, cytując m. in. słowa z „Wesela” St. Wyspiańskiego: Oni i my – my i oni, na wyścigi – kto kogo przegoni”. Tymczasem na portalu odniesiono te słowa tylko do strony rządzącej. I tak dalej, w podobnym duchu i stylu, z krzyczącymi agresywnie tytułami, lidami.

Czy można się bronić przed zalewem tych mniej lub bardziej stronniczych informacji? Wydaje się, że przede wszystkim zachować wstrzemięźliwość w uznawaniu ich za jakieś prawdy objawione. Starać się konfrontować z innymi przekazami na podobne tematy. Zachować pamięć tego, co działo się w przeszłości, także tej najnowszej. Dla mnie w dużej mierze poprzedni Rząd stracił wiele w kadencji 2011 – 2015, a tak naprawdę od czasów katastrofy pod Smoleńskiem, która obnażyła słabości państwa polskiego i ludzi nim zawiadujących.

Sam zaś nigdy nie ukrywałem, że z pewnym dystansem podchodzę do obecnych zmian w edukacji, stąd też apel, aby zastanowić się nad ich wprowadzeniem, a jeżeli już, to żeby lepiej je przygotować, odłożyć ich początek o minimum rok, ewentualnie zacząć tylko do I klasy szkoły podstawowej (obecnie planuje się także od klasy IV i VII). Uznaję jednak prawo do zmian koalicji rządzącej tym bardziej, że wyraźnie obecnie rządzący mówili o tym w programach wyborczych (zresztą podobnie jak Sojusz Lewicy Demokratycznej, a stosowne porozumienie zawierał jeszcze we wrześniu 2015 roku między innymi z udziałem związku zawodowego, obecnie tak przeciwnego zmianom). I żałuję, że przed reformą w 1999 roku nie zorganizowaliśmy referendum na ten temat – a można było dołączyć także sprawy służby zdrowia, powiatów. Byłby silniejszy mandat do zmian.

A gdzieś u podstaw tego problemu leży nasze podejście do wartości, do uczciwości dziennikarskiej, intelektualnej. Można podsumować, że rzecz dotyczy stosunku do prawdy. Tylko i aż tyle.

Żyjemy w świecie podważanych wartości, dewizą wielu są słowa Talleyranda: „Moje poglądy zależą od pogody”. Niestety, uwaga ta odnosi się także do różnych politycznych linoskoczków, usłużnych dziennikarzy. Ich zapis staje się coraz bardziej subiektywny, wybiórczy. Te pijarowskie zabiegi koncentrują się na kopaniu rowu między rządzącymi a opozycją. To się opłaca, to zapewnia tanie igrzyska, uruchamia płytkie emocje społeczne, a, niestety, wybory obecnie wygrywa się nie programami, a właśnie emocjami.

Brak jest jakiegoś etycznego punktu odniesienia. Człowiek staje się coraz bardziej przedmiotem. To się przenosi na młodzież, ba, dzieci. Na dziennikarzy też. Wiadomo zaś, że z niczego nie ma nic. Dotyczy to także języka, słów oderwanych od swych realnych desygnatów.. Zapomnianymi stają się biblijne: Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi. Jak pisał Tadeusz Różewicz w wielkim wierszu „Ocalenie”: „Słowa stały się tylko wyrazami”. Stąd jest ów słowny matrix. Rzeczywistość nierealna, kreowana, udawane narracje. Stygmatyzowanie nazywane pozycjonowaniem stron sporu, przyprawianie gęby, jak u Gombrowicza.

Trudne to czasy, gdy człowiek z lękiem otwiera szpalty gazety, włącza telewizor, czy komputer i zastanawia się, ja to jestem, czy nie ja…. I końca nie widać.

Wojciech Książek

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook