Jedynie prawda jest ciekawa

Środowe ultimatum dla Włoch, a polska pasywność

26.10.2011

Dzisiejszy Financial Times na pierwszej stronie w artykule Elizabeth Rigby i Kiran Stacey „Cameron fights party rebels over EU” ukazuje zakres sprzeciwu w Partii Konserwatywnej wobec obecności Wlk. Brytanii w UE

W sytuacji coraz większego zaangażowania UE w walce o ratowanie strefy euro i powszechnego braku zaufania do działań Brukseli aż jedna czwarta parlamentarzystów PK (81 i 15 którzy wstrzymali się od głosu) z kilkoma zdeterminowanymi doradcami rządu żąda od premiera zarządzenia referendum w sprawie członkostwa w Unii Europejskiej. Szczegóły głosowań ukazujące głębokość podziału są zawarte w innym artykule „Conservative backbenchers defy Cameron”.

A dzieje się tak pomimo twierdzenia rządu brytyjskiego, że przeprowadzenie takowego referendum miałoby jedynie sens w przypadku zwiększenia uprawnień Brukseli. Charakterystycznym jest, że debaty w Polsce na tym tle nie ma. W tym samym czasie okazuje się, że Wlk. Brytania sama może paść ofiarą ruchów odśrodkowych ze strony szkockiego referendum o niepodległość, który po cichu nabiera rozpędu. I o ironio za sprawą rekordowej wygranej na loterii. Otóż jak podaje Financial Times w innym artykule „SNP poll fear” wynik tego referendum zależy od zakresu wsparcia kandydata do parlamentu ze strony Szkockiej Partii Narodowej Colin Weir’a, który okazał się szczęśliwym wygranym na loterii o zawrotnej wysokości 161 mln funtów. W obecnej batalii o zacieśnienie współpracy w eurogrupie Cameron dopominając się prawa państw spoza euro (głównie swoje i Szwecji) podpadł prezydentowi Sarkozemu twierdząc że „dokładnie wyceni” jakiekolwiek zmiany traktatowe, na co miał usłyszeć: „Nie lubisz euro, dlaczego w takim razie chcesz uczestniczyć w naszych spotkaniach?” Pytanie o tyle zasadne, że podczas tego typu spotkań zapadają decyzje, które później dotyczą krajów spoza strefy.

O ile wydaje się, że decyzje zapadają „demokratycznie” na linii Berlin-Paryż, o tyle cichym unikającym rozgłosu jest Rzym i jego problemy z obsługą 1,9 biliona długów. Batalia która teraz się rozgrywa dotyczy tego na ile uda się zmusić Włochów do oszczędności, aby mniejszy rachunek musiała zapłacić decydująca dwójka. Niemniej Włosi nie są bierni w działaniu, uzyskali szefa EBC, aby upewnić rynek co do istotności Włoch dla Eurostrefy, a równocześnie mimo irytacji ze strony prezydenta Sarkozyego nie chcą ustąpić miejsca w zarządzie EBC. Na dodatek, jak Guy Dinmore i Rachel Sanderson zauważają w artykule FT: „Berlusconi surprises with pick for central bank”  - desygnując na szefa Banku Centralnego Włoch Ignazio Visco - zagwarantowują sobie, że w zamieszaniu które nie wiadomo jak się zakończy, BC będzie ściślej współpracował z ministrem finansów niż z włoskimi członkami EBC. Włosi również są wyraźnie podirytowani naciskami na przedłużenie wieku emerytalnego do 67 lat, nawet dla tych którzy nieprzerwanie od osiemnastego roku życia pracowali powyżej 40 lat i powoli tracą cierpliwość do zabiegów francuskich mających uratować tamtejsze banki. Świadczą o tym publiczne wypowiedzi o tym że „nikt” nie jest uprawniony do „dawania lekcji” „wybranym rządom i Europejczykom”, jak i komentarz jaki ukazał się w kontrolowanym przez rodzinie Berlusconiego mediolańskim dzienniku Il Giornale. Porównał on „arogancję” prezydenta Sarkozy’ego do Zidane względem Materazziego, uszczypliwie uważając, że „nie jest mu [Sarkozy’emu] do śmiechu w okresie poprzedzającym jego kampanię wyborczą, z powodu stanu francuskiego przemysłu i banków”, o których interesy on tak usilnie zabiega.

W sytuacji kiedy kryzys Eurostrefy się nasila, a przywódcy Niemiec i Francji przesuwają „demokratycznie” przez nich podjęte decyzje, o tym kto ma zapłacić za błąd jakim było utworzenie strefy euro, polskie elity głoszą konieczność wejścia na pokład tonącego okrętu i zapłacenia za ten bilet. O ile zarówno Financial Times jak i  The Wall Street Journal rozpisują się nad koniecznością uzdrowienia sytuacji w Europie podkreślając konieczność poniesienia wyższych kosztów, poprzez zlewarowanie e440 mld Funduszu Stabilazycajnego na co nie chce się zgodzić Bundestag. Ukazując przy okazji, że przesunięcie decyzji na środę przez eurogrupę jest spowodowane faktem, że jedynymi krajami szanującymi demokratyczne podejmowanie zobowiązań narodowych to Niemcy, Duńczycy i Finowie. W pozostałych krajach mandatu parlamentarnego i zgody parlamentu nie muszą mieć nakładanie nowych zobowiązań przywódcy. Niemniej to co musi dziwić najbardziej, to fakt że o ile społeczeństwa europejskie z coraz większym niepokojem przyjmują coraz wyższe zadłużanie się państw, z powodu dysfunkcjonalności strefy euro, to nasi przywódcy coraz głośniej wołają że chcą wejść na tego tonącego Tytanika i zapłacić koszty jego zakupu. W sytuacji kiedy Financial Times w artykule Hugh Carnegy „Sarkozy stuck with little room for manoeuvre” pisze wprost że efektem zamieszania z euro będzie schłodzenie wzrostu PKB w zarówno Francji jak i Niemczech do 1% PKB w 2012 r., nie wspominając o recesyjnym 0,2% we Włoszech. A Simon Tilford, główny ekonomista Center for European Reform w artykule Marcus’a Walker’a i Charles Forelle „Europe's Options: Few, and Shrinking” zamieszczonym w The Wall Street Journal podsumowuje chłodno: "Europa wypatruje straconą dekadę". Nasi liderzy na to stwierdzają między innymi: „Polska wciąż jest zdecydowana na przystąpienie do strefy euro” - prezes NBP Marek Belka, „Prezydent Bronisław Komorowski wyraził przekonanie, że Unia i strefa euro wykorzystają obecny kryzys do pogłębienia integracji europejskiej przez wzmocnienie strefy euro i poszerzenie jej o nowych członków”, a „Szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek nakreślił zadania stojące przed pogrążoną w kryzysie strefą euro i Unią Europejską. Najpilniejsze zadanie to zredukować długi Grecji i uzgodnić, jaką część obciążenia weźmie na siebie sektor bankowy. Następnie należy dokapitalizować europejskie banki siłami nie tylko krajów eurostrefy, ale całej Unii (a więc także pieniędzmi polskiego podatnika).”

W przeciwieństwie do działań Wlk. Brytanii i Włoch jest to ewidentnie wyjątkowo bierna postawa. Nawet Włochy których obligacje sprzedają się obecnie o 388 punktów bazowych drożej od niemieckich nie planują biernie ulegać ultimatum francusko-niemieckiemu i jak donosi dzisiejszy The Wall Street Journal w artykule Stacy Meichtry „Berlusconi's Government Risks Collapse” sprzeciwiają się w płaceniu prawie 5% PKB premii za swoje ryzyko. A robią to w sytuacji kiedy w ciągu najbliższych trzech lat potrzebują aż 650 mld euro długu do zrolowania, w sytuacji kiedy ich rentowność dziesięciolatek 5,92% jest na poziomie polskich. Różnica jest taka, że w Polsce na te tematy nie dyskutuje się, wynajdując coraz to nowe tematy zastępcze, aby odwrócić uwagę opinii publicznej od wyzwań, które przed realnie przed Polską stoją.

Dr Cezary Mech
Agencja Ratingu Społecznego

Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook