Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

€urokolonializm zamiast federalizmu – fatalne dylematy dla Polski

15.06.2012

Czy i my czasem nie płyniemy na Titanicu w jego trzeciej klasie, kompletnie bez wpływu na poczynania jego €uropejskiego kapitana?

Niall Ferguson z Nourielem Rubinim w głośnym artykule Financial Times’a „Germany is failing to learn the lessons of the 1930s…” apelują do Niemiec o opamiętanie, postulując proste recepty na kryzys w postaci wzrostu inwestycji infrastrukturalnych w krajach peryferyjnych w powiązaniu z wzrostem płac w u siebie w celu zwiększenia konsumpcji: „supply-stimulating infrastructure spending in the periphery (preferably with some kind of “golden rule” for public investment), and wage increases above productivity in the core to boost income and consumption.” W sytuacji kiedy Niemcy są głównym beneficjentem wprowadzenia euro: „Germany’s prosperity is in large measure a consequence of monetary union. The euro has given German exporters a far more competitive exchange rate than the old Deutschmark would have.” Uważają że w sytuacji kiedy Niemcy wyduszają na krajach UE rezygnację z suwerenności występuje ryzyko poważnego kryzysu gdyż wymagania te okażą się nie do zaakceptowania przez innych: „The main risk is that any proposal acceptable to Germany would imply such a loss of sovereignty over fiscal policy that it would be unacceptable to the periphery, particularly Italy and Spain.” A takie działania mają charakter kolonialny, gdyż jak zauważyli Ferguson z Rubinim jest różnica między federalizmem a neokolonializmem: „there is a difference between federalism and “neo-colonialism””! Dopowiadając federalizm wymusza transfery, a kolonializm w Indiach zdegradował ten kraj z pozycji największego producenta światowego do pozycji pariasa. Niemcy nie godząc się wspierać finansowo kraje dotknięte kryzysem, bez koncesji politycznych nawiązują do antysolidarnościowej polityki którą stosowały w przeszłości. Podczas gdy nie ma też żadnej pewności,  że  jeśli  kraje te oddadzą suwerenność  i władzę polityczną, to  transfery z Niemiec nastąpią.

Łatwo zapominają że o ile Chiny, Brazylia i inne kraje wschodzące stoją za wzrostem niemieckiego eksportu, to jednak nawet obecnie strefa euro jest odbiorcą ponad 40% niemieckiego wywozu. Również jeśli strefa euro się rozpadnie to niemiecka marka będzie aprecjonować, powodując że ograniczenie atrakcyjności niemieckich produktów. Niemcy muszą się opodatkować na rzecz wyrównania dysproporcji w strefie euro, jeśli naprawdę chcą utrzymać wspólną walutę. Gdyż są głównym beneficjentem kryzysu z dwóch powodów. Osłabione kryzysem euro (już o 10,5% od 2009 r.) poprawia konkurencyjność sprzedawanych przez nich towarów, a ucieczka kapitałów z krajów peryferyjnych, tak bolesna dla nich, jednocześnie powoduje że Niemcy pożyczają pieniądze na rynku kapitałowym praktycznie za darmo, gdyż rentowności dwuletnich obligacji mają poziomy negatywne i za pożyczanie pieniędzy trzeba dopłacać. Liczby ukazują że Niemcy są głównym beneficjentem euro. O ile bezrobocie młodzieży przekracza poziomy 50% w Grecji i Hiszpanii, a 35% we Włoszech, to w Niemczech od 2005 r. stale spada i jest bezpiecznie poniżej 10% od dwóch lat. Osłabienie euro sprawiło że eksport niemiecki poza UE wzrósł od 2009 r. o 42% osiągając pozom ponad €420 mld, to jednak i w ramach UE jest od niego wyższy o €200 mld i w tym samym czasie również rósł dynamicznie o 25% przekraczając poziom przedkryzysowy. Nadwyżka bilansu płatniczego wzrosła dynamicznie w okresie funkcjonowania euro, od 2004 r. przekraczając co roku poziom €100 mld i będąc lustrzanym odbiciem deficytu który notowały kraje peryferyjne eurostrefy. Nic dziwnego że gdy analizujemy bilanse Banku Centralnego Niemiec w systemie Target2 to zauważamy od roku 2007 Niemcy odnotowały ponad €600 mld nadwyżkę podczas gdy w sumie pozostałe nadwyżkowe kraje (Finlandia, Holandia i Luksemburg) miały ją na poziomie dwukrotnie niższym. Równocześnie zobowiązania krajów peryferyjnych (Włoch, Hiszpanii, Irlandii, Grecji i Portugalii) narosły do rekordowego poziomu prawie €900 mld. A gdyby przecież wszystkie kraje eurostrefy chciały zastosować postulowane przez Niemcy działania polegające na ograniczeniu konsumpcji i zwiększeniu eksportu to nie byłoby tych którzy mogliby tą nadwyżkę kupić.

Reakcja rynku ukazuje że pomoc z EFSF i EMS dla hiszpańskiego sektora bankowego w wysokości 100 mld. euro, jest niewystarczająca. Wobec  wycofywania się  z Hiszpanii kapitału zagranicznego rolują zobowiązania hiszpańskie banki przy pomocy środków EBC, a Hiszpania na  samo zrolowanie  długu który wyniósł  735 mld euro pod koniec ubiegłego roku potrzebuje 228 mld. euro  do 2014r.  Pomoc dla hiszpańskich banków stanowi w rzeczywistości pakiet pomocowy dla Hiszpanii, tyle że udzielony na ratowanie systemu bankowego. W zamian za tę pożyczkę Hiszpania będzie  zobowiązana  wypełniać  warunki  dyktowane przez  eurostrefę i MFW, a więc ciąć wydatki, likwidować deficyt budżetowy, wprowadzać reformy strukturalne, dokładnie tak,  jak w Grecji

O tym jak rozpaczliwa jest sytuacja Euro mogą świadczyć dramatyczne wyznania ministra spraw zagranicznych Hiszpanii który porównał Europę do Titanica w którym jeśli Hiszpanie będą tonąć to na równi z usadowionymi w pierwszej klasie Niemcami: „José Manuel García-Margallo, Madrid’s acerbic foreign minister, appealed to Germans to understand that their successful economy would not be immune to a disaster elsewhere in the eurozone. “If they throw a country to the wolves, this will affect everyone, so they should have a more long-term vision.” Not for the first time, Mr García-Margallo also likened the eurozone to the doomed liner the Titanic and implicitly warned the wealthy Germans that “if the Titanic sinks it takes the passengers with it, including those in first class”.” Za równie dramatyczny należy uznać apel Premiera Hiszpanii Mariano Rajoy’a do krajów UE o utworzenie europejskiego nadzoru fiskalnego jak podaje FT w artykule „Spain calls for eurozone fiscal authority”. Ten apel został podchwycony przez Niemcy nagle zgadzające się nawet na emisje obligacji europejskich, jeśli ich warunek dotyczący odebrania suwerenności w polityce fiskalnej zostanie przez kraje UE przyjęty.

Kryzys w eurostrefie jest wyraźnie wykorzystywany w warstwie politycznej gdyż jak na konferencji CDU powiedziała pani kanclerz Angela Merkel „she is ready to heed calls for Germany to do more for growth but wants other euro states to accept giving up sovereignty over their budgets in exchange” oczywiście z uznaniem że kraje będą mogły zostać sądzone przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości jeśliby łamały wyznaczoną dyscyplinę fiskalną. Należy również oczekiwać ich zgody na przejęcie kontroli nad sektorem bankowym UE, ale na pewno nie na zasadzie sfinansowania jego wydatków. Gdyż Niemcy godzą na utworzenie unii bankowej w „średniej perspektywie czasowej”, a w przypadku największych europejskich banków możliwe że wcześniej. Zabiega o to Hiszpania która kłopotami ze swoim sektorem bankowym chciałaby podzielić z resztą Europy. Takie rozwiązanie wpływowej w tym kraju grupy interesów pasowałoby temu krajowi któremu udało się oczyścić bilanse największych prywatnych gigantów finansowych kosztem zobowiązań kas oszczędnościowych które przerzucono na koszt podatnika.

Suwerenność Hiszpanii jest ceną za wsparcie banków z Europejskiego Funduszu Stabilności, inaczej  Hiszpania musiałaby już dziś poprosić o pomoc międzynarodową. Premier Mariano Rajoy wolał zaproponować centralizację władzy w przyszłości, niż  poddać się „trojce” już teraz w sytuacji kiedy wg analiz J. P. Morgana przewidywany deficyt w przyszłym roku Hiszpanii będzie wyższy o 7 mld euro niż Włoch, a do końca roku 2014 zapotrzebowanie kredytowe rządu wynosi w sumie 349 mld euro i to bez kosztów dokapitalizowania banków. Podczas gdy Włoch 669 mld euro. O ile zapotrzebowanie do końca tego roku wynosi w Hiszpanii €113 mld (33 mld deficyt i 80 mld zrolowanie obligacji i papierów skarbowych), to we Włoszech €264 mld (tylko €31 mld deficytu i aż €233 mld rolowania długu). W roku przyszłym zapotrzebowanie kredytowe w Hiszpanii wynosi €139 mld (€52 mld deficyt i €87 mld rolowanie długu), a we Włoszech €241 mld (€45 mld deficyt i €196 mld dług). Dopiero zgodnie z planami w roku 2014 te wielkości spadają w Hiszpanii zapotrzebowanie spada do €96 mld (€36 mld deficytu i €61 mld na zrolowanie obligacji), podczas gdy we Włoszech do €164 mld (zaledwie €18 na sfinansowanie deficytu i znacznie więcej bo €146 mld na  sfinansowanie zapadających obligacji). 

W efekcie pogłębiającego się kryzysu zamiast  spodziewanego upadku  euro możemy zatem mieć skok do przodu w kierunku znacznie głębszej integracji.  Wszystko zmierza w kierunku  powstania scentralizowanego molocha europejskiego pod egidą Niemiec, pod wielokrotnie eksponowanym przez Kanclerz Merkel hasłem: „więcej Europy, nie mniej Europy” w której pozostałe kraje będą musiały po prostu „odrobić [zadaną] pracę domową”.  Realizacja tej strategii jest możliwa  dlatego, że narody  eurostrefy, tak jak Grecy, chcą  dwóch wzajemnie wykluczających się rzeczy naraz – suwerenności i wspólnej waluty, oraz są zakładnikami grup biznesu. Gdy zaś muszą wybierać – oddają suwerenność kraju na rzecz  indywidualnych interesów takich jak utrzymanie wartości emerytur czy oszczędności  wyrażonych w euro. Islandczycy w końcu postąpili odwrotnie, i dobrze na tym wyszli.

Ponadto już na marginesie wydarzeń odnalazła się kolejna ofiara europejskiego kryzysu zadłużenia i  związanego z tym kryzysu sektora  bankowego. Jest nią Cypr, którego rozdmuchany sektor bankowy znalazł się na krawędzi załamania, a właściwie ją przekroczył.  W efekcie Parlament został skłoniony do dokapitalizowaniu pieniędzmi podatników sektora bankowego kwotą 2 mld euro. W efekcie rząd  przejmie udziały w zagrożonych bankach przenosząc tym samym ciężar ich całego zadłużenia na budżet czyli cypryjskich podatników, którzy z właścicieli banków staną się „właścicielami ich długów” których nie mają szans udźwignąć spłat. W sytuacji kiedy zadłużenie  cypryjskiego sektora bankowego sięgnęło 308,7 proc. PKB. Podczas gdy cały PKB Cypru to  zaledwie ok. €13 mld wartość ekspozycji w bilansach banków z tytułu samych greckich aktywów szacuje się na  22 mld. euro. Przyczyną załamania w  cypryjskim sektorze bankowym jest nadmierna ekspansja tamtejszych banków, co  przypomina  sytuację, z jaką mieliśmy do czynienia na Islandii w 2008r. Rząd Islandii także  chciał dokapitalizować banki, znacjonalizować je i przenieść zadłużenie na podatników, jednak Islandczycy zorganizowali w tej sprawie referendum i w głosowaniu odmówili spłacania długów  wygenerowanych przez  sektor bankowy. Dzięki tej decyzji  gospodarka Islandii - po przejściowej recesji i zapaści kursu korony - szybko wyszła  na prostą i  powróciła na ścieżkę rozwoju. Sytuacja Islandii i Cypru jest przestrogą dla Polski. Nie „udomawiajmy” banków zagranicznych które chcą się z kraju wycofać jeśli sami nie chcemy zostać bankrutami.

Cezary Mech

Agencja Ratingu Społecznego

Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook