Jedynie prawda jest ciekawa

Aktywność rodziców i społeczne ciała w oświacie

09.12.2012

W trakcie I Pomorskiego Forum Edukacyjnego (pisałem o tej konferencji niedawno) gdzieś w tle pojawiało się pytanie o możliwość powołania wojewódzkiej rady Oświatowej w Gdańsku.

Wracam do tego problemu, gdyż wiąże się on z procesem uspołecznienia polskiej edukacji. A mówić prościej, o roli, jaką w szkołach odgrywają rodzice. Czyli tego, co zawiera się w pytaniu, CZYJA jest szkoła? (oprócz równie ważnego; JAKA ma być?).

Nie ma co ukrywać, że w ostatnich latach obserwujemy proces wycofywania się rodziców z życia szkół publicznych. Było takie otwarcie – i to wzajemne – na początku lat dziewięćdziesiątych ub. wieku. Ten proces zainteresowania rodziców szkolną edukacją ich pociech usankcjonowała ustawa o systemie oświaty, zwana konstytucja edukacyjną. Dokument bardzo ciekawy, pokłosie wielu dyskusji środowisk solidarnościowych, a ostatecznie przyjęta w 7 września 1991 roku.

Właśnie ta ustawa w art. od 45 do 55 sankcjonowała obecność w przestrzeni szkół różnych ciał społecznych: rad szkół, rad rodziców, samorządu szkolnego, wreszcie, krajowej, wojewódzkiej, samorządowych rad oświatowych. I o ile powstały owe organy wewnątrzszkolne, to mimo upływu dwudziestu lat, ani krajowej rady oświatowych. Ten zapis pozostał w jakiejś mierze martwy. Chyba dzieje się tak także przez pewne niedoprecyzowanie legislacyjne. Nie ma bowiem informacji, kto powołuje wojewódzkie rady oświatowe. Podejmowanie takich decyzji mogłoby rodzić podejrzenie natomiast pozaprawne uzurpacje (chyba powinna to być inicjatywa kuratoriów, ale przy takim ograniczaniu ich kompetencji – od 2009 odbierając im prawo do kreowania regionalnej polityki edukacyjnej – zadanie wydaje się dzisiaj bardzo utrudnione). Jest natomiast zapis, że aby powołać krajową, musi to być inicjatywa czterech wojewódzkich (1/4). I koło się zamyka. Tymczasem zadania określone w ustawie są bardzo ciekawe.

Rada krajowa miałaby możliwość opiniowania ustawy budżetowej, kryteriów podziału środków finansowych będących w dyspozycji MEN, różnych aktów prawnych niższego rzędu, jak rozporządzeń o planach nauczania, podstaw programowych, itd. Mogłaby także opiniować założenia polityki edukacyjnej (ważne, bo dzisiaj dominuje głównie doraźność, decyzjami rządzących kieruje mocno mizeria finansowa). Mogłyby także występować do organów administracji rządowej.

Póki co, nie ma.

Szkoły, szczególnie większe, borykają się z małą wolą współpracy ze strony rodziców (jeżeli już, to przeważają postawy roszczeniowe). Bieda (według danych GUS-u ponad 2 mln Polaków żyje w skrajnej biedzie), długi czas pracy, migracje zarobkowe powodują, że rodzice wycofują się z życia szkoły (na wywiadówki w klasach zawodowych przychodzi czasami tylko około 25% rodziców). Problemem są także różne – niby dobrowolne, a jednak dodatkowe składki (daniny) na tzw. bezpłatną, publiczną polską szkołę (dawny komitet rodzicielski).
To wszystko sprawia, że nauczyciel-wychowawca, pedagog szkolny, dyrektor, pozostają często sami w swych oddziaływaniach wychowawczych, wpływających na taką a nie inną osobowość młodego człowieka. Na pewno mniej skutecznych od tzw. wspólnego frontu-oddziaływań szkoły, środowiska rodzinnego młodego człowieka. Warto przynajmniej o tym pamiętać.

Wojciech Książek

Autor bloga

ksiazek

Wojciech Książek

Przewodniczący „Solidarności” oświatowej Regionu Gdańskiego, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook