Jedynie prawda jest ciekawa

Kanclerz Niemiec przyznaje: eurostrefa nie jest optymalnym obszarem walutowym

26.04.2013

Czy ogłupianie społeczeństwa skończy się kryzysem na olbrzymią skalę?

Dzisiejszy Wall Street Journal i Financial Times opisują sensacyjną wypowiedz pani Kanclerz Merkel, która przyznała że strefa euro do optymalnych nie należy, gdyż Niemcy domagają się wyższych stóp procentowych a kraje śródziemnomorskie niższych.  Zarówno Todd Buell w artykule “Merkel Steps Into Debate on Rates” w podtytule podkreślił że komentarze pani kanclerz o różnych potrzebach w strefie euro odzwierciedla niemiecki niepokój co do polityki Europejskiego Banku Centralnego (“Chancellor's Comments About Different Needs Across Euro Zone Reflect German Anxiety on ECB Policy”). Również Michael Steen, James Wilson i Peter Ehrlich w artykule “Merkel speech highlights European divide” cytują wypowiedz z której wynika że kraje śródziemnomorskie wymagałyby większej płynności w celu zaspokojenia potrzeb finansowych ich przedsiębiorstw: “For Germany, it would actually have to raise rates slightly at the moment, but for other countries it would have to do even more for more liquidity to be made available and especially for liquidity to reach corporate financing.”

Nic dziwnego, biorąc pod uwagę fakt że od ponad dziesięciu lat głoszę podobne tezy będąc przez to oceniany jako  zdecydowany przeciwnik wspólnej waluty i wejścia Polski do strefy euro. Teraz, w związku z tym, co się w strefie euro dzieje, nie powtarzam  jednak „a nie mówiłem” lecz jak już w 2010 roku podczas konferencji na temat strefy euro poprosiłem, żeby już mnie nie nazywać eurosceptykiem, ponieważ to przed czym ostrzegałem się już ziściło, a moje ostrzeżenia – naukowe, nie polityczne  –   niestety, zrealizowały się w praktyce, lecz demografosceptykiem i przenieść nacisk na diagnozę tej patologicznej sytuacji. Okazało się, że strefa euro nie jest optymalnym obszarem walutowym co wczoraj przyznała nawet pani kanclerz, lecz mimo  wielu prac naukowych, dokładnie opisujących warunki niezbędne do przyjęcia wspólnej strefy walutowej, forsowana była polityczna interpretacja. Niestety ale realna wiedza o nich nie dotarła i wciąż nie dociera do europejskich społeczeństw, co powinno być przedmiotem do zastanowienia i badania dlaczego tak się dzieje?

W przekazie medialnym, ale obawiam się że i na uniwersytetach,  dominuje jedynie zachwalanie wyłącznie korzyści ze wspólnej waluty.  Najwyraźniej interesy grup biznesowo-politycznych dominują przy braku przesłanki rozprzestrzeniania wiedzy opartej na fundamencie etycznym. Problem ten wyraźnie jest widoczny w Polsce, w której po śmierci Jana Pawła II Wielkiego wszystkie trendy negowania etyki rozwijają się z przyspieszonym tempem i  pod tym względem następuje rzeczywiste „doganianie” Europy. Mimo widocznego nasilenia w ostatnim okresie czasu, to tak naprawdę od ponad dwudziestu lat obserwujemy zastępowanie troskliwego myślenia w interesie kraju i człowieka schematem obojętnej poprawności politycznej. Powyższa pesymistyczna ocena bierze się z obserwacji trendów spadku produktywności i rozwoju w krajach najwyżej rozwiniętych, co już poprzednio sygnalizowałem na swoim blogu, jak i łączenia z tym zapaści rozwoju powszechności nauki. Pesymizmem musi napawać dążenie do upowszechnianie wyłącznie politycznej wiedzy, jak i wbijanie ludziom nieprawdziwych informacji i nieprawdziwych zależności. Dlatego, moim zdaniem, tak naprawdę ludzkość w rozwoju się cofa, a społeczeństwa w krajach wysokorozwiniętych, zwłaszcza właśnie w Europie, coraz bardziej tracą możliwości rozwojowe. Pytanie pozostaje dlaczego do tego dochodzi i jakie interesy się za tym kryją, skoro na dobrą sprawę wszyscy będą musieli w efekcie stracić? Świat zachodni oparł się na przekonaniu, że kraje mające większą wiedzę, czyli umiejętność panowania nad procesami gospodarczymi, badaniami i rozwojem, rzeczywiście nad tym zapanują ostatecznie i na wyłączność. Dotychczasowy podział świata niezmiennie był taki, że głowa i umysły oraz produkty bardziej zaawansowane znajdowały się w „nowoczesnych” krajach zachodnich, a prosta produkcja w kolosach takich, jak Chiny, czy Indie. Jednak nie udało się tego podziału utrzymać. Kolosy wymknęły się, uniezależniły już niemal pod każdym względem, a Polska nie znalazła się ani po stronie „kolosów” które w procesie konwergencji szybko doganiają kraje zachodu, ani po stronie państw „nowoczesnych”. My po prostu wegetujemy gdyż powyższa etyczno-medialno-polityczna sytuacja przekłada się na relacje gospodarcze i ekonomiczne.

Gdy poprzez powyższe rozważania popatrzymy na to, co się dzieje w UE, to widzimy że ograniczenia i regulacje (w tym klimatyczne), które preferują takie, a nie inne przedsięwzięcia  mają przyczynowe wyjaśnienie. Widać również wyraźnie, że nie jesteśmy beneficjentami możliwej konwergencji, czyli doganiania innych krajów. O ile w świecie następuje przenoszenia miejsc pracy do Chin, ze względu na tanią siłę roboczą, to w  UE ze względu na interes krajów wysokorozwiniętych, proces ten został zahamowany. Jest odwrotnie, to Polacy będący wciąż tanią siłą roboczą muszą wyjeżdżać do innych krajów. Nie ma przenoszenia miejsc pracy do taniej Polski. Staliśmy się antytezą Chin.

Dwadzieścia lat temu mieliśmy bazę produkcyjną, którą stopniowo poddawaliśmy degradacji, a istniejącym przedsiębiorstwom nie dostarczaliśmy konkurencji, lecz z dnia na dzień osłabialiśmy je, prowadząc do ich upadku. A przecież, choć w socjalizmie przedsiębiorstwa działały na innych zasadach, to w kapitalizmie można było je stopniowo, nie tracąc miejsc pracy, nie tracąc rynku, obudowywać nowymi komórkami finansowymi i marketingowymi. Ich rozwój był możliwy, a tak to sprzedaliśmy rynek konkurentom, a potencjalnych pracowników wysłaliśmy do pracy za granicę. Powyższe procesy oparte były na tych samych zasadach co dzisiejsza debata o euro. Mimo że jest to sztuczna waluta, która nie służy interesom wszystkich przyjmujących ją krajów. Znany ekonomista Paul Krugman żartuje że nasze dążenia do niej przypominają wyśmiewane szarże kawalerii na czołgi. Czyli w nadziei że jeśli się coś zrobi z dużym poświęceniem, nawet głupiego, to przyniesie to pozytywny efekt, a przecież tak nie będzie. A gdy na to nałożymy celowe ogłupianie Narodu to widzimy że sytuacja nie musi być wcale lepsza niż przed wojną.

Dr Cezary Mech
Agencja Ratingu Społecznego

Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook