Jedynie prawda jest ciekawa

Nie dla propozycji, którą nawet Sikorski nazwał bardzo ordynarnie

08.02.2016

Zamiast zwrotu za wychowanie i udziału w wypracowanych podatkach, Anglia proponuje nam strategiczne partnerstwo zabierając dzieci, wybierając „dobrych pracowników”, a oddając na polski garnuszek tych których wyeksploatuje, lub się nie sprawdzą.

Nie tak dawno uczestniczyłem w konferencji dotyczącej tematów społecznych. Jakież było moje zdziwienie gdy jeden z przedmówców opisał działalność prowadzonej fundacji która zajmowała się szczytnym celem reintegracji osób zagubionych, bezdomnych, narkomanów. Z dyskusji wynikało że cała rodzina jest szczerze oddana temu celowi, gdyż mieszka razem ze swoimi dziećmi z podopiecznymi (brr!).

Te osoby których udaje się resocjalizować są włączane do akcji rozmów z bezdomnymi i zagubionymi w celu ich społecznej reintegracji. Szkopuł w tym że tym czym prelegent się chwalił i za co był nagradzany brawami, dotyczyło umowy Fundacji z Londynem, w ramach której sfinansowane zostały działania Fundacji i woluntariuszy polegające na przekonaniu bezdomnych Londyńczyków-Polaków do powrotu do kraju i zamieszkania w ośrodkach Fundacji. Jedynie fakt bycia współpanelistą z wykładem na inny temat powstrzymał mnie przed gwałtowniejszą reakcją. Dlatego ostatnie rozmowy z premierem Dawidem Cameronem w Polsce jak nic przywołały mnie tamtejsze wrażenia i niesmak, co do zachwytów nad strategicznym partnerstwem jakim się cieszymy w relacjach z Anglią. O ile dążenie do zmniejszenia centralistycznych zapędów Brukseli/Berlina są wskazane i godne poparcia to zachwyty nad naszym kolejnym sukcesem negocjacyjnym w ramach którego Polacy będą traktowani w Anglii jak obywatele drugiej kategorii, a polskie dzieci skłaniane do emigracji z powodu tzw. indeksacji budzi wyjątkowy niesmak. 

Mamy wyjątkowo złą sytuację demograficzną, majątkową, wyzbyliśmy się własnych organizacji gospodarczych, że nie potrafimy właściwie dbać o własne interesy. I  prawdę mówiąc, gołym okiem już  widać, że Polska tak bardzo ciesząca się z członkostwa w Unii Europejskiej została w jej strukturze sprowadzona do rangi „powiatu”, wygodnego zaplecza. Znaleźliśmy się w sytuacji politycznej podległości, która bardzo utrudnia dbanie o nasz własny interes gospodarczy. Niestety ale podpisanie Traktatu Lizbońskiego ogłosiliśmy jako sukces negocjacyjny. Rzecz polega na tym, że nie potrafimy walczyć o własną gospodarkę. Anglia, która również przeżywa swój kryzys demograficzny, to jednak nie przenosi tych miejsc pracy do Polski, gdzie jest wciąż tania siła robocza, lecz robi wszystko, żeby tę siłę ściągnąć do siebie, aby pracowała na ich emerytury, ale efektywnie, jak najwygodniej i jak najniższym kosztem. W obecnych negocjacjach które jak podaje dzisiejszy Financial Times zakończą się już 18/19 lutego Polska nie zrobiła nic, aby mogło być odwrotnie. Nie „podpięła” się ze swoimi żądaniami pod toczące się negocjacje lecz pozwoliła aby „Mr Cameron hopes to win final approval for his renegotiations at a summit in Brussels on February 18 and 19”. A przecież dla Polski kluczowym byłoby aby milion Polaków wrócił do ojczyzny łącznie z miejscami pracy których nie mogą obsłużyć już Anglicy. Aby Polska mogła być podniesiona do poziomu krajów wysoko rozwiniętych, aby miała warunki do tworzenia miejsc pracy o wysokiej wartości dodanej, jak i przeniesienia miejsc pracy ze starzejącej się UE. Należałoby tak działać aby to miejsca pracy przenosiły się w ramach UE, a nie pracownicy, środki na infrastrukturę powinna pożyczyć a uzyskane w ten sposób  pieniądze  dobrze zainwestować  i spłacać długi z podwyższonych dochodów podatkowych obywateli którzy będą pracowali w kraju. Niestety ale regulacje unijne nie pozwalają nam na posiadanie deficytu budżetowego, a preferują wysysanie pracowników z biedniejszych krajów UE. To sytuacja potrzasku, ponieważ uzyskanie wyższych wpływów z wysokich podatków „wypędzi” nam kolejne rzesze polskich pracowników do tych krajów Unii, gdzie są one niższe. Nakłady poniesione na wychowanie emigrantów przepadną, a nam pozostanie garb starego społeczeństwa które będzie musiało jeszcze finansować akomodację osób które jako nieproduktywne zostaną wyrzucone z krajów bogatych. 

Obecnie godzimy się na oddanie kolejnych rzesz emigrantów podejmujących pracę w Zjednoczonym Królestwie ze zredukowanym zestawem świadczeń związanych z pracą w kraju będącym beneficjentem ich pracy, a przerzucamy koszty na własny już i tak osłabiony system zabezpieczenia społecznego. To działanie nie tylko zniszczy życie wielu pracowników, naszych rodaków. Gdyż gdy na przykład będą zwalniani z pracy jako ci wyeksploatowani lub niewystarczająco zaradni, gdyż ci najefektywniejsi w pomnażaniu PKB Wielkiej Brytanii do tej kategorii nie będą należeć, to bez zasiłku będą wtedy wracać do Polski po schronienie i pomoc. Polska nie tylko nie skorzysta z ich pracy, podatków które wypracowali, ale zapłaci za ich ochronę socjalną tak jak poprzednio wydała na ich wychowanie i wykształcenie, tylko po to aby ponieść nakłady i całość ryzyka negatywnych zdarzeń. Nie lepiej jest z „sukcesem” dotyczącym „indeksacji” wypłacanych przez Wielką Brytanię świadczeń na dzieci zgodnie ze standardem życia w kraju, w którym każde dziecko mieszka. W związku z tym że PKB Zjednoczonego Królestwa jest prawie dwa razy wyższy, niż w Polsce to wielu polskich rodziców pracujących w Wielkiej Brytanii, zostawia dzieci w Polsce pod opieką rodziny, do końca nie zrywając więzów z Ojczyzną i planując do niej w sprzyjających warunkach wrócić. Po indeksacji świadczenia na dzieci spadną o połowę, rodzice zabiorą dzieci ze sobą dla odzyskania pełnych świadczeń, dzieci przestaną być „funtosierotami”, ale ani rodzice ani dzieci do Polski już nie wrócą. Anglia pozyska potrzebnych obywateli po to aby w 2030 r. pod względem PKB wyprzedzić Niemcy, a cały wysiłek obecnej polityki prorodzinnej zostanie zaprzepaszczony. Pogłębi się tylko katastrofa demograficzna Polski o której istnieniu nareszcie zaczynamy rozmawiać.

Czy naprawdę nie możemy się wyrwać z tego zaklętego kręgu niemożliwości? Tak negocjując z UE to już obecnie  jesteśmy skazani na pogłębiającą się w niej petryfikację między krajami bogatymi i biednymi. Aby wydostać się z grupy biednych Polska potrzebuje długoterminowego spojrzenia, własnej wizji konwergencji. Podejmowania kolejno tych wyzwań, które najszybciej dadzą  jak najwięcej korzyści; takiego planowania wydatków, aby przynosiły jak największe powiększenie bazy podatkowej. Musi walczyć aby to miejsca pracy przenosiły się z UE do Polski, a nie Polacy emigrowali za granicę. Najlepszym sposobem na zmuszenie naszych partnerów do tego byłoby żądanie aby płacili nam rekompensatę za wychowanie polskich emigrantów, jak i zwracali nam wypracowane przez nich podatki. Wtedy moglibyśmy godzić się na wypłatę świadczeń socjalnych dla nich wg. polskich indeksowanych standardów. Ale kiedy mamy te słuszne postulaty wynegocjować, jeśli nie wtedy gdy realizacja postulatów innych zależy od naszego głosu?!

Dr Cezary Mech

Agencja Ratingu Społecznego 

Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook