Jedynie prawda jest ciekawa

Jak nauczyciel stał się ubekiem?

16.07.2013

Różne bywały losy polskich nauczycieli. Dotyczy to tak czasu wojny, jak i okresu pokoju.

Wielu z nich (jak mój ojciec w obronie Kępy Oksywskiej) brało udział w kampanii wrześniowej, byli osadzani w oflagach. Działo się tak tym bardziej dlatego, iż z racji wykształcenia pełnili w wojsku funkcje dowódcze różnych szczebli. Wielu nauczycieli prowadziło działalność edukacyjną w ramach tzw. tajnych kompletów, za co groziły drastyczne konsekwencje. Wielu straciło życie na skutek bezwzględnej eksterminacji okupantów (niemieckich i sowieckich), atakujących głównie polskie elity intelektualne: lekarzy (około 400 zostało rozstrzelanych w Katyniu, Charkowie i Miednoje), księży, nauczycieli, urzędników, sołtysów na wsiach, już nie mówiąc o mundurowych: wojskowych i policjantach. To jest metoda, aby zdezintegrować naród, odciąć mu intelekt, wyobraźnię, „głowę”. Przeciąć kod kulturowy, tzw. narodowe strefy zero.

Wspominam o tym w kontekście wydanej kilka miesięcy temu książki „Ubek – Wina i skrucha”. Jej autor - Bogdan Rymanowski – opisuje historię agenta Janusza Molki, który będąc historykiem, nauczycielem w szkole muzycznej w Gdańsku, został zwerbowany przez służbę bezpieczeństwa w 1983 roku. Tak to nauczyciel wpadł w sieć zła. Na ile wpadł, na ile był to indywidualny akt woli, o tym mówi ta ciekawa publikacja, pokazująca drogę do wolnej Polski z perspektywy służb i agentury. Stawia też pytanie, na ile Janusz Molka jest czarnym charakterem, na ile postacią tragiczną. Tu mam wątpliwości, czy nie próbuje się rozmyć pozycji kata i ofiary. A raczej ofiar – także jego.

Trudno współczuć człowiekowi, który po latach mówi więcej (co akurat jest plusem, bo panuje w tym środowisku zmowa milczenia, a emerytury, np. w stosunku do nauczycieli, pozostają nieproporcjonalnie wysokie), wydzwania po dawnych znajomych, aby mu wybaczyli, gdzieś w tle wspominając o Biblii (słynny fragment z Ewangelii według św. Mateusza, w którym Piotr spytał Jezusa, „ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie. Czy aż siedem razy, Jezus, aż siedemdziesiąt siedem razy?”).

Jest w tym element cynizmu i perfidii. A jego zdrady, prowokacje dotyczyły także środowiska nauczycieli. W Gdańsku prężnie przy o.o. Dominikanach działało Duszpasterstwo ludzi oświaty (jest dostępna bardzo ciekawa kronika z tych lat). Odbywały się spotkania samokształceniowe, rekolekcje, wymiana tzw. bezdebitowych publikacji, zbierane były składki na pomoc uwięzionym.

Wydaje się, że istotę problemu ujęła jedna z ofiar agenta, Magda Czachor, która zwróciła uwagę, że przyczyna trudności z oceną Janusza Molki wynika z braku uczciwej lustracji, dekomunizacji w Polsce, wyraźnego rozróżnienia między dobrem a złem. Jak mówi, „gdyby państwo jasno powiedziało – w wymiarze prawnym i kulturowym – że bycie ubekiem było złe, to funkcjonariusze, którzy odcinają się od przeszłości, po odbyciu kary, mieliby szanse na powrót do społeczeństwa” (str. 316).

W żaden sposób dialogu z Januszem Molką po latach nie chciały podjąć nieżyjąca już Wiesława Kwiatkowska, która uznała, że te dwa światy nie mogą się przenikać. Albo się jest po stronie okupanta, albo po stronie wolnej Polski. Żeby tych różnic nie zamazywać (str. 256). Podobnie odmówiła rozmowy Janina Wehrstein, być może trochę zbyt zapomniana dzisiaj osoba, która wspierała księdza Henryka Jankowskiego w organizacji pomocy charytatywnej przy parafii Świętej Brygidy w Gdańsku. Tam wtedy była prawdziwa reduta polskości, pomocy. Ten konflikt sumienia podejmuje też Zbigniew Herbert, odpowiadając: „I nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy / przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie”. Ale dylemat moralny pozostaje.

Warto pamiętać o stosowanych przez służby specjalne starych jak świat metodach werbunku, żerowaniu na ludzkich słabościach. Problemy zaczynają się w nas. Zło tylko na nie czyha.

A donosicielstwo ma różny wymiar. Odbywa się także w szkołach, klasach. Trzeba uważać, żeby wykorzystując różne sytuacje na tzw. spytki, nie łamać charakterów młodym ludziom. Oni są obserwowani przez rówieśników, a tzw. kabel narażony jest na różne szykany, buduje potem swój świat na spaczonej perspektywie.

                Jak ów książkowy agent, podobnie mogą być wykorzystywani nauczyciele, pracownicy szkół (tym bardziej w czasie różnych lęków o utratę pracy). Trzeba mieć świadomość, że agentura to nie tylko donosy, to także działania na rzecz takiej a nie innej zmiany rzeczywistości, czy relacji między ludźmi (także manipulacje w kręgach rad pedagogicznych). A jakie można tu stosować metody, fałszywe wzmocnienia próżności, pochlebstw – za negatywnym bohaterem tej książki – podaję w załączeniu.

Wojciech Książek   

Warto wiedzieć o paru zasadach stosowanych przez tego typu osoby:

1.            Żerowało się na ludzkich słabościach (m. in. w myśl triady: „korek, worek i rozporek”). Mnóstwo z tych ludzi to byli frustraci, często byli niedowartościowani i wyżywali się w strukturach podziemia. Podchodziłem ich. Mówiłem: „Może byś mi coś doradził”. Na wielu takie metody działały.

2.            Jedną z podstawowych umiejętności agenta jest UWAŻNE SŁUCHANIE. Mało mówić, być cierpliwym i podawać alkohol, który prowokuje wyznania.

3.            Grałem brata łatę, który z każdym napije się wódki i każdego wysłucha. Ludzie są z natury próżni, więc karmiłem ich pochlebstwami. Sam do dzisiaj pochwały przyjmuję z nieufnością. Byłem szkolony, żeby tego nie kupować.

4.            Na każdym kroku wzmacniałem jego negatywne cechy. To proste wobec kogoś, w kim drzemie mały intrygant. Rozniecałem w nim wątpliwości wobec najbardziej ofiarnie pracujących ludzi podziemia.

5.            Wobec NZS zastosowano cały arsenał podstępnych działań: rozsiewanie plotek, pobudzanie niezdrowych ambicji, kolportowanie wzajemnych podejrzeń.

Inne:

6.            „Najlepszą polisą ubezpieczeniową byłego funkcjonariusza jest wiedza nieujawniona. Zwłaszcza informacje dotyczące wpływowych postaci życia publicznego”. Ktoś powiedział, że to jeszcze nic, ale ta wiedza tajemna, możliwość pociągania za przysłowiowe sznurki, przenosi się na kolejne pokolenia - dzieci byłych TW. Gdzieś poumieszczanych w bankach, sądownictwie, MSW, MSZ. Ośmiornica, pajęczyna…

7.            Teczki w znakomitej większości są wiarygodne. Ciężko było stworzyć fikcyjną agenturę, gdy przełożony oficera prowadzącego w każdej chwili mógł zażądać spotkania kontrolnego z agentem (s. 179).

8.            Teczki palono, ale od 1988 roku najważniejsze dane były mikrofilowane – niestety, to ich polisy ubezpieczeniowe, będące w kręgu zainteresowania innych wywiadów: KGB, Mosadu, CIA. 

9.            Wszedłem w świat odwróconych wartości, odwróconego dekalogu. W świat, gdzie zło nazywano dobrem, a dobro – złem. Stałem się geniuszem zła.

10.          Całe to towarzystwo można porównać do hien, które osaczają stado antylop i atakują najsłabsze z nich. Ludzie służb są dyspozycyjni aż do bólu.

11.          Nadal obowiązuje OMERTA (zmowa milczenia – nieformalne prawo sycylijskie). „Nie wymieniam niektórych nazwisk, bo chcę jeszcze trochę pożyć w spokoju” (s. 164).

12.          W ramach manipulacji pamiętaliśmy, że działacz umiarkowany mógł być przeciwwagą dla radykała.

13.          Nie zwijano od razu nowych powielaczy, starano się je kontrolować.

14.          Były funkcjonariusz nie jest typem gaduły. Uczono go, że GADANIE TO KŁOPOTY.

15.          Funkcjonariusz SB powiedział podczas werbunku: „Wasz pieprzony wódz też dla nas pracuje. Mogę to udowodnić, że jest naszym agentem”. J. Molka potem tego nie potwierdził (str. 83).

16.          A przecież było wyjście. Trzeba było iść do ludzi i powiedzieć: „Kurwa, złamali mnie”, albo „Przepraszam, nie dałem rady”. Nie zrobiłem tego, bo się bałem.

17.          J. Molka o swoim szefie z SB: Postrzegał opozycję jako zbiorowisko mętów. Cóż to za patrioci. Mówił, skoro jedne to dziwkarz, drugi złodziej, trzeci pedał, a czwarty cholera wie co.

18.          Gdy zginął ks. J. Popiełuszko wznosili toasty: „Pod zimne nóżki księdza Popiełuszki”.

19.          J. Molka zwraca uwagę, że o informatorze (chodzi o kapitana Hodysza) powinna wiedzieć jedna, nie kilkanaście osób. Informacje powinny być przekazywane przez tzw. martwe skrzynki, nie bezpośrednio. Jeśli tajemnice znają trzy osoby, to już przestaje nią być.

20.          Nasze odprawy służbowe zawsze wyglądały podobnie. Gorzała, gorzała i jeszcze raz gorzała. Bez wódki nie dałoby się pracować (141). Czy: Najlepiej rozładowywały stres wódka i seks. Czy: wzniosłem więc toast: „Królestwo za wódkę”.

21.          Zdaniem J. Molki SB jako jedyna zachowała sprawność organizacyjną, stąd wprowadzała pod dowództwem gen. Kiszczaka zmiany w 1988/1989 roku. „Wiedzieliśmy, że ideologicznie komuna już dawno się skończyła. To my podtrzymywaliśmy cały ten burdel przy życiu. Byliśmy kroplówką ustroju” (str. 290).

22.          J. Molka zwraca uwagę, że dysponentem działań SB był PZPR, jej liderzy na różnych szczeblach. „Ustawiając SB w roli chłopca do bicia, pozwala się wysokim działaczom PZPR brylować na salonach. Może pan zapamięta, że w tym kraju rządziła partia, była ścisła koordynacja i podległość” (str. 297). A w niedalekich Czechach wprowadzono na 10 lat zakaz uczestniczenia w życiu publicznym funkcjonariuszy nie tylko służb, ale i partii… W Niemczech tzw. komisja Gaucka, wprowadziła nawet specjalny program, który składał kartoteki ze pociętych ścinek. A w Polsce niby się wszystko zaczęło…

23.          Język SB: „Oferent” to ten, kto sam zgłasza się z wolą współpracy. „Ukadrowienie” - przejście TW – tajnego współpracownika na etat. Są też agenci manewrowi, prowokatorzy.

24.          „Każda władza upaja, a my byliśmy przecież dysponentami wiedzy tajemnej”.

25.          „Cała grupa, która skupiła się wokół Andrzeja Milczanowskiego, przeprowadziła sprytny zabieg polegający na wmówieniu mu, że wywiad to nie była SB (..) To był czas, gdy doszło do sojuszu starych szpiegusów z młodymi, ideowymi kadrami. Szpiegusy otorbiły młodych i wkrótce zaczęli oni myśleć jak starzy funkcjonariusze. (…) Za cenę bycia w grze będą służyć każdemu”.

26.          „Kto chce wiedzieć wszystko, tak naprawdę nie wie nic”.

27.          „Kto kontroluje przeszłość - ma władzę nad przyszłością” – George Orwell. Warto pamiętać o tym przywołanym cytacie. Jak i drugim: „I poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” – Ewangelia według Św. Jana

28.          J. Molka: „Nie ma nic w PRL, co byłoby warte dobrych wspomnień. Nic. Pustka. Ten system łamał, niszczył i doprowadzał – jak pisał Zinowiew – do skundlenia”.

Uwaga dodatkowa: Podejmuję ten temat, bo czuję w nim jakąś polską, niezabliźnioną ranę, brak symetrii między światem katów i ofiar. Brak, co szczególnie ważne, poczucia zwycięstwa moralnego w 1989 roku. Pisałem o tym w recenzjach do filmów „Kret” w reżyserii R. Lewandowskiego i „Uwikłani” J. Bromskiego (mogę je przesłać: wojciech.ksiazek@solidarnosc.gda.pl ). Cytowałem w nich kilka bardzo ważnych myśli, jak słowa Cypriana Kamila Norwida, że „Nie można pokonać narodu bez współdziałania części tego narodu”. Jak słowa Seneki: „Strachem karmimy napastników”. Przypominałem, że w 1989 roku było ok. 24 tys. funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa (bez prawie czterokrotnie liczniejszej milicji i formacji ZOMO). Około 5 tys. z nich pod koniec PRL-u, gdy szefem MSW był generał Czesław Kiszczak, ulokowano w milicji, kolejnych 5 tys. przeszło pozytywnie weryfikacje w okresie rządów premiera Tadeusza Mazowieckiego. Łącznie prowadzili w latach osiemdziesiątych ok. 100 tys. agentów.

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook