Jedynie prawda jest ciekawa

Jeden elementarz – nie tylko czy, ale jaki? (cz. I.)

05.08.2014

Tocząca się debata, co prawda dosyć niemrawa, na temat bezpłatnego elementarza dla klas pierwszych szkół podstawowych, ukazuje szerszy kontekst tego problemu.

Ważnym głosem w tej sprawie jest wypowiedź prof. Bogusława Śliwerskiego, przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, zamieszczona w tygodniku „Do Rzeczy” (28/2014). Zwraca w niej uwagę na fakt coraz bardziej widoczny – populizm, a wręcz polityczność tego działania. Można powiedzieć, że w ramach tzw. przemysłu przykrywkowego chciano w ten sposób przysłonić wymowę protestów środowisk rodzicielskich, którzy zebrali ponad milion podpisów w sprawie referendum dotyczącego wprowadzenia obowiązku szkolnego od szóstego roku życia. Stąd zapewne wynikała zamiana ministrów edukacji z Krystyny Szumilas na Joannę Kluzik-Rostkowską (w ogóle nie związaną do tej pory zawodowo z edukacją, stąd też pewnie łatwiej podejmującą takie dosyć ekwilibrystyczne prawnie decyzje), stąd wyjątkowy pośpiech w tej sprawie, znalezienie dodatkowych środków finansowych, w ponoć, tak trudnym budżecie (ale czy wystarczających? Pewnie znowu po czasie usłyszymy lamenty ze strony samorządów – organów prowadzących).

Właśnie czas, tempo zmian rodzi największe obawy o jakość elementarza, przejrzystość sposobu realizacji tego zadania. A wyzwanie jest duże. Pierwszy września tuż tuż, jest dobrze ponad piętnaście tysięcy szkół podstawowych, około pół miliona dzieci siedmioletnich i dodatkowo sześcioletnich – tych urodzonych od 1 stycznia do 30 czerwca 2008 roku.

A przecież już minister Katarzyna Hall zapowiadała bezpłatne komplety podręczników dla sześcioletnich uczniów. I tak minęło – bez konkretnych działań – kilka lat… W międzyczasie, w 2010 roku, była jeszcze deklaracja zakupu laptopa dla każdego gimnazjalisty. I jak wykorzystano ten czas?

Tymczasem w Sejmie nad projektem nowelizacji art. 22 ustawy o systemie oświaty, w którym zapisano, iż MEN zleca podręcznik „DOPUSZCZONY Z MOCY PRAWA”, pracowano kilka dni. Szokuje sam zapis, podobny do regulacji z jakiejś dyktatorskiej bananowej republiki. Czy tak chcemy być traktowani?

Zadziwia, co zresztą podkreśla także prof. Śliwerski, tak radykalne odejście ekipy rządzącej, teoretycznie silnie związanej z ideami liberalnymi, od zasad konkurencji, wolnego rynku – także podręczników szkolnych. W debacie sejmowej widać było trudność ugrupowań opozycyjnych odniesienia się do tej propozycji, skoro koalicja odrzuciła propozycję rozpisania referendum w sprawie sześciolatków. Bo jak sprzeciwić się darmowym podręcznikom, które funduje dzieciaczkom, a pośrednio i ich rodzicom, dobry rząd?  Ten element populizmu jest wyczuwalny w całym tym działaniu. Tym samym uwaga, że rodzice stali się zakładnikami Rządu, wydaje się uzasadniona.

Jaki ma być elementarz?

Powyższe uwagi należą do otoczki wprowadzenia elementarza do szkół.  Istotniejsze pytanie, które się rodzi, dotyczy tego, JAKI ma być elementarz. I czy obecna propozycja, która jest sukcesywnie przedstawiana w internecie, spełnia oczekiwania?

W wywiadzie B. Śliwerski wskazuje na znaczenie zindywidualizowanego podejścia do ucznia rozpoczynającego edukację elementarną, uwzględnienie w nim różnych możliwości odbioru dzieci. Oznacza to także zapewnienia maksymalnej wolności nauczania, doboru treści, pomocy dydaktycznych przez nauczycieli. Profesor wskazuje wręcz na naruszenie ustawy Karta Nauczyciela, która stanowi, że to właśnie nauczyciel decyduje o doborze środków, dla realizacji treści zapisanych w podstawie programowej.

B. Śliwerski wskazuje na znaczenie profesjonalnego wydania podręcznika, także od jego formy estetycznej, ilustracyjnej (a są do niej zgłaszane różne uwagi, o ich krzykliwość, chaos, czasami wręcz kiczowatość). Powołuje się także na opinię prof. Edyty Gruszczyk-Kolczyńskiej, według której dla przykładu edukacja matematyczna jest w nim zawarta na katastrofalnie niskim poziomie. Jeżeli w opinii Profesora elementarz wygląda jak chińska tandeta, jest banalny, infantylny i nieestetyczny, zawiera braki metodologiczne, nie opiera się na jakiejś spójnej psychologicznej koncepcji rozwoju dziecka, to rodzi się pytanie zasadnicze: quo vadis Rządzie w sprawie edukacji? Tej być może największej polskiej szansy cywilizacyjnej?

Cdn.

Wojciech Książek

 

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook