Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Czy Wołyń może się powtórzyć?

16.10.2016

Myślę, że oglądając film „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego, pojawiają się dwa zasadnicze pytania: jak to możliwe, że doszło do tak drastycznego mordu ponad 100 tys. niewinnych osób, i drugie: czy podobna sytuacja może się powtórzyć?

Dla mnie jest i trzecie, jak to możliwe, że jury festiwalu w Gdyni nie uhonorowało tego wielkiego filmu i to również od strony montażowo-artystycznej. Bo oglądałem także nagrodzony film „Ostatnia rodzina” Jana Matuszyńskiego na podstawie biografii malarza Zdzisława Beksińskiego. Filmy dobry, ale… No właśnie, nie wzbudzający jakichś głębszych emocji. Ot, rodzina ze swymi tajnymi prawdami, częściowo odmiennymi z uwagi na malarskie fascynacje głównego bohatera. Z paroma obrazami wartymi zapamiętania i przemyślenia, jak słowa malarza, że „samobójstwo to wyraz męstwa”. Czy jego uwaga o życiu, że „wszyscy siedzimy w celi śmierci i czekamy na wyrok”.

Film „Wołyń” wywołuje odmienne reakcje. Jest jakieś zbiorowe skupienie, cisza, jak chociażby na wypełnionej po brzegi sali w kinie gdańskiego Przymorza.. Ten film jest, przynajmniej dla mnie, rodzajem modlitwy, jesiennego wspomnienia o tych tysiącach zamordowanych, szczególnie latem 1943 roku.

Film przypomina „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego (także tej znakomitej adaptacji filmowej Andrzeja Wajdy), ale też „Łowcę jeleni” Michaela Cimino z niezapomnianymi  rolami Meryl Streep, Christophera Walkena, Roberta De Niro. Tak jeżeli chodzi o narastanie klimatu rosnącego napięcia, ale też o sfilmowanie scen ślubu, owego przejścia przez smugę cienia dojrzałości.

Oto widzimy wesele na Kresach Wschodnich Rzeczpospolitej pod koniec lat trzydziestych XX wieku. Spokojnie, wesoło, miłośnie. Ale już są jakieś zakłócenia, jakieś inne słowa, złe spojrzenia. Potem wojna i 17 września 1939 roku, kiedy wkracza bolszewicka agit-propaganda, kradzieże, przemoc, wszędzie lejący się alkohol, wywózki polskich gospodarzy, mających powyżej 20 mórg ziemi. Potem, po 22 czerwca 1941 roku, na te tereny wkraczają Niemcy. I znowu przemoc, znowu sąsiedzi zmieniają twarze. Teraz pomagają w wydawaniu Niemcom Żydów. Obserwują, czasami wręcz uczestniczą w ich egzekucjach. To ważny moment. Reżyser zdaje się potwierdzać tezę, że bestialstwo Ukraińców wobec polskich sąsiadów wynikało między innymi z ich doświadczenia tak przedmiotowego traktowania Żydów. Przez Niemców, przez nich samych. Oswojenia słowa: eksterminacja. Poluźnienia norm moralnych.

Ale to jeszcze nie tłumaczy pytania, skąd aż takie okrucieństwo zabijania. Jak wyliczono, Polaków mordowano podczas rzezi wołyńskiej na ponad 400 różnych sposobów. Mimowolnie wraca się do Trylogii Henryka Sienkiewicza, szczególnie „Ogniem i mieczem”, gdzie to upajanie się chwilą mordów już było sygnalizowane. To stamtąd pochodzi swoista dyrektywa, aby zabijać tak, by ofiary poczuły, że umierają. Właśnie „poczuły swoje umieranie”. Ale dlaczego też dzieci, starcy, kobiety?

Stajemy przed pytaniem o naturę absolutnego zła, owej czarnej dziury, która czasami dosięga człowieka. Której nie sposób wytłumaczyć. Jak mówi mieszkanka Wołynia: „Wprzód szli bandery, a za nimi Ukraińcy. Sąsiady”. Czasami pewnie zza wiejskiego ogrodzenia. I o ile jeszcze można zrozumieć zabijanie, to jego okrutne formy, już mniej. Bo jak mówi jeden z bohaterów filmu, nawet zwierzęta tak się nie znęcają nad ofiarami, jak ludzie (może poza kotami, które uprawiają swoistą zabawę w berka z mszami, przed ich śmiercią).

To jest też problem naszej kultury śródziemnomorskiej i świata wartości. Jeden z bohaterów tłumaczy chłopcu, że „honor” to jest dotrzymywanie słowa. Ilustruje to młody oficer polski z AK, który jedzie na rozmowy z przedstawicielami ukraińskiej UPA w mundurze, bez broni, bo tak się umawiano. I? Zostaje bestialsko rozerwany końmi. Nic się nie liczy, żadne normy. Jeden pop mówi o miłości, drugi o nienawiści i absolutnej potrzebie oddzielenia biblijnego kąkolu od ziarna.
Jak wyjaśnić skalę wręcz irracjonalnego przekroczenia przemocy, o czym mówią świadkowie zbrodni (kilka przykładów - w załączeniu)? Podobne pytania stawiał Tadeusz Borowski w swych opowiadaniach oświęcimskich. Tam stworzono precyzyjną fabrykę zabijania, wciągając w jej tryby bezradnych pośredników. Na Wołyniu zaś powstał pewien mechanizm, który odarł ludzi z tego, co nazywamy normami człowieczymi. Tam i tu człowiek stawał się łupiną historii, był skazany na zabijanie, a czasami wręcz na rzeź. Zresztą podobne obrazy były odnotowywane podczas Powstania Warszawskiego, jak choćby w trakcie likwidacji szpitala na Woli. Pamiętając o ukraińskich sprawcach tragedii Wołynia nie można zapomnieć o Niemcach, którzy rozpoczęli hekatombę II wojny światowej. W komorach gazowych, inaczej, ale też ginęli starcy, kobiety, dzieci. Miliony. 

Ten film pomaga również zrozumieć postawy takich ludzi, jak ksiądz Tadeusz Isakiewicz-Zalewski, który od lat upomina się o nazwanie ludobójstwem tragedii Wołynia. Ileż spotykało takich ludzi jak on zarzutów, potwarzy… Ileż lamentowania, co sobie Ukraińcy o nas pomyślą… Że to niepoprawne politycznie, że nie na tym etapie. Dla prawdy nie ma barier. Tylko ona tak naprawdę wyzwala. Tylko ona może doprowadzić do uczciwej refleksji i płynących z siebie słów potomków sprawców tej zbrodni: „Przepraszamy, wybaczcie, sąsiady… Lachy”. Ale czy to możliwe?

Niezależnie od tej odpowiedzi warto kierować się intencją słów księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego: „Jako chrześcijanin wybaczam, jako obywatel, jako Polak – pamiętam”. Ta pamięć jest niezbędna, jak omodlenie zmarłych, których kości gdzieś tam leżą na terenie obecnej Ukrainy. Niech spoczywają w pokoju, co jest jakąś niepisaną intencją tego tak ważnego dla polskiej pamięci filmu.
A pytania reżysera: „Jak żyć po końcu świata”?, „Czy Wołyń może się powtórzyć”? - pozostaną bez odpowiedzi.  

Ps. Jaki ładunek napięcia zawierają choćby wybrane, skrótowe relacje osób, które przeżyły tragedię na Wołyniu (przytaczam za „Do Rzeczy” – 41/2016).

„Nad ranem znalazłem na podwórzu zwłoki mojego ojca. Leżał w pobliżu pnia służącego do rąbania drewna i miał poderżnięte gardło. Matkę znalazłem w mieszkaniu. Miała ślady uderzeń po głowie, a na gardle ranę kłutą bagnetem na wylot. Moja siostra Helena otrzymała głęboki cios siekierą w głowę, tak że morderca zostawił w niej siekierę. Najmłodszy z braci Edzio – lat 2 – leżał cały we krwi z roztrzaskaną główką i wbitym nożem w piersi, Obok leżał 16-letni brat Bronek. Kiedy go oglądałem, sprawiał wrażenie bryły zmasakrowanego mięsa. Nogi i ręce miał połamane. To nad nim mordercy znęcali się najdłużej” - Michał Wojczaszyn

W jednej z wiosek w pobliżu Dereźnego po pogromie znaleziono w chacie małe dziecko z wyprutymi wnętrznościami. Jelita były rozpięte na ścianie w jakiś nieregularny sposób, a na jednym z gwoździ wisiała kartka z napisem: „Polska od morza do morza” – Wincenty Romanowski

Kiedy po raz drugi mnie ujrzeli, postanowili skończyć ze mną, raniąc prawą dłoń nożem i przebijając na wylot, a lewą rękę raniąc przed łokciem dwa razy. Upadłem. Jeden z banderowców chwycił mnie za skórę na plecach, tak jak się łapie kota, i tyle, ile miał skóry w garści, odciął nożem. Potem jeszcze dwa razy ugodził nożem w łopatki i wrzucił mnie w ogromny kopiec mrówek. Chyba straciłem przytomność i jak się ocknąłem, bardzo była obolała, a mrówki tak mnie pogryzły, że byłem bardzo spuchnięta. Odrąbana i leżąca obok głowa sąsiadki była cała pokryta mrówkami” – Irena Gajowczyk.

 Wojciech Książek

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook