Jedynie prawda jest ciekawa

Przyczyny ucieczki kapitałów z Hiszpanii

23.04.2012

Dlaczego elity nie widzą problemów „znanych Eskimosom” i się dziwią?

Niedawno, zerkając na wywiad premiera Balcerowicza dla CNBC, niemal doznałem szoku poznawczego, gdy „na pasku” przeczytałem główną myśl rozmówcy. Otóż się okazało, że zdaniem głównego kreatora polskiej rzeczywistości w ostatnim dwudziestoleciu „USA ma w porównaniu z UE dwa atuty: lepszą demografię i stabilniejszą walutę”. Czy to nie oznacza, że dziwne opinie lansowane w Polsce są tylko wypadkami przy pracy w poznaniu prawidłowości finansowych? Aczkolwiek nadal pozostaje pytanie: dlaczego osoby od lat mówiące o tym, że strefa euro nie spełnia wymogów optymalnego obszaru walutowego więc nie należy do niej wchodzić, jak i to że prowadzona polityka antyrodzinna jest tragiczna dla Polski, są na każdym kroku krytykowane?

Dlaczego istnieje obecnie „święte oburzenie” na Polaków, że nie myślą racjonalnie w aspekcie tragedii smoleńskiej, jeśli uważa się że obiektywna wiedza nie ma znaczenia w porównaniu z tą wylansowana w mediach? I to bez znaczenia czy dotyczy oziębienia klimatu, euro, prywatyzacji, czy Traktatu Lizbońskiego. Dlaczego część społeczeństwa ma nie uznać, że kłamiące władze mają wiarygodność wyższą od tej którą serwowano nam w dobie PRL-u?

Przecież jesteśmy świadkami jak MFW dziękuje NBP za przekazanie €6,27 mld na „pomoc” na spłatę długu bogatych państw strefy euro w sytuacji, kiedy my sami płacimy setki milionów rocznie za możliwość uzyskania pożyczki wspierającej nasze rezerwy walutowe. Ni mniej, ni więcej przekazujemy rezerwy po to, aby je jednocześnie od bogatych społeczeństw pożyczyć. Przy czym, jak donosi w dzisiejszym WSJ Sudeep Reddy i Brian Blackstone w artykule „Euro-Zone Crisis Funds Face a Market Test”, bogate społeczeństwa się z tą pomocą ociągają. USA nie zadeklarowały żadnych środków, jak podaje sobotni FT w artykule „UK ties extra IMF cash to quota reform” Wlk. Brytania obwarowała swoją £9,3 mld pożyczkę takimi warunkami (m. in. koniecznością ratyfikacji porozumienia przez USA), że skorzystanie z niej nawet technicznie nie będzie możliwe w tym roku. Podczas gdy Chiny, Indie i Brazylia czekają na czerwcowe posiedzenie G20 w Los Cabos, aby udzielić wsparcia w zamian za wzrost wpływów w kierowaniu MFW.

Gdy chodzi o kryzys euro w Grecji, to wyjątkowo pokracznie wyglądają działania KE w kraju, który poprzez swoje decyzje doprowadził do takich tragicznych sytuacji jak samobójstwo 77-letniego emeryta Dimitrisa Chrystulasa. Obniżono mu wypracowaną emeryturę, nie redukując długów które z niej spłacał i doprowadzając poprzez tak niesprawiedliwe decyzje do pozbawienia dochodów na życie. Ze względu na takie absurdy Chrystulas wg Gazety Wyborczej porównał „obecne władze Grecji do kolaboracyjnego rządu z czasów II wojny światowej” i bardzo ostro stwierdził, że „ma nadzieję, że młodzi Grecy chwycą kiedyś za broń i powywieszają zdrajców ojczyzny na Syntagmie, tak jak kiedyś Włosi powiesili Musoliniego.” Grekom po prostu nie mieści się w głowie, dlaczego Komisja Europejska nie broni ich nabytych praw emerytalnych i wymusza 20%-ową redukcję emerytur, jednocześnie osłaniając interesy nieroztropnych banków zagranicznych. I to w sytuacji bardzo dużej różnicy w zarobkach w Europie, kiedy to przy średniej miesięcznej płacy w Grecji w wysokości 600 euro przeciętne wynagrodzenie w Niemczech jest prawie 4 razy wyższe i wynosi €2200, jak podaje w artykule „The slow shredding of western democracy” Loretta Napoleoni w Financial Times.  

Jak dodaje Wall Street Journal w artykule Paula Sonne „Irish Economic Crisis Devours Restaurants”, proces wewnętrznej dewaluacji jest również bardzo bolesny w znacznie bogatszej Irlandii, w której kryzys doprowadził do sytuacji, że z oszczędności Irlandczycy przestali jeść w restauracjach. W efekcie mimo spadku cen o 20%, oraz VAT-u z 13,5% do 9% 1/3 restauracji została zamknięta, a 80% z funkcjonujących przynosi straty, zaś nabywców przy sprzedaży brak. Bycie w euro zaś spowodowało, że mimo znacznego spadku dochodów, jak powiedział gazecie jeden z właścicieli p. Grealish: „Największym problemem stojącym przed takimi firmami jak moja jest to, że nadal jestem winien tę samą ilość pieniędzy bankowi, jak poprzednio kiedy spodziewaliśmy się zysku”.

Rząd od lat ośmiesza się zachwalaniem euro, w sytuacji gdy nawet duża Hiszpania przeżywa ciężkie chwile z tego samego powodu co Grecja, Irlandia, czy Portugalia. Dostosowując się w kryzysie do niepasującego obszaru walutowego poprzez redukcję deficytu finansów publicznych, znaną u nas pod propagowaną kuracją „zaciskania pasa”, doprowadza się do schłodzenia gospodarki, obniżeniem wpływów podatkowych i w rezultacie - wzrostem  deficytu, a nie jego spadkiem. Powyższe przewidywania w pełni potwierdzają dane rynkowe mówiące o tym, że tegoroczny, najwyższy na świecie, 15%-owy spadek akcji hiszpańskich ukazuje, że działania schładzające gospodarkę będą redukowały przyszłe zyski przedsiębiorstw, która to informacja już teraz jest dyskontowana na giełdzie. Nic dziwnego, że Victor Mallet w piątkowym artykule Financial Times’a „Asian recipe for Spain’s embattled businesses” rozważa wszystkie aspekty faktu, że Ibex35 stracił nawet więcej, niż przeżywające kryzys indeksy Sri Lanki, Maroka i Cypru. Dziennik El Pais wyliczył, że Hiszpania, żeby rzeczywiście obniżyć deficyt, musiałaby redukować ów deficyt w podwójnym wymiarze. Przy redukcji deficytu z 8,5% do 5,3% PKB oszczędności powinny wynieść nie €32 mld lecz €53-€64 mld.

A pamiętajmy, jak podkreśla w WSJ Jonahan House „Pressure on Spain Builds as Bonds Face Key Auction”, jest to najwyższe zobowiązanie do redukcji, jakie podjęto w tym roku w UE. Specyfika liczenia deficytu sprawia, że obejmuje on nie tylko dług rządowy ale i samorządowy. A pod tym względem regiony odpowiadające za usługi społeczne w tym za służbę zdrowia i edukację w Hiszpanii, a ścierające się z kryzysem na znaczącą skalę, były zmuszone do pogłębiania nierównowag finansowych. I tak odpowiadając za jedną trzecią wydatków publicznych, o ile przed kryzysem były nieznacznie zadłużone, o czym świadczy fakt że w relacji do PKB w 2008 r. najbardziej była zadłużona Walencja na skalę 12,3%, o tyle w roku 2011 na czele była już Katalonia w zadłużeniem w wysokości 20,7% PKB , w sytuacji kiedy i w innych regionach Hiszpanii dość znacząco wzrosło zadłużenie spowodowane faktem, że stoją one za większością deficytu publicznego.

Sytuacja Hiszpanii jest tym trudniejsza, że równolegle z redukowaniem przez rząd deficytu następuje delewarowanie gospodarki, tj. banki zmniejszają nadmierne zadłużenie, w sytuacji gdy nawet rezerwy na złe długi wynoszą €147 mld – 14% PKB, do czego potrzebne jest wsparcie publiczne. Wg raportu MFW z końca września, poziom należności nieregularnych wynosił w Grecji 14,7%. W przypadku Hiszpanii ich poziom wzrósł do 7,91% w styczniu, z poniżej 1% w 2007 r. Tobias Blattnera z Daiwa Capital Markets twierdzi, że w efekcie zaostrzania sytuacji ekonomicznej ceny mieszkań spadną o dalsze 20%, powodując spiętrzenie się problemów bankowych i konieczność utworzenia rezerw na znacznie wyższym poziomie, niż €90 mld. Wg Banku Hiszpanii banki obecnie muszą już znaleźć środki w wysokości €53,8 mld, w tym bezpośrednio €29,1 mld na rezerwy oraz €15,6 mld jako dodatkowy bufor kapitałowy. Oznacza to wysoki wskaźnik strat w wysokości 25%, w sytuacji kiedy całkowite ryzyko sektora nieruchomości wynosi €340 mld. I o ile, wg Banku Hiszpanii, około €176 mld stanowią hipoteczne aktywa „problematyczne”, to około 21% z kredytów powiązanych z firmami deweloperskimi stanowią należności nieregularne. Również wskaźnik złych długów z wykluczeniem budownictwa wzrósł do 5,4% z 1% w 2007 r.

W rezultacie tych procesów Hiszpanie są „wzięci w trzy ognie” – z jednej strony tracą pracę i dochody, a  z drugiej – muszą spłacać zaciągnięte kredyty i dodatkowo wspierać  banki ze środków publicznych. Również Polacy są wzięci w „dwa ognie”; z jednej strony wyprzedali majątek narodowy w procesie prywatyzacji, z drugiej strony ulegając antyrodzinnej polityce znaleźli się bez środków do życia na starość.

Jak reaguje na tę politykę rynek kapitałowy? Oprocentowanie hiszpańskich obligacji dziesięcioletnich wzrosło od początku roku o 99 punktów bazowych, balansując na granicy niespłacalnych 6%, a jednocześnie wzrosła wartość  hiszpańskich CDS-ów o 139 punktów bazowych, z poziomu 379 do 518 16 kwietnia. Oznacza to, że inwestorzy oczekują  w Hiszpanii pogorszenia sytuacji. Jeśli  rentowność obligacji idzie w górę,  to  zarazem maleje wartość inwestycji w obligacje i rośnie ryzyko strat, toteż inwestorzy przyjmują  trategię  inwestowania w CDS-y, ponieważ one  zyskują na wartości w miarę pogarszania się sytuacji. W efekcie następuje ucieczka inwestorów zagranicznych, którzy posiadali 44,5% obligacji hiszpańskich w 2010 r., a 33,5% obecnie. Jak podaje opisująca to w artykule Davida Oakley’a „Investors pull €100bn from eurozone bonds” analiza Deutsche Banku, w ramach carry trade polegającego na wykorzystywaniu 1%-towych pożyczek EBC do inwestowania w obligacje krajowe, hiszpańskie banki przekroczyły nawet limity w tym procederze. Otóż wg DB między grudniem 2011 r., a lutym 2012 r. zakupiły one aż €61 mld obligacji, o €7 mld przekraczając wyznaczony poziom kredytów EBC. W sytuacji Hiszpanii absurdalność działań widać jak na dłoni w bilansach banków.

Otóż wg wyliczenia WSJ hiszpańskie banki były w stanie sfinansować masowe €116 miliardowe wycofanie środków w powiązaniu z €41 miliardowym refinansowaniem długu, poprzez €76 miliardowe „carry trade”-owe inwestycje w obligacje rządowe, jedynie poprzez połączenie €54 miliardowej redukcji pożyczek i aż €200 mld wzroście środków pozyskanych z EBC. Przy czym, o ile dzięki masowemu wsparciu z EBC banki posiadają rezerwę w wysokości €21 mld na finansowanie aktywności kredytowej, to już nie wiadomo w jaki sposób Hiszpania uplasuje brakujące €47 mld długu przekraczającego te możliwości, przy wycofaniu się inwestorów zagranicznych z tego rynku. Dlatego wbrew pozorom sytuacja finansowa Włoch tym różni się od sytuacji Hiszpanii, że  w tym samym okresie rentowność obligacji włoskich spadła o 151 pb, CDS-ów o 40 pb, a udział inwestorów zagranicznych w portfelu o zaledwie 3,1 punktu procentowego.  Gdyż Włosi, po odliczeniu kosztów obsługi długu, wykazali w 2011 r. 0,9% PKB nadwyżkę budżetową, a  Hiszpanie, nawet po odliczeniu kosztów długu, mieli drugi po Irlandii 4,5%-owy poważny deficyt.

Nic dziwnego, że problemy z euro widzą już wszyscy, nawet Eskimosi, jak zauważył Antonio Ramirez z Keefe, Bruyette & Woods : “Everyone, even the Eskimos, knows that bad loans in Spain are going up”. I aż dziw, że nadchodzących problemów gospodarczych nie widzą w Polsce rządzący, a jednocześnie dziwią się, że społeczeństwo traci stopniowo zaufanie i cierpliwość do dwulicowości polityków.

Cezary Mech
Agencja Ratingu Społecznego

Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook