Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Sektor bankowy w Polsce nie ma charakteru rozwojowego

03.02.2014

Dlaczego w Polsce od 25 lat niezależnie od koloru władzy banki realizują „swoje”?

Lektura raportu Biura Informacji Kredytowej za 2013 roku ukazuje wzrost optymizmu u potencjalnych kredytobiorców. Wskazuje na to fakt że w ostatnim kwartale ubiegłego roku liczba raportów kredytowych wzrosła o 19 proc. w porównaniu z analogicznym kwartałem 2012 r. Oznacza to że banki częściej skierowywały zapytanie do BIKu na temat potencjalnego kredytobiorcy świadcząc pośrednio o polepszeniu sytuacji konsumentów zwiększających zainteresowanie wzrostem konsumpcji. Niemniej tego typu diagnoza jest dużym uproszczeniem w świetle raportu KNF na temat sytuacji   sektora bankowego  w ciągu trzech kwartałów 2013 roku. Wg cytowanego raportu na koniec września 2013r. na 973,9 mld. zł. udzielonych kredytów  tylko 281,3 mld. zł. stanowiły kredyty dla przedsiębiorstw, a na dodatek wzrosły one zaledwie o 1,4 proc. w ciągu roku, co nawet KNF uznała jako „[n]iskie tempo wzrostu kredytów dla przedsiębiorstw (stagnacja w obszarze MSP)”. Podczas gdy tak naprawdę to gdy chodzi o sektora małych i średnich przedsiębiorstw, to jako niepokojący należy uznać spadek poziomu kredytów o 0,8 proc. w sytuacji kiedy właśnie ten sektor jest kluczowy w przekształcaniu nowych pomysłów w przedsięwzięcia gospodarcze generujące powstawanie nowych miejsc pracy.  Charakterystycznym jest również tłumaczenie wprost powyższej sytuacji przez KNF „niskim tempem wzrostu gospodarczego i niepewnością co do przyszłego rozwoju koniunktury”.  Oznacza to że wbrew buńczucznym zapowiedziom polityków banki  obserwując brak popytu na rynku, brak stymulacji na rzecz rozwoju gospodarki krajowej, brak procesów konwergencji w Unii Europejskiej i spadek pozycji negocjacyjnej naszego kraju, zbliżającą się nieuchronnie zapaść demograficzną, na tej podstawie  uznały, że brak jest opłacalnych projektów inwestycyjnych w efekcie nie kredytują gospodarki. Rozwiązaniem nie jest skoncentrowanie na finansowaniu sektora finansowego, finansów publicznych i  klientów indywidualnych ponieważ  w warunkach zastoju gospodarczego prowadzi do nadmiernego zadłużenia państwa i jego obywateli.

Jak podaje raport sytuację banków pogorszyła redukcja stóp NBP w ubiegłym roku mimo iż w efekcie skorzystały one również na niej gdyż ograniczając koszty kredytu poprawiła w efekcie sytuację wszystkich kredytobiorców, co przyznała nawet KNF podsumowując że „silna redukcja stóp procentowych ogranicza koszty obsługi kredytów i prowadzi do poprawy sytuacji finansowej części kredytobiorców”. Wprawdzie ograniczone oprocentowani utrudnia przyciągnięcie depozytów, niemniej korzyści ze zmiany asymetrycznie osiągnęły również banki, gdyż oprocentowanie kredytów w sektorze  spadało wolniej niż oprocentowanie depozytów, a nawet spread się powiększył w porównaniu z poprzednim okresem o 0,9 pkt proc.  Otóż między styczniem a wrześniem ubiegłego roku  średnie oprocentowanie  depozytów w bankach spadło  z 4 proc. do 2,4 proc., a więc o 1,6 punktu procentowego, podczas gdy oprocentowanie kredytów zmniejszyło się tylko o  0,8 punktu procentowego  (z 7,8 proc. do 7,0 proc.). Przeciętne oprocentowanie kredytów dla przedsiębiorstw w badanym okresie wynosiło 4,4 proc., gdy depozyty  przedsiębiorstw były oprocentowane na poziomie 2,3 proc. Kredyty dla gospodarstw domowych  były udzielane średnio na 9,5 proc. Podczas gdy długoterminowe kredyty mieszkaniowe zabezpieczone hipotecznie oprocentowane były na 5,6 proc. to kredyty konsumpcyjne były udzielane na 20,7 proc. Poważnym problemem dla Polaków, nie poruszonym w raporcie jest działalność instytucji parabankowych udzielających pożyczek na lichwiarski procent. Nasze państwo w ogóle nie broni przed tym swoich obywateli. Przy oprocentowaniu rzędu paru tysięcy procent w skali roku – nawet drobne pożyczki urastają do ogromnych kwot, które są potem bezwzględnie windykowane – świadcząc o omnipotencji naszych instytucji które powinny przed taką sytuacją chronić obywateli.

W aktywach i pasywach banków nadal znaczną część środków stanowią instrumenty o charakterze spekulacyjnym w obcych walutach, co zwiększa ryzyko  sektora i jego klientów. I tak kwota udzielonych kredytów walutowych w przeliczeniu na złote wynosiła na koniec września  344,6 mld. zł., co stanowi   24,1 proc.  aktywów banków.  W pasywach zobowiązania z tego tytułu wobec systemu finansowego wynosiły  łącznie 289,3 mld. zł. tj. 20,2 proc. Różnica tych wielkości – 55,3 mld. zł. – pokazuje skalę podjętego  przez sektor bankowy w Polsce ryzyka walutowego. W efekcie w sytuacji znaczącego osłabienia złotego wprawdzie aktywa banków wzrosną niemniej sytuacja ich klientów ulegnie pogorszeniu gdyż tylko minimalne kwoty są udzielane kredytobiorcom zabezpieczonym walutowymi dochodami, a większość to walutowa spekulacja. W większości to kredyty mieszkaniowe na których zawarcie zgadzają się władze państwa mimo iż w praktyce oznacza to spekulację na giełdzie walutowej na olbrzymią skalę obywateli którzy „grając na giełdzie” zastawiają cały swój dobytek w postaci mieszkania i to zdobytego na kredyt. Sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana, ponieważ  sektor bankowy nie ma zabezpieczenia kursowego na wspomnianą skalę w postaci depozytów we frankach szwajcarskich i euro, lecz  zabezpiecza się instrumentami pochodnymi  (tzw. swapy walutowe). W rezultacie każdy ruch w górę lub w dół kursu złotego pociąga  za sobą problemy albo dla banków, albo dla ich klientów, a w skrajnych wypadkach – dla obu stron, a nawet państwa i podatników. Wyjściem z labiryntu długów frankowych nie jest wprowadzenie przepisu pozwalającego kredytobiorcom spłacenie kredytów po kursie pierwotnym gdyż oznaczałoby to dla banków i ew. podatników dopłaty rzędu 44-50 mld zł. Raczej działania powinny pójść w trzech kierunkach: po pierwsze państwo powinno wprowadzić nakaz dla instytucji, które udzielają tego typu kredytów, że muszą dysponować tego typu aktywami. Inaczej, jak w przypadku Polski, spekulują i są obciążeniem dla jakichkolwiek zmian. A w przypadku kryzysu jak to było w 2009 r., przybiegają do banku centralnego, żeby im dostarczać brakujące franki. Po drugie, nie może być tak, że kredytobiorcy walutowi są niewolnikami kredytów, jeśli one wzrastają niebotycznie powyżej wartości zabezpieczenia. Powinni oni w najgorszym przypadku tracić mieszkaniem i nie być poddawani dodatkowej presji przedstawiania dodatkowych zabezpieczeń. Po trzecie, państwo powinno przywrócić procent lichwiarski powyżej którego nie można pożyczać pieniędzy i uwzględniać w jego wyliczeniu wzrost wartości kredytu walutowego na mieszkania.

Mimo kryzysu, zastoju  akcji kredytowej i podjętego ryzyka walutowego zysk sektora bankowego w ciągu trzech kwartałów wyniósł 11,8 mld zł. Jest to zdecydowanie więcej niż suma wyników tak krytykowanych w zeszłym roku PTE w ciągu całego kilkunastoletniego okresu trwania reformy emerytalnej. Świadcząc pośrednio o skali populizmu i niekompetencji jaka się przelała w debacie o OFE. Wysokie wyniki szły w parze  z postępującą  koncentracją sektora bankowego. W ciągu trzech pierwszych kwartałów 2013 r. udział w rynku pięciu największych banków  wzrósł  o 2 punkty proc. (z 45 do 47 proc.), a udział dziesięciu największych podskoczył z 64,5 do 68 proc. Mimo iż im większa koncentracja , tym gorzej dla klientów, którym banki narzucają reguły i wysokie prowizje to w debacie przetoczyła się inspirowana debata o konieczności „udomawiania banków” którą wykorzystała jedna z zagranicznych grup bankowych do sprzedaży banku PKO Bankowi Polskiemu ze szkodą dla krajowej gospodarki. Podczas gdy w celu zaprzątnięcia system bankowy do pracy na rzecz polskiej ekonomii to decydenci powinni zadbać o to aby regulacje były tak skonstruowane, aby zlikwidować finansowanie spekulacji,  która grozi tym, że podatnicy będą  musieli ratować banki. Równocześnie należy zwiększyć konkurencję w sektorze bankowym przez ułatwianie  nowym podmiotom wejścia na rynek.  Należy traktować w sposób uprzywilejowany  kredytowanie przedsiębiorstw produkcyjnych tworzących nowe miejsca pracy, zwłaszcza nowo powstające małe i średnie firmy o charakterze innowacyjnym oraz dbać o niską stopę kredytów. Procesy  konwergencji, czyli  naszego zbliżenia do gospodarek wysokorozwiniętych,  nie powinny polegać na aprecjacji  złotego osiąganej za pomocą spekulacji  walutowych i preferencji importerów, lecz powinny toczyć się w realnej gospodarce polegającej na wzroście płac i eksportu. Chodzi o to, aby poprzez system bankowy kierować oszczędności ludzi na tworzenie nowych miejsc pracy o dużej wartości dodanej. Osiągnąć to można jedynie poprzez właściwy wybór rządzących, gdyż inaczej ich korupcjogenność, krótkowzroczność, niekompetencja i uleganie lobby bankowemu doprowadza do sytuacji, że wszyscy stają się zakładnikami wszystkich… w biedzie.

Dr Cezary Mech

Agencja Ratingu Społecznego

Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook