Jedynie prawda jest ciekawa

Dawnych stołówek szkolnych czar…

12.01.2013

Pewnie dla wielu z nas szkoła kojarzy się także ze stołówką, przyjaznymi zapachami dolatującymi z sąsiadującej z nią kuchni. Ba, odwiedzinami u pań kucharek, czasami zajęciami praktycznymi, przygotowaniem posiłków na imprezy, zabawy szkolne.

Piszę o tym, bowiem jak pokazała zorganizowana niedawno konferencja w siedzibie „S” w Gdańsku, w ostatnich latach nie tylko dochodzi do likwidacji szkół, co może jest bardziej spektakularne, ale także, do zamykania (lub zmian właścicielskich) właśnie stołówek szkolnych. W to miejsce albo nie ma nic, albo wynajmuje się tzw. firmy cateringowe. Przywiozą, rozłożą, wydadzą często w jednorazowych opakowaniach i już ich nie ma. Posiłki te czasami wydawane są przy pomocy pań sprzątających (a co tam, trochę powyciera się kurze, potem wyda posiłek i tak się kręci ten oszczędnościowy tygiel).

Najlepiej jeszcze wstawić do szkoły kilka automatów do wydawania napoi (w tym gazowanych), batonów, chipsów (przedsiębiorczy dyrektor w ten sposób „złapie” punkty dodatkowe w organie prowadzącym). I cóż z tego, że przejmowanie kuchni w ajencje lub zastępowaniu ich cateringiem jest często zaprzeczeniem zdrowego żywienia? Co z tego, że czasami obserwowany jest większy rygor Sanepidu wobec kuchni szkolnych niż firm cateringowych? Posiłki dostarczane przez firmy zewnętrzne wymagają podgrzewania, rodzą problemy związane z ich dystrybucją, z zachowaniem norm czystości. Kto się tym przejmuje, gdy obowiązuje zasada: taniej, taniej, gdy najlepiej wyzbyć się wszelkiej odpowiedzialności za edukację młodych pokoleń.

Dzieje się tak, mimo że art. 67a ustawy o systemie oświaty wyraźnie mówi, że: 

„1. W celu zapewnienia prawidłowej realizacji zadań opiekuńczych, w szczególności wspierania prawidłowego rozwoju uczniów, szkoła może zorganizować stołówkę (bardzo trafne zdefiniowanie roli stołówek szkolnych – dop. mój). 

2. Korzystanie z posiłków w stołówce szkolnej jest odpłatne. 

3. Warunki korzystania ze stołówki szkolnej, w tym wysokość opłat za posiłki, ustala dyrektor szkoły w porozumieniu z organem prowadzącym szkołę. 

4. Do opłat wnoszonych za korzystanie przez uczniów z posiłku w stołówce szkolnej, o których mowa w ust. 3, nie wlicza się wynagrodzeń pracowników i składek naliczanych od tych wynagrodzeń oraz kosztów utrzymania stołówki. 

5. Organ prowadzący szkołę może zwolnić rodziców albo ucznia z całości lub części opłat, o których mowa w ust. 3: 
1) w przypadku szczególnie trudnej sytuacji materialnej rodziny;
2) w szczególnie uzasadnionych przypadkach losowych.

6. Organ prowadzący szkołę może upoważnić do udzielania zwolnień, o których mowa w ust. 5, dyrektora szkoły, w której zorganizowano stołówkę”. 

Tyle litera prawa. Zapisy są bardzo ważne. I co z tego, gdy w punkcie pierwszym pojawia się słowo „może”. I taki brak precyzji (świadomy?) otwiera furtkę do działań na zasadzie „róbta co chceta”. Tylko czasami, jak w przypadku Starogardu Gdańskiego, plan ten spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem rodziców uczniów i odstąpiono od realizacji tych projektów (na znaczenie aktywności rodziców na różnych polach wskazywał ostatnio między innymi red. Jacek Karnowski „W sieci”).

Podsumowując: szkoła, mówiąc najprościej, ma do realizacji trzy zadania: dydaktyczne – opiekuńcze – wychowawcze. Szczególnie dla realizacji dwóch ostatnich celów, ale może to też być element dydaktyki, stołówka szkolna (jak gabinet lekarski, czy stomatologiczny) spełniają niezwykle ważną rolę. Ważną tym bardziej obecnie, gdy nawet Prezes Rady Ministrów zachęca mieszkańców „naszej zielonej wyspy” do dzielenia się z biednymi. A według oficjalnych danych GUS-u osób mieszkających w ubóstwie jest ok. 2,5 miliona, ¼ z ośmiu milionów polskich rodzin żyje w niedostatku. Perspektywy zaś nie napawają optymizmem.

Tu rola szkoły, w tym zapewnienie sprawy elementarnej – nakarmienia głodnych uczniów, jest absolutnie priorytetowa. Trudno uczyć, gdy bez rannego śniadania, dziecko nie może się skoncentrować na nauce (kiedyś słyszałem wypowiedź ucznia, który mówił, że nie lubi wakacji, woli szkołę, bo tam może się….najeść). W takich żyjemy czasach, zakłamanych często wizerunkowo do cna przez usłużne władzy media. 

Niestety, ten regres obserwujemy szczególnie od ogłoszenia wykładni Trybunału Konstytucyjnego (kwiecień 2004), w myśl której stołówki zostały pozbawione dotacji (na koszt posiłku składał się głównie tzw. wsad do kotła). Podwyższyło to koszty posiłków, a także doprowadziło do częstej rezygnacji z nich przez uczniów z mniej zamożnych rodzin. Podobnie kontrowersyjny był zakaz korzystania z posiłków przez pracowników, co też było elementem integracji uczniów i nauczycieli i personelu administracyjnego. To niedopuszczalne, aby dochodziło tu do jakiejkolwiek segregacji. Nadrzędny cel działań różnych władz oświatowych powinien być jeden: żaden uczeń w polskiej szkole nie powinien – nie może być głodny.   

Trzeba też pamiętać, że łatwiej coś burzyć, niż potem mozolnie odtwarzać.


Wojciech Książek


Ps. Podobne cudo-pomysły pojawiają się przy próbach wprowadzania do szkół zewnętrznych firm sprzątających (lub centrów księgowości), których pracownicy nie czują związku z placówką, nie mają predyspozycji do kontaktów z dziećmi i młodzieżą, a ich praca nie podlega bezpośrednio ocenie dyrektora szkoły. 


Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook