Jedynie prawda jest ciekawa

Co łączy Kushner a z Morawieckim?

22.04.2017

Niechlubny rekord PM: w 2016 r. ponad 2-krotny wzrost zadłużenia Skarbu Państwa – o 94 mld PLN w porównaniu z 46,3 mld deficytem budżetowym.

Podczas różnych programów często jestem pytany dlaczego w przypadku zawirowań politycznych na świecie Polska jest tym krajem który najbardziej je odczuwa pod względem ekonomicznym? Podczas debaty o Frexicie wRepublice (https://www.youtube.com/watch?v=kc4uP7OocWw) starałem się odpowiedzieć dlaczego główną ofiarą wyborów we Francji są Włochy i… Polska. Niewątpliwie przyczyna jest głębsza niż samo stwierdzenie że mamy fatalną strukturę gospodarki, gdyż nie odpowiada dlaczego nasi przywódcy nie znają się na finansach i podejmują błędne decyzje. Nie można wszystkiego zwalić na Piłsudzkiego który był niekompetentny w sprawach ekonomicznych i uważał że „jakoś to będzie się kręcić” i w efekcie uważał że nie możemy „eksperymentować”, co skutkowało tym że byliśmy krajem wyjątkowo dotknięty przez Wielki Kryzys. Obecnie również po prawej stronie dominują piłsudczycy i w efekcie jesteśmy kierowani na przemian przez lewicę, lub „uswojonych” poprzednio premier Gilowską obecnie premiera Morawieckiego, którzy pod względem podejścia ekonomicznego działają wg tych samych pryncypiów i co było uważane za ich atut.

Bardzo wyraźnie to widać na przykładzie „Planu Morawieckiego” który ma krytyczną diagnozę i… poprawną politycznie implementację. Wszystkie słabości tego stanu rzeczy wyszły podczas wizyty premiera Morawieckiego w USA, którą z tego powodu obiecałem w poprzednim wpisie szerzej omówić. Sukcesy amerykańskie okazały się być jedynie medialne, podczas gdy sama wizyta co najmniej pasmem niewykorzystanych szans, czego nie można tylko i wyłącznie zrzucić na konsekwencje niefortunnej przedwyborczej wypowiedzi premiera. Analizując szczegółowo wizytę można tematycznie podzielić ją na trzy części. Część dotyczącą polityki energetycznej, polityki handlowej i zagadnień rynku kapitałowego. Jako ogólną można potraktować część polityczno-medialną która nie znalazła żadnego oddźwięku w USA i była jedynie eksponowana w kraju. Jako pozytyw można zapisać brak apelu o zniesienie wiz do Ameryki, co przy forsowanej „ukrainizacji” rynku pracy ułatwionej przez fakt zdominowania rynku pracodawców przez firmy zagraniczne, które bez skrupułów wykorzystują możliwości prawne do wyrugowywania Polaków z miejsc pracy, w przypadku sukcesu mogłoby się skończyć tragedią emigracji reszty młodzieży za Ocean. Z tego punktu widzenia analogiczne popieranie milionowej imigracji z Ukrainy jest również działaniem prorosyjskim, wspierającym Putina w jego planach wchłonięcia naszego południowo-wschodniego sąsiada.

Spotkanie z Rickiem Perry’m sekretarzem ds. energetyki można byłoby uznać za wyjątkowo trafne i na czasie. Polska ma największe w Europie zasoby węgla i jedynie z powodu regulacji europejskich walczących z energetyką węglową nie może wykorzystać przewagi w przemyśle energochłonnym opartym o to najtańsze źródło energii. W sytuacji kiedy tuż przed wizytą prezydent Donald Trump postanowił podpisać dekret o tzw. „niezależności energetycznej” i jak sam stwierdził skończyć wojnę z węglem („end war on coal”), możliwość uzgodnienia polityki kwestionującej porozumienia w Paryżu wydawała się naturalna. Gdyż podpisany przez prezydenta akt wycofuje regulacje tzw. Planu Czystej Energii wprowadzonego przez poprzedniego prezydenta Baracka Obamę, który ograniczał emisję gazów cieplarnianych w elektrowniach węglowych. Wspólne interesy na tym polu są ewidentne i koordynacja polityki wskazana, a posiadanie amerykańskiego sojusznika w tej kwestii bezcenne. Jakież jednak musiało być zdziwienie obserwatorów gdy się okazało że ten aspekt nie był głównym przedmiotem uzgodnień. I zamiast podjęcia decyzji o odbudowaniu energetyki węglowej bez oglądania się na Unię Europejską i w oparciu o poparcie USA otwarte kontestowanie wszelkich nakładanych kar za emisję CO2, w Polsce zostało ogłoszone że budujemy nieefektywną i niebezpieczną… energetykę jądrową kosztem polskiego węgla (http://next.gazeta.pl/next/7,151003,21617397,blok-jadrowy-kosztuje-tyle-co-rok-programu-500-plus-minister.html#Prze). A towarzyszącą w amerykańskich rozmowach osobą nie był minister Jan Szyszko, lecz szef PGNiGe Piotr Woźniak. Przy czym okazało się że towarzyszył on premierowi nie w celu uzgodnień co do transferu technologii wydobycia gazu z łupków do PGNiGe, co byłoby naturalne w sytuacji narzekania w Planie Morawieckiego na niskie nakłady na innowacyjność i ograniczenie rozwoju przemysłu, lecz w celu zachęcenia do inwestycji w łupki inwestorów… amerykańskich i uzgodnienie zakresu dostosowania polskich regulacji do ich wymogów: „Sekretarz Perry przychylnie patrzy na powrót do dwustronnej współpracy w tej dziedzinie, ale to się musi wiązać z […] odpowiednim system regulacyjnym, nad którym będziemy pracowali" – poinformował wicepremier.” Jakby tego było mało to kluczowym tematem był import amerykańskiego gazu płynnego LNG w celu uniezależnienia się od dostaw rosyjskich: „Wicepremier ocenił, że nowa administracja USA jest bardziej otwarta na eksport tego surowca niż poprzednia”; „When talking to Energy Secretary Rick Perry, he seeks to discuss investments in Polish shale gas deposits and purchases of liquefied natural gas from the U.S.” – Bloomberg. W sytuacji kiedy Amerykanie przestawiają się na energetykę węglową to nie widzą racjonalności w blokowaniu eksportu gazu w celu zaniżania cen gazu na rynku wewnętrznym i rozwiązaniem jest maksymalizacja dochodów z gazu poprzez sprzedaż jego nadwyżek – polecam raporty dotyczące wpływu zmiany polityki na rynek gazu w Wlk. Brytanii. Nie byłoby przy tym nic nadzwyczajnego w ewentualnym zakupie gazu amerykańskiego pod wszakże jednym warunkiem, że byłby on tańszą ofertą. Niestety rozmowy zamiast się koncentrować na tym że nasz gazoport w Świnoujściu może stanowić port przeładunkowy dla eksportu gazu na Ukrainę i próba zagwarantowania sobie ewentualnych dostaw w przypadku rozpoczęcia przez Rosję wojny gazowej z Polską, zostały rozpoczęte od złej strony co grozi że będziemy kupowali gaz drożej od USA niż od Rosji. I jak podczas dyskusji na temat wyników wizyty amerykańskie w której uczestniczyłem, redaktor radia Wnet przytomnie zauważył że w efekcie Rosja będzie miała mniej środków na zbrojenia, to należy dodać że Polska jeśli przepłaci za gaz to również nie będzie miała funduszy na armię i na rozwój gospodarczy.

Nie lepiej było w przypadku rozmów handlowych przeprowadzonych z Wilburem Ross’em sekretarzem ds. handlu, jak i z doradcą prezydenta ds. handlu i gospodarki Kennethem Juster’em które zgodnie z Bloombergiem koncentrowały się na zmniejszeniu deficytu handlowego USA (ze światem, gdyż z Polską USA ma nadwyżkę) poprzez zdynamizowanie zakupów amerykańskiego uzbrojenia („further growth of trade in defense goods” – Bloomberg; plus gazu LNG: „Minister Juster wyraził zainteresowanie rozmowami o ewentualnym zakupie przez Polskę gazu z USA"– podkreślił wicepremier Morawiecki”). Co jest zgodne z polityką USA podkreślaną przez WSJ: „The Trump administration plans to press […] to buy more U.S.-made commercial and military products as a way to boost jobs and reduce the nation’s $500 billion trade deficit.” Zamiast wyjaśnienia kwestii inwestycji Opla z offsetu wpadamy w kolejne zakupy, które przecież powinny zgodnie z diagnozą Planu Morawieckiego powinny koncentrować się na transferze technologii amerykańskiej do zwiększenia rodzimej produkcji uzbrojenia na jak najwyższym poziomie. Zadanie kluczowe gdyż z analogicznych negocjacji amerykańsko-tureckich wynika że ceny amerykańskich dostawców są zawyżone: „Işık also told a news conference that NATO countries have not presented a “financially effective” offer on an alternative defense system.” O ile oczywistością jest że tego typu rozmowy są poufne, o tyle wyjaśnienie że przedmiotem rozmów była możliwa produkcja części samochodowych na eksport do USA w celu poprawienia polskiego bilansu handlowego wręcz groteskowa, w sytuacji wycofania się z Opla przez GM (szerzej ten wątek omówiłem we wcześniejszym wpisie) jak i walki z produkcją samochodów poza USA w Meksyku („Z sekretarzem handlu Wilburem Rossem rozmawialiśmy o tym, żeby teraz już na poziomie roboczym zawiązać kilka zespołów dotyczących negocjacji w poszczególnych obszarach, na przykład bardzo konkretnie mówiąc - eksportu […] towarów wyżej przetworzonych” - powiedział Morawiecki. Jak zaznaczył, „tutaj jest bardzo duża szansa dla Polski, żeby bilans handlowy jeszcze poprawić”. Dopytywany, jakie „towary wyżej przetworzone” ma na myśli, powiedział, że chodzi […] również części samochodowe”). Jeszcze większym folklorem stał się fakt że po tym jak Wilbur Ross wyjaśnił premierowi Morawieckiemu aspekty wprowadzenia przez USA podatku granicznego - „Border Adjustment Tax” („In his meeting with President Donald Trump’s Commerce Secretary Wilbur Ross, Morawiecki plans to ask about a border adjustment tax considered by U.S. Congress” – Bloomberg) nastąpiły… poświąteczne rewelacje dotyczące planów likwidacji VATu w Polsce i wprowadzenia podatku obrotowego (moja negatywna opinia o szkodliwości tych działań w dyskusji z posłem Adamem Abramowiczem https://www.youtube.com/watch?v=ipHGzXDY82o). Efekt wyjaśnień dlatego kuriozalny gdyż zaprezentowany przez Ross’a podatek ma charakter… odwróconego VATu przy imporcie („House Republicans say it's just like a value-added tax”) – nie wlicza kosztów importu jako kosztów przychodu.

Rozmowy z inwestorami zostały uznane za poufne, niemniej stwierdzenia prasowe o gotowości dalszej polonizacji sektora bankowego, mówią o tym że rezerwy które posiadamy zamiast wykorzystać do organicznego rozwoju bazy produkcyjnej w Polsce gotowi jesteśmy przekazać tym inwestorom, którzy chcą opłacalnie wycofać się z naszego kraju. Czekamy tylko na interesującą ofertę („Morawiecki said […] that, Poland is still interested in more transactions that lead to higher domestic ownership of banking assets” - Bloomberg), a słowo wytrych „polonizacja” będzie wystarczające dla uciszenia krytyków w kraju. W takiej atmosferze nie dziwmy się że inwestorzy tak zabiegają o kontakty z decydentami – tylko co z tego ma nasz kraj? Rozmowy z szefową FEDu Janet Yellen zamiast się koncentrować na praktycznych aspektach skutkowały stwierdzeniami że nadal będziemy (jak frankowicze) zadłużali się obcych walutach mimo iż to będzie nas coraz więcej kosztowało: „Wicepremier wyjaśnił, że przy zakładanym obecnie wzroście stóp procentowych w USA koszt obsługi polskiego długu wzrośnie w przyszłym roku o miliard złotych i po pół miliarda w dwóch kolejnych latach.” Stąd już niedaleko do pochwalenia się specyficznym niechlubnym rekordem 2-krotnego wzrost zadłużenia Skarbu Państwa – o 94 mld PLN w porównaniu z 46,3 mld deficytem budżetowym w zeszłym roku.

Rozmowy w MFW z szefową Christine Lagarde były najlepszym posumowaniem amerykańskiej wizyty. Nastąpiło obiecanie w MFW dalsze opłacanie tzw. elastycznej linii kredytowej za którą zapłaciliśmy już miliard złotych, a która jest Polsce kompletnie niepotrzebna. Przecież jeśli mając 110 mld USD rezerw potrzebowalibyśmy dodatkowo 6,5 mld to znaczy że sytuacja gospodarcza byłaby tak zła że lepiej byłoby zbankrutować, niż pozwolić na opłacalne wycofanie się inwestorów z Polski na kredyt. O kuriozalności sytuacji powinien świadczyć fakt że premier Polski przepraszał panią Lagarde że… redukuje wysokość tej linii i z tym związanych opłat i pani Lagarde była pełną zrozumienia: „Christine Lagarde rozumie dlaczego zdecydowaliśmy się na ten krok.”. O ile odpłacanie się kontraktami względem sojuszników to w Polsce długa historia (zakup niszczycieli przed wojną, zamiast wyprodukowania czołgów dla dywizji pancernych, tylko po to aby je w przededniu wybuchu wysłać do Anglii to najbardziej bolący przykład), o tyle co za interes może być w dofinansowaniu MFW trudny do odgadnięcia? OK, prezes Marek Belka tam pracował, ale za jaki dług wdzięczności my nadal „krwawimy” teraz.

Konkludując dość detaliczne wyjaśnienia należy przyznać że prasa w USA dokładnie prześwietla kompetencje wszystkich współpracowników prezydenta. U prezydenta Donlda Trumpa jego zięć Jaret Kushner jest osobą najbardziej wpływową. Jest on osobą która pod względem wizerunkowo-estetycznych uwielbia Macintosh’e Apple. Niemniej gdy siada do pracy przy komputerze to z obudowy Macintosh’a wyskakuje World. Ta cecha jest podstawą poważnych rozważań co do jego predyspozycji bycia szefem zespołu innowacyjnego. W Polsce analogicznych rozważań nawet na znacznie mniej wysublimowanym poziomie się nie prowadzi. A szkoda. Gdyż wydaje się że jest podobieństwo komputerowe między ministrami Kushnerem i Morawieckim, bo gdy ten drugi siada przy biało-czerwonym komputerze to po pierwszych slajdach z orłem w koronie ale bez krzyża,pojawiają się programy i konkretne propozycje personalne prof. Balcerowicza.


Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook