Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Inteligenci i plebejusze – razem czy osobno?

28.09.2013

Podczas niedawnego seansu w gdańskim kinie, na filmie „Sierpniowe niebo – 63 dni chwały” w reżyserii Ireneusza Dobrowolskiego były trzy osoby. Szkoda, bo obraz ten wart jest szerszego upowszechnienia. Także wśród młodzieży szkolnej.

Jak wskazuje tytuł, film opowiada o wybranych fragmentach Powstania Warszawskiego. To jeden plan, drugi jest współczesny. Oto grupa tzw. biznesmenów pokroju „Rycha-Zbycha” planuje budowę w Warszawie. Spieszą się, żeby móc więcej zarobić. Tymczasem odkopują szczątki ludzkie. Co zrobić? Ukryć, żeby nie odwlekać dalszych prac, czy jednak zgłosić, co oznacza badania IPN-u, prokuratury? To obraz złych ludzi, którzy poza żądzą zarobku widzą niewiele, ze słowami gróźb: „Albo dziób w ciup, albo wilczy bilet”. Przypomina się klimat z niedawno wyświetlanego filmu „Układ zamknięty” w reżyserii Ryszarda Bugajskiego. Mentalność tych ludzi dobrze ilustruje scena w sklepie z zabawkami, gdy jeden z nich wybiera prezent urodzinowy dla wnuczka. Pani proponuje grę o Powstaniu Warszawskim, na co ów prawnik mówi, że nie, że lepiej byłoby, aby wybrała coś o… kosmitach. W takich kosmicznych czasach bowiem przychodzi nam żyć.

A owych odkrytych szczątków bronią ludzie młodzi, którzy skrzykują się i przychodzą na plac budowy. Towarzyszy temu muzyka w wykonaniu zespołu Temp Gru (można posłuchać zwiastunów raperskich utworów „Sierpniowe niebo” i „63 dni chwały). Ważna jest owa obecność młodych ludzi, bo to nie są tylko tzw. kibiole. Są jakąś polską szansą, gdy ich rodzice albo walczą o prace, albo zapomnieli się w niej.

W tym sensie ten film byłby ważny także w życiu szkół, w rozmowie o najnowszej historii Polski. To jest niesamowite, że nie towarzyszy tym projekcjom żadna reklama. W tym czasie wydaje się potężne pieniądze na promocję innych tytułów, a tu… cisza. Ciekawe, czy tym razem np. Urząd Miasta Warszawy będzie zalecał szkołom wyjście na ten film (jak to robił przy filmie  „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego)

Warto z takim przekazem trafiać do młodych. Podkreślam to, gdyż w czasie upadku wielu autorytetów (czasami w sposób wyraźnie sterowany, żeby zbrukać wszystko co się da) właśnie takie chwile spotkań ludzi młodych z doświadczeniem ich rówieśników z czasu Powstania mogą wnieść coś wiarygodnego, prawdziwego. Warto to wykorzystywać w praktyce szkolnej, a jak nie, to przynajmniej w wychowaniu domowym, rodzinnych wyjściach do kina (rola dziadków jest tu nie do przecenienia).

Film ten operuje paroma planami i to bardzo sprawnie. Są wykorzystywane nieznane zdjęcia archiwalne, jest stosowany zabieg tzw. filmu w filmie, przejścia od ujęć archiwalnych do fabularnych. Przywoływana jest wielka literatura – Goethe, Blake, czy kończący film „Hymn do miłości ojczyzny” ks. bpa Ignacego Krasickiego (warto go sobie przypomnieć, bo tam jest też gorycz).

Oprócz planu współczesnego obserwujemy to, co wydarzyło się 5 sierpnia 1944 roku między dwójką młodych powstańców także z perspektywy starszego Żyda-myśliciela, zamkniętego w oddzielonej części piwnicy. Niesamowita jest rola – ostatnia – Krzysztofa Kolbergera. 

Kiedy się patrzy na twarz, oczy starszego już wiekiem kapitana myśli się więcej o prostym pytaniu „Quo vadis Polsko”? I wraca pamięć prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Bardzo brakuje jego, innych współtowarzyszy ostatniego lotu do Smoleńska.

To jego, jeszcze jako prezydenta Warszawy działania wynikały z jakiegoś imperatywu inteligencko-romantycznego. Pamięci dla miasta, które, jak ktoś mówi w filmie całe jest grobem, które swą tragedią i heroizmem opłaciło już swe winy po wsze czasy. Wydaje się, że obecnie coraz bardziej do głosu dochodzi styl działania inny, może mniej pozytywistyczny, bardziej plebejski. Już nie wymieniając polityków, w przestrzeni filmowej takie działania symbolizuje Franek Dolas z „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” w reżyserii Tadeusza Chmielewskiego, czy w formie bardziej przerysowanej, Nikodem Dyzma. Spryt, oportunizm połączony z konformizmem, szukanie możliwości ogrania przeciwnika. Skuteczność, minimalizowanie strat własnych za praktycznie wszelką cenę. Stąd też brak większej tożsamości ze wspólnotą, jej dziedzictwem. Liczy się głównie doraźność-dzisiaj. I zakrzykiwanie swoich kompleksów, wracającej pamięci. Chyba odchodzi inteligencki etos stawiania spraw wprost, obrony straconych spraw czasami do heroicznego końca. Czym ta droga się skończy?

W tym klimacie takie produkcje filmowe nie mają szans na środki na reklamę, na większe dotacje. Kreuje się innych bohaterów, bardziej spolegliwych, skłonnych do kultu prywatności - tzw. grillowania, uznających reguły „realpolitic”. Często skutecznych, ale w dłuższej perspektywie niszczących pewne standardy zachowań, ważnych dla większej wspólnoty. Niestety, w takiej atmosferze jest miejsce na takie serialowe produkcje jak ostatnio w Niemczech, które nijak się mają do okrucieństwa szturmowców z Waffen SS Dirlewanger, pokazanego także w tym filmie.

Trudno rozsądzać, która z tych postaw – wyraźnie rysująca się we współczesnej Polsce – jest ważniejsza. Wydaje się, że warto rozumnie łączyć obie, bo i ciepła woda w kranach też jest ważna. Zachowywać honor, pamięć, zarazem szukając porozumień także z tak trudnymi dla naszej pamięci sąsiadami. I przyjmowania skutecznych, często kompromisowych rozwiązań.

Rzeczywistość filmową, retrospekcje widzimy oczami kapitana-żołnierza AK, który przeżył, wspomina tamten czas. Patrząc na oczy tego starego już żołnierza Powstania Warszawskiego przypomina się film „Mac Arthur” Josepha Sargenta, w którym padają słowa: „Stary żołnierz nie umiera, po prostu znika”. Pamiętajmy więc o „starych żołnierzach”. Ale i o ich następcach.

Wojciech Książek

Ps. W filmie są też sceny tajnych zajęć prowadzonych przez zatroskaną losem młodzieży nauczycielkę. A w dniach projekcji filmu Ministerstwo Edukacji Narodowej (w dużej komitywie z samorządami terytorialnymi) przesłało do miesięcznych konsultacji projekt znaczących zmian w ustawie Karta Nauczyciela. O szczegółach napiszę niebawem, ale to też akt owych plebejuszy ducha, którzy nie czują znaczenia mądrej edukacji opartej na wartościach, na nauczycielach z charyzmą. Byleby zaoszczędzić, byleby obniżyć pozycję polskiego nauczyciela, inteligenta. Ile w tym kompleksów i jakie to krótkowzroczne… 

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook