Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Zachodzące słońce i rynki schodzące

31.10.2011

Już w poniedziałek zostanie oficjalnie ogłoszone narodzenie 7- miliardowego obywatela Ziemi. Jak należało oczekiwać wystąpiły już alarmistyczne enuncjacje mówiące o przeludnieniu świata i o grożącej nam „demograficznej bombie”.

„Nie można w dalszym ciągu ignorować zjawiska stopniowego spadku ilości urodzeń oraz demograficznego starzenia, ani widzieć w tym rozwiązania problemu bezrobocia. Jeśli proces demograficzny będzie nadal posuwał się w tym kierunku, to liczba ludności w Europie, która w 1960 roku stanowiła 25 procent ludności świata, spadnie w połowie przyszłego stulecia do 5 procent.”  Jan Paweł II (11.10. 1985) 

Zapewne kontynuowane będzie wylewanie krokodylich łzy nad  biedą w Afryce, brakiem surowców i anomaliami klimatycznymi spowodowanymi CO2. Podczas gdy wydaje się, że rację ma profesor Joel Cohen z Uniwersytetu Rockefellera w Nowym Jorku, który twierdzi, iż „oceny dotyczące ‘pojemności’ ludzkiej ziemi kształtują się od miliarda do biliona osób”. I że „te wielkości są naprawdę liczbami politycznymi, mającymi na celu wsparcie określonego punktu widzenia”. W mediach cały czas akcentowany jest fakt, iż co roku  przybywać będzie 76 milionów ludzi i że w roku 2050 ogólna liczba ludności przekroczy 9 mld. Podczas gdy kluczowym zagrożeniem jest występowanie w globalnej nierównowagi demograficznej pod względem  geograficznym i struktury wieku. Już w 1985 r. Jan Paweł II alarmował że obecne trendy oznaczają kulturową anihilację Europy, a  my sami stajemy się ofiarami zarysowanych trendów. O ile w krajach wysoko rozwiniętych udział osób w wieku produkcyjnym w społeczeństwie już spada, to w szerszej perspektywie,  poczynając od 2015 roku, cały świat będzie się starzał i proporcja ludzi w wieku 15-64 lata do całości populacji na świecie  będzie również spadać.

Jak podał hiszpański Państwowy Instytut Statystyki (INE) Hiszpania w 2010 r. miała 47,2 mln ludności, a więc o ponad 10 mln realnie więcej niż Polska. A pomyśleć że przed dziesięciu laty przy ustalaniu wag wpływu państw w UE (pamiętne „Nicea albo śmierć”) premier Buzek wytargował taką samą wagę głosów dla Polski co Hiszpanii ze względu na wielkość zatrudnienia. Niestety później w „odpowiedzi” na Traktat z Lizbony, wiążący znaczenie państwa z jego wpływami politycznymi, naszą odpowiedzią stała się implozja demograficzna. Patrząc w przyszłość możemy być pewni, że zarówno Europa, jak i Rosja, Japonia czy USA, będą borykały się z jednej strony ze słabnącym dopływem młodego pokolenia, z drugiej  zaś z rosnącą armią starszych ludzi, wymagających środków na emerytury i opiekę medyczną. Sytuacja ta z pewnością wpłynie na ograniczenie innowacyjności ich gospodarek i spowolnienie wzrostu gospodarczego na wzór tego przepowiadanego na początku lat 90. przez Billa Emmott’a dla Japonii w książce „The Sun Also Sets”.

Gdy chodzi o przeciwdziałanie konsekwencjom zapaści demograficznej to interesująca jest strategia USA, które to państwo mimo że mają zastępowalność pokoleń i wystarczającą dzietność, to również przeciwdziałają konsekwencjom starzenia na dwóch frontach migracyjnych. Cały czas jest również obserwowana dzietność Amerykanów w okresie kryzysu.  Jak podaje The Globe and Mail uważa się za niepokojący fakt, że o ile w 2007 r. urodziło się 4,3 mln dzieci to w zeszłym roku już o 300 tyś. mniej. Również liczba urodzeń na 1000 kobiet zmalała z 69,6 do 64,7 dzieci, oraz że tendencja spadkowa była najsilniejsza w tych stanach które doświadczyły najgłębszej recesji.  Gdy chodzi o politykę migracyjną to po pierwsze, występuje stały napływ ludności latynoskiej, głównie z Meksyku do sektora usług. Usługi nie wymaga szczególnej edukacji, a problemy adopcyjne są minimalizowane przez upowszechnianie znajomości hiszpańskiego w całym kraju, a szczególnie w stanach na południu. Z drugiej strony poprzez wchłanianie najzdolniejszych imigrantów z całego świata kompensuje się brak możności wychwycenia najzdolniejszych imigrantów latynoskich w pierwszym pokoleniu, poprzez kompensacyjnie prowadzoną politykę „brain drain”. Amerykanie silnie wspierają swoje uniwersytety w badaniach podstawowych i jak podaje American Association for the Advancement of Science, aż 60% procent środków przeznaczonych na badania pochodzi ze źródeł federalnych. Przykładowo samo NHI (National Institutes of Health) przeznacza na badania w medycynie, aż $31 mld rocznie wspierając najlepsze na świecie uniwersytety z ich laboratoriami i programami doktorskimi ściągającymi najlepszych kandydatów z całego świata. Nic dziwnego, że w efekcie w USA aż dwie trzecie studentów programów doktorskich o kierunku chemii i inżynierskich, oraz ponad połowę w pozostałych dziedzinach to obcokrajowcy, którzy po zdobyciu swojego PhD z reguły zasilają kadrę naukową w Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie i w tym aspekcie stosowana jest polityka imigracyjna przeciwdziałająca zbyt dużej koncentracji imigrantów jednej narodowości, która wg John Gapper’a (w artykule Financial Times z 13.10. „Don’t boot out tomorrow’s Nobels”) może być jednak obosieczna. Otóż 7%-owe kwoty imigracyjne dla naukowców z jednego kraju powodują że tylko najużyteczniejsi z najludniejszych krajów świata, a więc Indii i Chin otrzymują zieloną kartę. W efekcie zgodnie z danymi National Fundation for American Policy potrzeba by było aż 70 lat na rozładowanie kolejki 210 tyś. Hindusów którzy aplikują do pozostania w tej kategorii imigrantów. Z drugiej strony odsyłanie wykształconych naukowców do tych państw-kolosów, które obecnie przeżywają okres ekspansji ekonomicznej, może okazać się wzmacnianiem najgroźniejszych konkurentów. Zwłaszcza że już obecnie wg. Fundacji Kauffmana zaledwie 6% studentów hinduskich i 10% chińskich planuje pozostać w Ameryce po zakończeniu studiów widząc olbrzymie możliwości dla swojej kariery w ojczyźnie po zdobyciu cennych kwalifikacji. Obecna przewaga Zachodu w badaniach podstawowych ogranicza możliwość zdominowania światowej gospodarki przez Chiny i Indie o czym pisałem już w 2007 r w artykule ”Chińska enigma”:  „Mimo budowania swojej potęgi przemysłowej w oparciu o zakupy zagranicznych licencji i dziesięciokrotnie niższy światowy udział w zarejestrowanych prawach patentowych (IPR) w porównaniu z sąsiednią Japonią - 1,8 proc. w porównaniu z 18,8 proc. - sytuacja na tym polu również skokowo się zmienia. Świadczy o tym szybki, bo aż 43,7-procentowy wzrost zarejestrowanych patentów (International Patent Filing). […P]erspektywy rozwoju Chin jawią się optymistycznie, i to zarówno w krótkim, jak i długim okresie. Jedynie okres przejściowy może budzić obawy. To okres, kiedy tania praca, kapitał, ziemia i surowce się wyczerpują i pojawi się konieczność sprostania światowej konkurencji w zdolności do innowacji.”  Jak podają ostatnie dane Thomson Reuters również w tej części następuje bardzo szybki proces konwergencji, gdyż w ostatnich pięciu latach o ile w Ameryce naukowcy opublikowali 38 tyś. artykułów naukowych, to Chińczycy o półtora raza więcej bo 55 tyś. Na razie jakość przeważa nad ilością w tej dziedzinie, ale przy wsparciu amerykańskich uniwersytetów i ten element może się odwrócić.

Patrząc na dzisiejszą informację z pierwszej strony Financial Times’a o $100-u miliardowej pomocy na ratowanie strefy euro ( „China set to aid Europe bail-out” Jamil Anderlini i Richard Milne’a), z równocześnie podaną informacją o spadku udziału banków zagranicznych w Chinach z 2,4% rynku w 2007 r. do 1,8% obecnie, możemy być pewni, że przy kontynuowaniu aktualnej polityki, świat zachodni już niedługo sam będzie się określał „rynkiem schodzącym” na wzór przepowiedni Billa Emmott’a.

Dr Cezary Mech
Agencja Ratingu Społecznego

Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook