Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Jaki absolwent polskiej szkoły?

07.08.2012

Szkoła i ta przyjazna i efektywna, i ta otwarta musi służyć przychodzącym do niej ludziom. Tym dużym i tym młodym – uczniom.

Musi stworzyć pewien klimat, atmosferę do nauki, ale do wychowania i opieki. Dopiero w takiej przestrzeni wartości, wzajemnego szacunku i człowieczeństwa uczeń zdobywaną wiedzę, umiejętności potrafi właściwie uwewnętrznić, przekuć w coś, co stanie się jego rysem indywidualnym, osobowością, czy własnym doświadczeniem życiowym.

Jaki w tej perspektywie ma być absolwent polskiej szkoły, jakie on ma, jakie są wobec niego oczekiwania?
Diagnoza sytuacji, owych oczekiwań nie nastraja zbyt optymistycznie. Widzimy w ostatnich latach wyraźne przemiany obyczajowe, podejście do edukacji, do życia. Część z nich należy uznać, bo taka jest ewolucja rzeczywistości, szczególnie po wielkiej zmianie ustrojowej z 1989 roku. Część wywołuje kontrowersje. Mówiąc najprościej: mniej zaczyna się akcentować znaczenie być na rzecz mieć, mniej pewien obszar obowiązków wobec wspólnoty – ojczyzny, bardziej indywidualny rozwój i karierę. Po katastrofie smoleńskiej tym bardziej uwidacznia się też pewien klimat ale i działania na rzecz rozmywania wartości, akcent na relatywizm, przysłowiowe machanie ręką. Kształtowanie rozumienia życia jako służby w myśl zasady PRO PUBLICO BONO, akcent na aktywność społeczną (udział w wyborach, aktywność lokalna, działalność w stronnictwach politycznych) zastępuje pochwała rozwoju li tylko indywidualnego. Nawet szkolny wolontariat zaczyna być zarażony interesownością, bo może przysporzyć dodatkowe punkty przy wyborze szkoły wyższego typu. Owa aura „Nie róbmy polityki, budujmy mosty” zalecana rok temu na bilbordach wyborczych przez premiera, wytrawnego polityka, jest tego zewnętrznym przykładem.

Ten klimat podejmowany przez media, przez nieustanny spektakl telewizyjny wzmacniany podsycaniem emocji sportowo-kabaretowych („Polacy, nic się nie stało”) mają swoje cele. Jakie? Wydaje się, że stawka zaczyna być niezwykle poważna, bo chodzi o zamianę systemu wartości uznawanego za ważne przez siebie, w rodzinach, przez wspólnotę. Papierkiem lakmusowym tego stanu jest podejście rządzących do edukacji, a jeszcze bardziej, do nauczania historii. Można założyć, że około połowa uczniów szkół ponadgimnazjalnych, ta która będzie od II klas uczyła się przedmiotu „Historia i społeczeństwo”, skazywana jest odgórnie na obumieranie wiedzy historycznej, wniosków z niej wynikających już w czasie swej wczesnej młodości. Ta tak wczesna specjalizacja ma prowadzić do segregacji Polaków. Będzie grupa oświeconych humanistów (mających kurs historii szczegółowej) i tzw. reszta. Czyli „ścisłowcy”, którzy mają przede wszystkim jak najszybciej trafić na rynek pracy. Pomijając fakt, iż tego rynku pracy dla młodych absolwentów nie ma, widać zagrożenie podziału młodej Polski na dwie grupy społeczne (a dochodzą jeszcze absolwenci szkół zawodowych, czy absolwenci gimnazjów, którzy skończyli kurs historii na I wojnie światowej, a nie kontynuują dalszej nauk iw formach szkolnych).

Wiemy, że akurat ta władza znakomicie rozgrywa rządzenie przez konflikt, przez manipulowanie (zarządzanie) emocjami. Z tej perspektywy taki podział absolwentów może być niezwykle przydatny.
I co polska inteligencjo? Co polscy intelektualiści? Od oświecenia począwszy, przez różne programy pozytywistyczne dążono do tego, aby nie było Polski A i B, aby upowszechniać dostęp do oświaty (w II Rzeczpospolitej studiowało dużo więcej osób ze wsi niż w czasie tzw. demokracji ludowej  i to mimo tzw. dodatkowych punktów za pochodzenie). I dzieje się tak w sytuacji, gdy tyle się mówi na wielu forach unijnych przeciw różnym przejawom segregacji szkolnej…

Wiedza jest ważna, także racjonalne ćwiczenie umysłu, czego nie zastąpi pamięć komputerów, czy tzw. smartfonów  (nawet nie wiem dobrze, co to jest). Ale ważne jest też dobre wychowanie, współdziałanie szkoły z rodzicami (w obie strony). Owa atmosfera przyjaźnie efektywna, w której chce się przychodzić do szkoły (co ciekawe, do szkoły najbardziej chce się przychodzić dzieciom z klas I-III, czyli nauczania początkowego, z czego warto wyprowadzać szersze wnioski), ale też są stawiane jasne i czytelne (sprawiedliwe w odbiorze uczniów) wymagania. Te wymagania, o których w tak niezwykły sposób mówił na Westerplatte wielki nauczyciel-wychowawca JPII: „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte”. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można „zdezerterować”. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba „utrzymać” i „obronić”, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych”.

Właściwe przekazanie absolwentom polskich szkół tej prawdy, aby ich busolą, drogowskazem była także odwaga, obrona pokrzywdzonych, rozważne korzystanie z wolności, ale też podejmowania wysiłku na rzecz jej obrony, gdy jest zagrożona, to niezwykle ważne zadania polskich szkół. I nie wybranym, tym którzy wybierają edukację humanistyczną, ale wszystkim – to też ważne zadanie szkół i władz oświatowych. Nie ma, nie może być podziału na Polskę A i B. Przynajmniej w ofercie polskich szkół.

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook