Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Koszty demografodestrukcji a „katolickie k…” w czterech językach

04.03.2013

Niesłyszalne są ostrzeżenia że jeśli nie generujemy miejsc pracy dla rodaków, to sprowadzając imigrantów możemy tylko nabawić sobie jeszcze większej biedy.

„wSieci” jako jedyne opisało incydent w którym katoliczki reprezentujące Polskę, były obrażane, a który nie spowodował żadnych działań ze strony władz (poza przyznaniem MSZ że jest jedynie finansowym garbem dla obywateli, gdyż nie jest wstanie ustalić prostych faktów jakie mają miejsce za granicą), jak i wyrażenia jakiegokolwiek ubolewania ze strony organizatorów turnieju tenisowego w Ejlacie. O ile społeczeństwo polskie przeżyło szok spowodowany uświadomieniem sobie jednostronności w potępianiu wszelkich zachowań rasistowskich w Polsce, jak i braku potępiającej reakcji (na początku to nawet występował proces który można nazwać zastraszaniem ofiar, aby nie informowały o przebiegu wydarzeń i nawet wzięły winę na siebie) ze strony gazety, która do tej pory z jednej strony przewodziła w uczulaniu obywateli na tego typu zdarzenia, jak i była świetnie zorientowana co do przebiegu wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Szokującym okazał się również brak reakcji na zachowania dotyczące kpin w postaci „spadających samolocików”, które dotykają bądź co bądź urzędu Prezydenta Polski, co jest tym bardziej zadziwiające że był on wielkim przyjacielem Izraela i nawet otwarcie mówił że z tego powodu wspiera udział polskich żołnierzy w wojnach tamtego regionu.  

Uświadomienie sobie że nawet społeczność która była poddana wyjątkowej próbie podczas II Wojnie Światowej, kultywuje zachowania „plemienne” powinno wszystkim uprzytomnić koszty konfliktów etnicznych, w kierunku których zmierzamy z powodu przyzwolenia na zapaść demograficzną jak i forsowania procesu odpalszczania obywateli. Polska odkładając reformy polegające na istotnym wsparciu finansowym rodzin wielodzietnych, w połączeniu z silnym obniżeniu opodatkowania przedsiębiorstw gospodarczych zwiększających zatrudnienie, wpada w spiralę migracyjną. Brak perspektyw wypycha młodzież do bogatych krajów UE pogłębiając zapaść demograficzną. Tworzy się podwójny zaklęty krąg: my dostarczamy siły roboczej Unii, a sami ściągamy  imigrantów, zmuszając własnych pracowników do jeszcze szybszej emigracji. W efekcie spowalniamy proces konwergencji płacowej między Polską a UE, studząc oczekiwania poprawy warunków życia w efekcie napędzając w naszym kraju emigrację i wędrówkę ludów narażając się na wygenerowanie konfliktów etnicznych których jedynie symptomy odczuliśmy na zagranicznym stadionie.
    
Paul Kennedy ostrzega że w przypadku kontynuowania obecnych trendów „kraje najbardziej zasobne zostaną zalane milionami emigrantów i uchodźców chcących wejść do bogatych, lecz starzejących się społeczeństw demokratycznych. Tak czy inaczej dla bogatej […] ludności świata rezultaty będą najprawdopodobniej bolesne i chociaż dzisiaj korzysta ona z w sposób nieuprawniony z […] bogactw Ziemi, dojdzie do odwrócenia sytuacji”. Pesymistyczna jest również prognoza Brice Quillin’a współautora raportu Banku Światowego że „[j]eżeli typowym imigrantem lat 90-tych był Polak przenoszący się do Wlk. Brytanii,  jego następcą w następnej dekadzie może być Tadżyk przenoszący się do Polski.”
    
Dzieje się tak dlatego ponieważ cały czas jesteśmy pod silnym naciskiem zeuropeizowania naszego społeczeństwa, co ma polegać likwidacji naszej katolickiej kultury w czym otwarcie na imigrantów ma w sposób naturalny pomóc. Trzy grosze dokładają do tego organizacje biznesowe i międzynarodowe. O ile Komisja Europejska i Bank Światowy uważają że migracja jest jednym z najważniejszych czynników odmładzających społeczeństwo i nakręcających koniunkturę w gospodarce, to  PKPP „Lewiatan” wprost lobbuje za otwarciem naszego rynku pracy na imigrantów: „Brytyjczycy wessali naszych obywateli, Niemcy ratują się Turkami […obecnie Polakami, Hiszpanami, Włochami i milionem Greków-cm] Polacy muszą wziąć przykład z innych krajów”. Eksperci „Lewiatana” Bogusława Nawak-Turowiecka i Jeremi Mordasewicz wprost twierdzili że „[p]rzyciąganie tych którzy będą zakładać rodziny i pracować, jest koniecznością”, a Robert Gwiazdowski z Centrum Adama Smitch’a uznawał podobnie: „Musimy jakoś zapełnić tę lukę, która powstała po wyjeździe Polaków z kraju. Tacy imigranci płaciliby podatki, zakładali tu rodziny, no i nareszcie przedsiębiorcy mieliby brakujących robotników”.

Przy czym jednocześnie nie słyszalne są ostrzeżenia, że jeśli nie generujemy miejsc pracy dla rodaków to sprowadzając imigrantów możemy tylko nabawić sobie jeszcze większej biedy. Podczas gdy nawet przychylnie nastawiony do wielokulturowości amerykański Financial Post niedawno opublikował artykuł omawiający analizę dotyczącą kosztów imigracji i wpływu imigracji na spadek produktywności pracy. Zanalizowane wyniki badań OECD ukazały że z punktu widzenia kraju który eksportuje emigrantów, po to aby zaimportować imigrantów jest działaniem mało racjonalnym. Zauważono, że mężczyzna który przybył do Kanady w latach 70-tych ubiegłego wieku zarabiał na starcie 80% tego co rodowici Kanadyjczycy i redukował tą różnicę w tempie 1 procenta rocznie. Obecnie mimo iż większość imigrantów ma wyższe wykształcenie, to po przyjeździe ich płace stanowią zaledwie 2/3 poziomu autochtonów, a i tempo procesu konwergencji jest również wolniejsze. Powoduje to powstanie niespodziewanych konfliktów i kosztów po stronie państwa które traci na produktywności pracy i jednocześnie jest zmuszone do ponoszenia dodatkowych nakładów na redukcję dysproporcji społecznych. Podczas gdy chodzi o produktywność pracy to okazało się że imigranci nie mają pozytywnego wpływu na gospodarkę USA, podczas gdy wiadomo, że ich napływ działa na szkodę kanadyjskiej gospodarki, gdzie co charakterystyczne utrzymuje się wśród nich wysoki odsetek bezrobocia. Cytowana przez Financial Post jest również opinia że według niektórych szacunków imigranci mają aż 20%-owy udział w spadku produktywności gospodarek USA i Kanady w ciągu ostatniej dekady.

Jeden z najwybitniejszych polskich ekonomistów Stefan Kurowski już czterdzieści lat temu konkludował że „[c]zynnik demograficzny nie jest jedynym czynnikiem potęgi państwa, jest on jednak niewątpliwie jednym z najważniejszych, a na dłuższą metę decydującym” oraz że „wskutek zwiększonych kontaktów międzyosobniczych poprzez granice państwowe […] poszczególne narody stają się kulturowo bardziej przenikalne. Otóż jeśli nie utrzymają pewnej minimalnej głębi masy narodowej, wówczas przenikalność ta osiągnie taki stopień, że stracą one zdolność do podtrzymywania i odnawiania swojej odrębności.” Ze względu na szybko następujące procesy globalizacyjne oraz nałożenie się załamanie demograficznego z procesami migracyjnym (emigrację na Zachód i jednoczesne masowe przyjmowanie imigrantów), może spowodować że będziemy pierwszymi którzy odczują weryfikację tez Gastona Bouthoul’a twórcy nauki o konfliktach (polemologii): „Obecnie istnieją obawy, że eksplozja demograficzna Południa, wraz z powrotem religii [islamu – cm] jako ideologii masowej, doprowadzi zasobną Północ do katastrofy.” W świetle której incydent w Ejlacie okaże się zaledwie jednym z licznych ostrzeżeń których znaczenia nie rozumiemy.


Dr Cezary Mech
Agencja Ratingu Społecznego

Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook