Jedynie prawda jest ciekawa

„Ekonomia oparta o wiedzę” siedemdziesięciolatków

08.05.2012

Tak jak nie chcą zamilknąć echa debaty w sprawie euro, która w efekcie wyborów w Grecji uległa wprost nasileniu, tak nie milknie debata na temat eksplozji potęgi Chin.

Coraz to nowi ekonomiści się do niej włączają, a to rozważając przyczyny 20-krotnego wzrostu potencjału gospodarczego, a to przyglądając się objawom spowolnienia jej wzrostu. Omawiając limity ekspansji gospodarki podnoszone są aspekty spowolnienia demograficznego jako granicy wzrostu i precyzyjnie podawana data 2015 r. kiedy to ilość osób w wieku produkcyjnym osiągnie swoje lokalne maksimum 996 mln osób.

Okazało się że zgodnie z diagnozą laureata nagrody Nobla Artura Lewisa Chiny prowadząc całkiem odwrotną politykę gospodarczą do tej którą prowadzono w Polsce, osiągnęły niesamowity sukces gospodarczo–cywilizacyjny i uchroniły kraj przed zapaścią która dosięga Polskę. Otóż utrzymując niski poziom kursu walutowego były w stanie realokować setki milionów ludzi do przemysłu o wyższej produktywności. A przedsiębiorstwa korzystając z taniej siły roboczej osiągały nadzwyczajne zyski które były realokowane w nowe inwestycje produkcyjne wchłaniające wolne zasoby pracowników utrzymując przez dziesięciolecia nadzwyczajnie wysoki wzrost gospodarczy. Odmiennie w polskim modelu wyższa konsumpcja była efektem wyprzedawania majątku produkcyjnego i zadłużania się zagranicznego, które to przepływy walutowe zawyżały kurs złotówki ograniczając opłacalność inwestycji w Polsce kosztem wypychania obywateli do pracy za granicą.

W efekcie o ile Polska ma jeden z najgorszych wskaźników pozycji majątkowej na świecie, w Chinach obok wzrostu gospodarczego wystąpił wzrost rezerw walutowych z poziomu $170 mld na początku 2001 r. do $3,2 biliona pod koniec zeszłego roku lub bardziej wyobrażalnie w wysokości 40% PKB, lub $2,3 tyś na głowę mieszkańca. W efekcie stosowania tych różnych polityk paradoksalnie zarówno Polska jak i Chiny wpadły w pułapkę „middle-income trap”. Przy czym Polska na skutek wypchnięcia pracowników za granicę i pogorszenia struktury wiekowej w powiązaniu z brakiem infrastruktury wzrostu wydaje się że pogrążyła się nieodwołalnie. Podczas gdy Chiny mimo wyczerpania taniej „siły roboczej” i wzrostu kosztów pracy zmniejszających zyskowność produkcji, na skutek stałego rozbudowywania infrastruktury wzrostu ma szansę kontynuować swoją ekspansję w oparciu o gospodarkę opartą o wiedzę. Chiny bezkolizyjnie przeszły najtrudniejszy kryzysowy okres 2009 r. poprzez 24%-owy wzrost inwestycji stałych, a obecnie już starają się wejść na ścieżkę intensywnego wzrostu poprzez wzrost jakości pracowników i stosowanej technologii. W czasie kryzysu również silną rolę stanowi wzrost nakładów na budownictwo –przeciętny 26%-owy wzrost w ciągu 13 lat - z jednej strony polepszający warunki mieszkaniowe, a z drugiej działające antycyklicznie.

Według byłego ekonomisty Banku Światowego Louisa Kuijs wysoka produktywność pracy w Chinach była spowodowana wysokim wskaźnikiem, a nawet jego wzrostem w ostatnich latach, relacji kapitału do pracy z poziomu 45% w latach 1978-1994 do 64% w okresie 1995-2009. Sytuacja w której udział konsumpcji prywatnej w PKB spadł do poziomu poniżej 35% podczas gdy poziom inwestycji stałych wynosi powyżej 45%. Wprawdzie nadwyżka eksportowa jak i nadwyżka w bilansie płatniczym w ujęciu relatywnym zmalała, wzrastając z 2,8% do10,1% PKB w latach 2003-2007, by następnie spaść do 2,9%, ale przesunięcie nastąpiło na linii nadwyżka bilansu płatniczego inwestycje. Obecnie już odczuwalny spadek podaży siły roboczej, który ulegnie przyspieszeniu po 2015 roku, spowodował trudności w zatrudnieniu w przemyśle jak i szybkiego wzrostu realnych kosztów pracy.

Polska stoi przed wyzwaniem jak tu przetrwać w sytuacji kiedy wyprzedała swoje organizacje gospodarcze, zadłużyła się za granicą nie budując infrastruktury wzrostu przyciągającej miejsca pracy, wypchnęła młodzież za granicą i będzie odczuwała starzenie się społeczeństwa podwójnie: poprzez narastanie kosztów emerytalno-zdrowotnych jak i starzenie się wiedzy, oraz ograniczenie podaży młodych roczników do pracy co będzie oddziaływało inflacyjnie dodatkowo wypychając inwestorów poprzez obniżenie opłacalności produkcji  w Polsce.

W przeciwieństwie do Chin nasza polityka jest kuriozalna. A jak reagują Chińczycy? Po pierwsze zdają sobie sprawę z nadchodzących wyzwań związanych z przejściem od „ekstensywnego” do „intensywnego” modelu wzrostu o czym świadczy cytowana w FT przez Martina Wolfa wypowiedz premiera Wen Jiabao: „The reform in China has come to a critical stage. Without the success of political structural reform, it is impossible for us to fully institute economic structural reform. The gains we have made in reform and development may be lost, new problems that have cropped up in China’s society cannot be fundamentally resolved and such historical tragedy as the Cultural Revolution may happen again.”

Dlatego ich szanse na sukces są znaczne niemniej spowodują narastanie kryzysu w Europie i Ameryce, gdyż dotychczasowy model w którym Chiny eksportują towary o niskiej wartości wiedzy, a „przepłacają” za produkty o dużej wartości dodanej może się skończyć i w efekcie nastąpi konwergencja poziomu życia między krajami zachodu i Chinami. Dotychczasowa przewaga technologiczna ulega bardzo szybkiej redukcji, Zachód traci swoją dominację w publikacjach, patentach i badaniach podstawowych. Recyrkulując swoje sinodolary Chiny wchodzą kapitałowo w całym III świecie i ostatnie sukcesy w uplasowywaniu eksportu reaktorów jądrowych na świecie są tego ewidentnym przykładem. Gdyż o ile reaktory najnowszej generacji są w Chinach budowane na licencjach Westinhouse i Areava, o tyle nadal jest popyt na starsze typy drugiej generacji. A na dodatek potężne przedsiębiorstwa China National Nuclear Corporation i China Guangdong Nuclear Power Corporation bazując na swoim potencjale organizacyjnym zbudowały przodujące ośrodki naukowo-badawcze które zgodnie z ocenami ekspertów doprowadzą do osiągnięcia najbardziej zaawansowanych rozwiązań już w przyszłym roku.

Dzieje się to nieprzypadkowo, gdyż nie tylko Chiny budują nowoczesną infrastrukturę komunikacyjną i informatyczną przyciągającą światowe koncerny do siebie lecz również wydają $2,5 mld rocznie na kształcenie zagraniczne swoich studentów. W sytuacji kiedy wyższe uczelnie w USA i Europie tracą środki publiczne z powodu ograniczeń budżetowych, szkolenie Chińczyków wydaje się racjonalnym rozwiązaniem. Np. dla Kanady dochody z kształcenia Chińskiej młodzieży przekraczają te które wynikają z eksportu innych produktów włączając eksport surowców. Problemem powoli się staje równowaga narodowościowa między studentami gdyż jak podaje Kathrin Hille w artykule Financial Times’a „China’s overseas students set stage for shift in values” pięć lat temu na Uniwersytecie Wisconsin na 150 studentów z zagranicy Chińczyków było 3-4 podczas obecnie jest ich jedna trzecia. Na „armię” 285 tysięcy studentów którzy w 2010 roku wyjechali na studia (320 tysięcy w 2010 r.) 158 tysięcy – wzrost o 163% od 2000 r.- studiuje w USA, a 67 tyś. (wzrost o 494%) w Wlk. Brytanii. Przy czym w USA 19,2% studiuje na kierunkach inżynierskich, 10,6% informatycznych i zaledwie 4,3% filologię angielską. Jak podają statystyki dla roku 2012 ilość podań na studia w USA wzrosła o dalsze 18%, na studia licencjackie jeszcze więcej bo o 43%, jak podają dane z zeszłego roku, ukazując pogoń za wiedzą Chińczyków i minimalne szanse na zachowanie przewagi wiedzy dla krajów zachodu w przyszłości. Zwłaszcza że poziom uniwersytetów chińskich jest tak wysoki że wyjazd zagraniczny staje się drugą preferowaną opcją. Świadczy o tym nie tylko fakt że Uniwersytet Tsinghua jest porównywalny do MIT, co dawniej było nie do pomyślenia, ale i fakt że założona przez IESE przed zaledwie kilkoma laty chińska szkoła biznesu obecnie sytuuje się w rankingach wśród najlepszych szkół na świecie na równi z tymi którzy ją zaledwie w latach dziewięćdziesiątych zakładali.


A Polska na tym tle cofa się i jest to coraz bardziej odczuwalne. Emigranci z dyplomami „na zmywaku” marnotrawią wydatki na oświatę, a i z nią nie jest najlepiej. O ile Polska w okresie międzywojennym olbrzymim wysiłkiem finansowym, wydając z budżetu 15% swoich dochodów wykonała olbrzymi krok naprzód likwidując analfabetyzm i przystosowując społeczeństwo do rewolucji przemysłowej, o tyle obecnie udowadnia, że kompletnie się zapodziała, gdy chodzi o batalię o miejsce naszych dzieci w międzynarodowym podziale pracy. Przykłady rekordowo niskich nakładów na badania i rozwój są cały czas błędnie interpretowane jako przejaw braku możliwości finansowych budżetu, a nie diagnoza faktu że wyprzedaż polskich przedsiębiorstw spowodowała przeniesienie ośrodków R&D za granicę.



Cezary Mech

Agencja Ratingu Społecznego

Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook