Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Premier+

30.09.2016

Czy Prezes Jarosław Kaczyński widzi „kręcących się wokół PiS cwaniaczków” tam gdzie oni są?

Ostatnia rekonstrukcja rządu i skupienie władzy ekonomicznej w ręku premiera Morawieckiego budzi wiele zapytań. Wiadomo że Ministerstwo Finansów jest głównym ośrodkiem wiedzy o procesach gospodarczych i wymaga podejścia systemowego. Podczas gdy Plan Morawieckiego jest oparty na selekcji projektów. Dlatego może się okazać, że nie będzie synergii w połączeniu obszaru rozwoju i finansów publicznych. Gdyż brakuje systemowych narzędzi, które ułatwiałyby pracę ministra finansów jak i rozwoju, co starałem się zasygnalizować podczas wczorajszej wypowiedzi dla Wiadomości (https://youtu.be/3VOO4T2tBqA?t=6m44s). Tymczasem Premier Morawiecki będzie odpowiadał teraz za dwa różne systemy kreowania wzrostu gospodarczego, co wiąże się z koniecznością dużych nakładów czasu. 

Dlatego należy sobie zadać pytanie, czy objęcie przez wicepremiera Morawieckiego także stanowiska ministra finansów jest zasadne w sytuacji, kiedy ministerstwo finansów nie ma wystarczających modułów do efektywnej alokacji środków. Gdy nie został wdrożony budżet zadaniowy analizujący projekty wydatków z punktu widzenia poszerzenia przyszłej bazy podatkowej, jak i brak jest rachunkowości aktywów i całości zobowiązań państwa. Dlatego istnieje obawia się, że biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenie zawodowe premiera Morawieckiego – to połączenie konieczności systemowego podejścia resortu finansów z finansowaniem konkretnych projektów opartych jednak o odmienny od bankowego NPV tryb selekcji może prowadzić do zakłócenia zarządzania finansami kraju. W Planie Morawieckiego występuje konieczność selekcji dużej ilości pomysłów, jednocześnie premier nie będzie miał czasu, aby adekwatnie wybierać te właściwe. Zwłaszcza, że żaden z projektów premiera Morawieckiego dlatego się nie zmaterializował, gdyż do tej pory jedynie pasywnie oczekiwano, że napływ środków unijnych doprowadzi do ich realizacji. 

Dlatego występuje obawa, że ten obszar jest zbyt szeroki dla wicepremiera Morawieckiego, który jednocześnie wykazuje chęć ręcznego sterowania procesami kosztem podejścia systemowego co starałem się wyjaśnić podczas debaty na ten temat w Polsacie (od 6:36 http://www.polsatnews.pl/wideo-program/to-byl-dzien-gospodarka-w-rekach-morawieckiego_6382890/), Co prowadzi to do tego że w efekcie nie korzystamy z doświadczeń niektórych krajów azjatyckich do ucieczki - mimo, że ją planujemy - z obszaru „średniego dochodu". Przykładowo w Chinach, gdzie od 2008 r. załamanie podaży osób ze wsi do miast wymusiło 2,5 krotny wzrost wynagrodzeń i konieczność olbrzymich inwestycji i restrukturyzacji kraju ukazuje przewagę tego typu strategii. W Polsce zamiast wykorzystać zapaść demograficzną w celu umożliwienia skokowego podwyższenia wynagrodzeń hamujących emigrację i skłaniającego do powrotów emigrantów, prowadzi się politykę sprowadzania setek tysięcy Ukraińców zamrażając poziom wynagrodzeń i polepszając wyniki przedsiębiorców opartych na taniej sile roboczej. Zamiast poprzez wzrost wynagrodzeń zmusić wszystkich pracodawców do innowacyjności i przeznaczyć kapitały instytucji finansowych na sfinansowanie koniecznych nakładów inwestycyjnych, przeznacza się te środki na odkupowanie przeszacowanych banków, jednocześnie planuje subiektywne wspieranie prorozwojowo wybranych przedsięwzięć co musi okazać się błędne. 

W 1999 roku a więc za czasów AWS, sprzedaliśmy 52 proc. udziałów Pekao S.A. za symboliczną sumę 1 mld dolarów, czyli dokładnie 3,93 mld złotych. W międzyczasie Pekao wypłaciło Unicredit 22 mld zł dywidendy. Obecnie Unicredit proponuje, żebyśmy odkupili 40,1% Pekao S.A. za ponad 15,2 miliardów zł. Z tych wyliczeń wynika, że Unicredit zarobiłoby na tej inwestycji w Pekao S.A. ok 40 miliardów złotych, a więc olbrzymią kwotę. Gdy chodzi o obecnie forsowaną transakcję sprzedaży 40,1% Pekao PZU oznacza że Unikredit kupując ten udział w 1999 r. za 3,03 mld zł wypłacił sobie w ciągu tych lat 16,5 mld zł dywidendy, co w sumie daje zysk na poziomie 29 mld zł tylko z tej operacji. To będzie oznaczało inwestycją życia Unicredit, biorąc pod uwagę, jak źle inwestowali gdzie indziej. Przez te 17 lat osiągneli z tych inwestycji i to mimo kryzysu, 24 proc. corocznie! Gdyby ZUS i inne fundusze tak inwestowały nasze pieniądze, to mielibyśmy 5-krotnie wyższe emerytury. 

Aktualnie nie chodzi o to, że Pekao tanio zostało sprzedane. Chodzi o to, że my teraz chcemy, bez sensu, bardzo drogo je odkupić o czym sygnalizowałem w poprzednim wpisie „Czy na „polonizacji” PeKaO możemy stracić 3,5-5,7 mld PLN?” (http://www.stefczyk.info/blogi/przez-pryzmat-ekonomii/czy-na-polonizacji-pekao-mozemy-stracic-3,5-5,7-mld-pln,18027513225). Wiadomo, że urzędnicy mają taką naturę, że cudze, aktywa innych ludzi sprzedają tanio, a gdy później coś kupują, to drogo. To jest naturalna tendencja opisywana nawet w przypowieści o nieuczciwym zarządcy, której powinniśmy się wystrzegać, zwłaszcza, że działania prowadzi się pod ładnym pojęciem „polonizacji”. A jak bardzo tracimy to już widać na przykładzie PZU i PKO BP. To są podmioty notowane na giełdzie. Od początków pomysłów polonizacyjnych, realizowanych już za czasów poprzedniej ekipy, PZU straciło od 1 czerwca 2015 r 16 miliardów złotych w wartości akcji. Gdy chodzi o PKO BP to od zakomunikowania pomysłu zakupu Nordei straciło 14,5 zł od 13 czerwca 2013 r., a zamiast planowanych w 2016 r. zysków na poziomie 4,55 mld zł osiągnie tylko 3 mld (1,51 mld w pierwszym półroczu). Nie wszystko można związać z bezcelowym moim zdaniem przejęciem Nordei, Raiffeisena, Alior Banku, BPH i zamiarem przejęcia Pekao S.A, gdyż ocena giełdowa dotyczy całości działania zarządu, ale pokaźna część strat jest z niewątpliwie związana z przepłacaniem za wykupywane banki. 

Nie wierzę w to, że Unicredit sprzedałoby Polsce Pekao, gdyby miał inną ofertę choćby o 10 milionów większą. To, co powinniśmy robić, gdy chodzi o polonizację sektora bankowego, to powinniśmy tymi miliardami dokapitalizować te podmioty, które kontrolujemy zwłąszcza PKO BP, na rozwijanie akcji kredytowej. A więc zdobyć, wyrwać, rynek, a nie pozwalać kapitałowi zagranicznemu wycofać się z olbrzymimi zyskami, wycofując się jednocześnie z finansowania gospodarki polskiej, tak jak to podkreślałem podczas wypowiedzi w radiu Wnet (http://www.radiownet.pl/publikacje/mech-na-repolonizacji-tracimy-miliardy-zlotych). 

Dlatego obawiam się sekwencji, że najpierw były bardzo ładne słowo prywatyzacja, a teraz jest równie ładne słowo repolonizacja, a potem znowu nastąpi prywatyzacja, a my za każdym będziemy tracili miliardy. Premier Morawiecki jako były prezes banku rok temu był nadzieją na sprawne „uzłotowienie” frankowiczów, uregulowanie polisolokat, uregulowanie funkcjonowania PTE w interesie członków OFE, zahamowanie milionowej imigracji cudzoziemców. Niestety tych nadziei do tej pory nie spełnił, dlatego istnieje obawa że również nie usprawni procesów systemowych za które odpowiada Minister Finansów. Jednocześnie może się okazać, że Prezes Kaczyński zdając sobie sprawę że wokół PiS „kręci się masa cwaniaczków” nie widzi ich tam gdzie oni są.

Dr Cezary Mech 

Agencja Ratingu Społecznego 

Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook