Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Nie redukujmy na swój koszt ryzyka kredytowego krajów wierzycielskich

19.12.2011

Gdy analizujemy inwestycje niemieckie w długu krajów peryferyjnych strefy euro to we wszystkich zwiększył się on od 2003 r. o dziesięć punktów procentowych z 20% do ok. 30%.

Liczenie na to, że bez naprawienia fundamentów nieefektywności strefy euro uda się uniknąć kryzysu na wielką skalę jest zadziwiającym fenomenem. Zgoda Niemiec na skup obligacji krajów-dłużników przez EBC w zamian za dyscyplinę budżetową i spłacanie przez te kraje długów – może jedynie sztucznie chwilowo podtrzymywać obniżone rentowności długu. Jednak nie usuwa źródła kryzysu, którym będzie wieloletnia bolesność społeczna procesów recesyjnych którą wymusza ślepy fiskalizm, jaki i wiszący nad rynkiem nie rozwiązany kryzys części instytucji finansowych którym pozwolono na przeistoczenie się w piramidy finansowe. Gdyby rzeczywiście Niemcy chcieli ratować eurostrefę, co inwestorzy w pewnym momencie wyszacowali na 2 pb („But yields on German debt have risen, pointing to underlying concerns that Berlin may end up having to pay for the bail-out of its fellow eurozone members. Ten-year Bund yields are up 2 basis points at 2.32 per cent.” – FT), to nie powinni zwlekać z pomocą, gdyż należy się zgodzić Nick Matthews z Royal Bank of Scotland w artykule w Wall Street Journal ”Central Bank Keeps a Lid on Bond Buys” :"Every day that goes by is a day lost in trying to restore confidence".

Dzisiejszy Financial Times w artykule “Daubts over ECB move to boost bond sales” rozprawia się z ostatnim pomysłem zwiększenia możliwości skupu długu krajów peryfeeryjnych strefy euro poprzez odnowienie trzyletniej linii kredytowej dla banków o limicie 250 mld euro. Jak uważa Tracy Alloway linia kredytowa która będzie uruchomiona w przyszłym tygodniu może się okazać niewypałem. Wprawdzie poprzednia linia z 2009 r. była w połowie wykorzystana przez banki na finansowanie zadłużenia głównie krajów peryferyjnych Włoch i Grecji, jednak obecnie liczenie na to że banki będą chciały wykorzystać środki do „carry trade” na długu państw mogą się nie ziścić. O ile poprzednio możliwość uzyskania środków po cenie 1% i przeznaczenie na wyżej oprocentowane inwestycje uznawane jako bez ryzyka, dawało bankom możliwość prostego zarobku, o tyle obecnie w sytuacji realnej niewypłacalności banki są zmuszone do redukcji swojego zaangażowania w krajach peryferyjnych.

Banki robią to sukcesywnie zgodnie z wyliczeniami Societe Generale zmniejszyły swoją ekspozycję z 497 mld euro do 455 mld euro w 2011 roku do końca września. O zakresie tej redukcji wspomina również Stephen Fidler i David Enrich w dzisiejszym artykule Wall Street Journal „Ties That Bound Europe Now Fraying” ukazując że zaczynając od marca 2010 r. a kończąc pod koniec września 18 największych banków z Niemiec, Francji, Holandii i Austrii zmniejszyło swoje zaangażowanie w obligacjach Włoch, Hiszpanii, Portugalii, Irlandii i Grecji z ok. 240 mld euro do ok. 130 mld euro. Przy czym co charakterystyczne prawie cała redukcja była efektem wycofania się banków niemieckich. Dlatego nie dziwi fakt że prezydent Sarkozy sugerował w zeszłym tygodniu, że banki powinny wykorzystać nową linię w EBC dla wsparcia swoich rządów, jak i postanowień szczytu europejskiego mówiących o zaniechaniu nacisku na banki w celu poniesienia kosztów swoich błędów w ocenie kredytobiorców. I to mimo, że podstawy do tego są gdyż jak wylicza cytowany artykuł wartość rynkowa dziesięciolatek krajów peryferyjnych kształtuje się na poziomie od ok. 90% ich wartości księgowej („face value”) w przypadku Włoch, 80% Irlandii, 50% Portugalii i zaledwie ok. 20% Grecji. Co charakterystyczne gdy patrzymy na inwestycje Niemieckie w długu wymienionych krajów peryferyjnych (w tym i Hiszpanii) strefy euro to we wszystkich zwiększył się on od 2003 r. o dziesięć punktów procentowych z 20% do ok. 30%. W tym kontekście dziwi dlaczego w Polsce uznaje się za normalne że wierzyciele, korzystając z dominującej pozycji, wyznaczają post factum żyrantów,  i każą im odpowiadać za cudze  długi. Ten z gruntu niesprawiedliwy proceder, aby państwa biedne  spłacały długi za bogate kraje eurostrefy, czy też refinansowały ich błędne inwestycje odpowiedziały właściwie jedynie Bułgaria i Wlk. Brytania.

Wczoraj agencje podały informację że minister Nikołaj Mładenow przedstawiając stanowisko Bułgarii w sprawie debaty dotyczącej ratowania euro na żądanie posłów zachował się zdecydowanie bardziej racjonalnie niż polscy przedstawiciele podczas debaty w Sejmie. Nie tylko stwierdził że "nie dopuści do dostosowania podatków do poziomu ogólnoeuropejskiego", ale i kategorycznie że „Bułgaria nie jest stroną umowy o europejskim mechanizmie stabilności. Nie podejmowała ona zobowiązań o dobrowolnym wkładzie finansowym w ten mechanizm. Bułgaria nie ma obowiązku i nie zamierza przekazywać MFW dodatkowych środków finansowych”. Prosto uzasadniając że: „To nie Bułgaria spowodowała kryzys eurostrefy, nie będzie również krajem, który ją z tego wyciągnie”. Nic dodać nic ująć. Podobnie Wlk. Brytania uchyliła się przed znaczącym wsparciem MFW mimo, że jest krajem bogatym UE ograniczając zakres wsparcia do max. 10 mld funtów, w miejsce oczekiwanych 30-50 mld euro. W artykule Financial Times „Cameron rules out putting extra €30bn into IMF” George Parker, Elizabeth Rigby i Kiran Staceyw wprost piszą:  „In preparatory talks ahead of the summit, eurozone ministers are said to have pencilled in a British contribution of between €30bn and €50bn.” “Mr Cameron has said told MPs he does not expect to go above the £10bn”. Jednocześnie stwierdzając, że prowadzi to do wyjątkowo niedyplomatycznych uwag ze strony prezydenta Sarkozego, który posuwa się nawet do publicznych stwierdzeń ze premier Wlk. Brytanii zachowuje się jak uparte dziecko (“obstinate kid”). A szef Banku Centralnego Francji Christian Noyer posuwa się do stwierdzeń że rating to powinien być obniżony ale Wlk. Brytanii, a nie Francji. Hugh Carnegy w artykule FT „Britain should be downgraded says Noyer”: “the agencies should begin by downgrading the triple A rating of Britain, which “has bigger deficits, more debt, higher inflation, less growth than us and where credit is shrinking.” Odpowiedzią na te zarzuty jest samoocena premiera Davida Camerona opublikowana w Financial Times’ie „A three-pronged plan to revive Britain’s economy”. W tej wypowiedzi podkreślił on fakt, że koszty długu niemałego, gdyż spowodowanego wysokim deficytem, najwyższym w G20, wynoszą 2,5% i są ponad dwukrotnie niższe niż w Hiszpanii i Włoszech, jak i fakt że Wlk. Brytania cieszy najwyższym ratingiem AAA. Dodajmy właśnie polityka monetarna pozwalająca na interwencję Banku Centralnego w celu obniżenia kosztów obsługi długu obniża jego koszty, jak i ryzyko wywiązania się z tego obowiązku. Nie przejmują się też spadkiem wartości funta jak i wzrostem inflacji pozwalającej zredukować nierównowagi spowodowane przedkryzysowym przeszacowaniem niektórych aktywów jak zwiększeniem możliwości eksportowych generujących zapotrzebowanie na pracę w kraju. Jak tak te cytowane w artykule premiera Camerona w postaci właśnie podpisanej umowy eksportowej na kwotę 1,4 mld funtów, jak i fakt że w zeszłym roku eksport do dwóch kluczowych kolosów gospodarczych wzrósł o 20% do Indii i aż o 40% do Chin.

Dlatego w polskiej debacie kluczowym jest aby uznano, że dłużnik i  wierzyciel ponoszą odpowiedzialność za swoje zobowiązania.   Dłużnik powinien je spłacić, ale jeśli  wierzyciel pożyczył  mu zbyt wiele – to na własną odpowiedzialność i także powinien ponieść konsekwencje. Nie jest rolą Polski redukowanie ryzyka kredytowego krajów bogatych.  

Cezary Mech

Agencja Ratingu Społecznego

Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook