Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Rozpad euro i co dalej?

19.09.2011

Nie wiem, czy odczuwać satysfakcję, czy też się przestraszyć, w sytuacji kiedy o ile jeszcze trzy i pół roku temu Gazeta Wyborcza na swojej pierwszej stronie trwożnie pytała „Czy z Cezarym Mechem wejdziemy do strefy euro?” Obecnie straszy wojną w przypadku jej rozpadu.

Ostatnio cytowane trwożne wypowiedzi ministra Rostowskiego są trudne do zdiagnozowania, w sytuacji kiedy jeszcze niedawno był on osobą która w kółko podawała coraz to nowe daty zamiany naszych złotówek na euro. Niemniej powoływanie się w Parlamencie Europejskim na prywatne rozmowy z prezesem banku, którego nie tak trudno rozpoznać, musi budzić zdziwienie. Niemniej obiektywnie rzecz ujmując, przecież fakt braku spełnienia przez euro optymalnego obszaru walutowego nie jest rzeczą nową, a zachowanie ministra może być racjonalne tylko w jednym przypadku, gdy obawiając się ucieczki od złotego stara się powstrzymać ten proces.

A w euro rzeczywiście „trzeszczy” w tym tygodniu. Włochom udało się sprzedać zaledwie 3,9 mld euro obligacji pięcioletnich przy rentowności 5,6% i wzroście wartości CDS-ów do poziomu 507,5 pb i to mimo spotkania ministra finansów Guilio Tremontiego z szefem China Investment Corp. i miliardowymi zakupami długu przez EBC. A przecież to dopiero początek, biorąc pod uwagę, że tylko w przyszłym roku muszą Włosi znaleźć nabywców na 282,6 mld euro swoich emisji. A zagrożenie jest poważne gdyż problemy Włoch z eurodługiem, czwartym na świecie i drugim w Europie w oszałamiającej wysokości $1,8 biliona, w sumie wyższym od sumy długu Hiszpanii, Grecji, Portugalii i Irlandii są nierozwiązywalne. Mimo bycia w euro koszty obsługi długu są najwyższe od 14 lat powoli powodując, że pętla się zaciska wokół włoskich finansów. Wysokie koszty długu dochodzącego do 120% PKB spowodują protesty przeciwko bolesnym oszczędnościom, a obawy inwestorów, że Włochy wrócą do lira będzie podbijał rentowność obligacji. Skala długu będzie upewniała inwestorów, że w tym wypadku nawet dobra wola podatnika niemieckiego nie wystarczy. Wprawdzie ogłasza się kolejne pakiety oszczędnościowe to cały proces należy raczej uznać za początek włoskiej sagi, w której włoski szef EBC jak i operacja skupowania długu na masową skalę nie pomoże. Gdyż na dłuższą metę żadna gospodarka nie będzie konkurencyjna jeśli będzie musiała ponosić koszty obsługi długu, tylko państwowego, wyższe od niemieckich z powodu zachowania rynku kapitałowego na skalę przewyższającą 4!% PKB. Nic dziwnego, że analizując obecną sytuację elity włoskie gorzko spostrzegają: „Zrezygnowaliśmy z dawnych zaworów bezpieczeństwa w postaci wyższej inflacji i dewaluacji w zamian za niższe stopy procentowe, ale obecnie nawet nie mamy niskich stóp procentowych”. Jak i konkludują: „Lepiej będzie wyjść z euro niż cierpieć 30 lat wyrzeczeń.”

Mimo znaczących interwencji EBC skupującego obligacje włoskie i hiszpańskie inwestorzy nie zapomnieli że również Francja nie należy do optymalnego obszaru walutowego „euromarki”. A Niemcy posiadające nadwyżkę bilansu płatniczego nie uwolnią się od problemu jak jednocześnie uratować koniunkturę w kraju i wartość swoich aktywów zagranicznych, a apel do Hiszpanii aby sprzedała posiadane zapasy złota, a Grecja swoje wyspy obiegu „euromarki” nie udrożni, a jedynie rozdrażni opinię publiczną. Gdyż jak słusznie zauważa w środowym felietonie w Financial Times Martin Wolf winą jest ograniczenie europejskich procesów demokratycznych („marriage of inconvenience”) jak i fakt, że „Brak wytłumaczenia tych zależności przez przywódców Niemiec własnej opinii publicznej uniemożliwia rozwiązanie tego kryzysu.” Oczywiście problemy kanclerz Merkel z zatwierdzeniem w Bundestagu wydatków związanych z kolejnymi „pakietami pomocowymi” jak i interwencjami EBC wzmagają panikę dotyczącą terminu kiedy euro się rozsypie.

W efekcie rynek kapitałowy stopniowo dopasowuje się do nowej sytuacji gospodarczej na świecie w której majątek produkcyjny przenosi się z krajów wysokorozwiniętych do ludnych kolosów takich jak Chiny i Indie, a rozwinięty starzejący się świat jest targany konwulsjami związanymi z koniecznością obniżenia swojego poziomu życia i zamożności. Dopasowanie kapitałowe polega na hedge’owaniu swoich pozycji międzynarodowych przez firmy jak i prywatnym dostosowywaniu swoich aktywów, który to proces musi pogłębiać istniejące trendy na rynku kapitałowym.  Jednocześnie jesteśmy świadkami kiedy to pseudo wiedza finansowa sączona w postaci PRowej papki w mediach rozlatuje się w kawałkach. A przyczyny dlaczego rozpad strefy euro ma prowadzić do „wojny” są kompletnie niezrozumiałe, na równi z wyliczonymi przez bank UBS gospodarczymi konsekwencjami wyjścia z euro bogatego kraju UE, kiedy to jego PKB spadłby początkowo o 20-25 proc., a potem na stałe byłby niższy o blisko 10 proc. Podczas gdy przecież należy sobie zdawać sprawę że rozpad strefy euro oznaczałby aprecjację euro-marki i w efekcie załamanie możliwości eksportowych Niemiec, który to efekt musiałby spowodować głęboką recesję w kraju będącym głównym beneficjentem unii walutowej.

Na samym początku kryzysu we wrześniu 2008 r., kiedy wielu komentatorów wprost twierdziło że kryzysu nie ma, wielokrotnie twierdziłem że na rynku nikt nikomu nie ufa. Obecnie cynicznie mogę podsumować, że zaufanie wróciło na rynki kapitałowe – w postaci pewności, że sytuacja się pogorszy. Przy czym mimo wyrażanych obaw rozpad eurostrefy na pewno nie spowoduje wyjazdu milionów naszych dzieci z kraju, a to z prozaicznego powodu: w wyludniającej się Polsce te dzieci po prostu się nie urodziły.

Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook