Jedynie prawda jest ciekawa

„Nic się nie stało” - zakulisowe ustalenia bez Polski

02.07.2012

„Po tym meczu wszystkim zostanie w głowie obraz Merkel stojącej na trybunach ze wzniesionymi w geście triumfu pięściami”

Skończyło się Euro2012 jako batalia między przyszłymi bankrutami eurostrefy. W których błędnie wszystkim wydaje się, że tak jak i na euroszczycie Włosi wykonali zadanie pokonania Niemiec, aby później owoce zwycięstwa przekazać Hiszpanom. Niemiej gdy chodzi o euroszczyt to i tu prawdziwą jest dawna opinia Gary Linekera że „piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy”. Na Euro2012, po prostu na Stadionie Narodowym zbudowanym z gruzów Warszawy44 wygrać ani Rosjanie ani Niemcy nie mogli. A wg. dziennikarza New York Timesa Rob Hughes’a to raczej po Gdańsku, „[p]o tym meczu wszystkim zostanie w głowie obraz Merkel stojącej na trybunach ze wzniesionymi w geście triumfu pięściami”, a nam premier Tusk przybijający piątkę pani Kanclerz.

Podobnie na euroszczycie, mimo zablokowania debaty przez premiera Mario Montiego i w efekcie uzyskania przez Hiszpanię możliwości bezpośredniego dokapitalizowania banków, realnym zwycięzcą są Niemcy. I to mimo pompatycznego pokazu jedności jak i chwilowego spadku rentowności długu państw peryferyjnych, nie doszło do przełomu na szczycie, gdyż ma rację Wolfgang Münchau że „The real victor in Brussels was Merkel”, ponieważ bez euroobligacji i skupywania włoskich obligacji przez EBC eurostrefa w obecnym kształcie nie przetrwa: „Without eurozone bonds or a change in ECB policy, Italy’s and Spain’s debt – and eurozone membership – is not sustainable.” Należy też dodać, że zwycięstwa Hiszpanii są pyrrusowe zarówno w piłkę nożną, jak i w kwestii bezpośredniego dokapitalizowania banków, gdyż jedynie trwałym pozostanie niemiecki nadzór nad hiszpańskimi bankami. A to dlatego, że w tokuprac okaże się, że nie można z Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (EMS) wstrzyknąć kapitał bezpośrednio do banków, gdyż traktat mówi wyraźnie, że EMS pożycza pieniądze dla państw. Już obecnie szef komisji budżetowej Bundestagu mówi, że do materializacji tego porozumienia zmiana traktatu jest potrzebna. W tym kontekście nie powinno dziwić nagłośnienie sukcesu Unii Bankowej, w sytuacji kiedy nie są nią objęte niemieckie banki oszczędnościowe, a nadzór nad bankami przenosi się do Niemiec.

Co ciekawe, o ile w internetowym artykule Petera Spiegela w Financial Times’ie znalazło się jako końcowe konkludujące zdanie: „Niemcy zapobiegli oddaniu UE uprawnień w stosunku do swoich politycznie silnych kas oszczędnościowych” („A German-backed plan only covers large, cross-border banks, but the draft proposes giving the new supervisor the power to intervene in smaller banks if it sees a risk. Germany has resisted giving EU authorities powers over its politically powerful regional savings banks.”) To w wersji papierowej pierwszostronicowej artykułu “EU plan to rewrite budgets” zabrakło ostatniego zdania dotyczącego niemieckiego weta. Zresztą wyłączenie landesbanków nie jest kluczowym osiągnięciem, ważniejszym wydaje się zagwarantowanie dla Niemiec stanowisk w europejskim nadzorze, o czym relacjonuje Peter Spiegel i Joshua Chaffin  w artykule FT „Spain wins restructuring of bank deal”: „In exchange for the concessions, a German-led group of northern creditor countries will gain more control over all of the eurozone banks through the new single supervisor.” Świadczy o tym również przebieg debaty w Bundestagu i wyniki ustaleń na ten temat, zanotowane przez Williama Bostona i Marcusa Walkera w Wall Street Journal („German Lawmakers Set to Ratify Bailout Fund”):“She insisted she had won important concessions herself, especially on euro-zone banking supervision.”

W tle rozpadu eurostrefy rozgrywa się inny spektakl zakulisowych rozgrywek opatentowania wszystkiego, w którym to spektaklu my biernie oddaliśmy naszą głowę i nasz intelekt „do ścięcia”. Jak oświadczył szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy: "Osiągnęliśmy w piątek ostateczne porozumienie w sprawie jednolitego patentu w UE". Do tej pory zgodę skutecznie blokował spór pomiędzy Wielką Brytanią, Francją i Niemcami, które współzawodniczyły o miejsce na siedzibę sądu patentowego, w której to rywalizacji my nie byliśmy obecni. Ostatecznie zgodzono się, że główna siedziba sądu będzie w Paryżu, zaś w Londynie i Monachium będą się mieściły jego oddziały. Jak podaje  James G. Neuger w artykule „EU’s Debt-Crisis Missteps Echoed by Patent Fight Before Summit”, była to cicha batalia na patenty, w której nasze władze zgodziły się na „Czwarty rozbiór Polski”, jak alarmował prezes polskiej Izby Rzeczników Patentowych Anna Korbela. IRP apelowała, by rząd wycofał się z poparcia dla europejskiego pomysłu jednolitego patentu, gdyż inaczej „Czeka nas czwarty rozbiór Polski, tym razem dokonany na naszej gospodarce”. Niestety mimo jednolitego głosu rzeczników patentowych, PKPP Lewiatana, Business Centre Club, NSZZ "Solidarność", oraz licznej grupy naukowców, zignorowano informację, że jednolity patent będzie faworyzował międzynarodowe koncerny i postawi w dużo gorszej sytuacji polskie firmy. A to z tego prostego powodu, gdyż według przyjętej propozycji zgłoszenia patentu będzie można dokonywać jedynie w języku angielskim, niemieckim lub francuskim i same koszty tłumaczeń będą trudne do udźwignięcia dla mniej zamożnych polskich firm, na które UE chce przerzucić ten obowiązek. Ponadto patent zgłoszony gdziekolwiek w Europie ma automatycznie obowiązywać we wszystkich państwach, które przystąpią do porozumienia. W efekcie każda firma, nawet jeśli będzie produkować tylko na rynek polski, zostanie zmuszona do przeszukiwania tysięcy obcojęzycznych dokumentów, by sprawdzić czy dane rozwiązanie nie zostało opatentowane w innym kraju. Okazuje się że polskie władze zamiast zaufać własnym ekspertom obawiają się bardziej oskarżenia o nacjonalizm przy chęci posługiwania się własnym językiem. Pozostała zgoda na poddanie własnej gospodarki biurokratom którym zajęło 30 lat zdefiniowania czym jest czekolada i „krokodyle łzy” o niskim udziale R&D w PKB. A przecież nawet przyszli bankruci eurostrefy Hiszpania i Włochy do tego porozumienia nie przystąpiły, a my jesteśmy, mimo że wśród uzgodnień jest wykluczony język polski i nie zaproponowano oddziału regionalnego tego urzędu w Warszawie.

A przecież widać wyraźnie że z własnością intelektualną to nawet na poziomie ministerialnym nie dajemy sobie rady, skoro nawet Minister Radosław Sikorski bezprawnie zamieścił na Twitterze cudze zdjęcie i będzie musiał za to zapłacić. Wydaje się że UE staje się powoli niewydolnym organizmem opanowanym przez duże grupy biznesu, a polskie władze z góry wycofujące się na oskarżenia Przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Barroso, który wg Bloomberga nazywał „podręcznikowym  nacjonalizmem debatę patentową” (European Commission President Jose Barroso yesterday called the petty nationalism of the patent debate “a typical case where member states cannot agree for I do not know how many years.”)

W tym kontekście włos się jeży na głowie, gdy okazuje się że Majowie dlatego zrezygnowali z koła, gdyż nie byli wstanie opłacićlicencji Sumerom, a opłaty kopernikańskie będą pobierać nasi sąsiedzi, bo zarejestrują naszego astronoma jako Niemca. Jak długo jeszcze po Euro2012 władze będą słuchały swoich kibiców skandujących: „nic się nie stało…, nic się nie stało”, mam nadzieję że nie do czasu, gdy już wszyscy się dowiedzą, że obiecane stanowisko Przewodniczącego Komisji Europejskiej otrzyma jednak ktoś inny.


Cezary Mech

Agencja Ratingu Społecznego

Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook